Zabawa w ciuciubabkę

Zabawa w ciuciubabkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Oficerowie Biura Ochrony Rządu narzekają: premiera nie da się chronić, bo liczy się bardziej jego wizerunek niż bezpieczeństwo.
Początek stycznia tego roku. Donald Tusk za kierownicą czarnej toyoty auris mija granicę z Niemcami. Przyspiesza. Patrzy w lusterko. Borowicy dotrzymali słowa. Dwa ciemne audi A8, które miał na ogonie od Sopotu, zawróciły. Premier pewnie jednak wie, że w oddali jadą za nim dwa białe samochody. W obu siedzą oficerowie Biura Ochrony Rządu uzbrojeni w broń krótką. I sprzęt narciarski.

Przed wyjazdem do Włoch na narty Tusk zapowiedział, że nie chce widzieć obstawy. Dlatego Biuro wysłało funkcjonariuszy w wynajętych samochodach. Na miejscu nad bezpieczeństwem premiera borowcy musieli czuwać niejako ukradkiem. Większość była spoza stałej grupy chroniącej szefa rządu. Chodziło o to, by nie znał z twarzy uczestników maskarady.

Oficer BOR: – Tusk może nam napisać, że rezygnuje z ochrony, nawet na serwetce. Myśli, że to wystarczy, ale my i tak musimy mieć go na oku. Tylko dyskretnie.

Szef rządu jest chroniony na podstawie ustawy o BOR. Podobnie jak prezydent, nie może zrzec się obstawy. Nie ma co do tego wątpliwości Paweł Graś. – Nic nie zwalnia BOR z odpowiedzialności za bezpieczeństwo premiera. Jest chroniony 24 godziny na dobę, niezależnie od tego, gdzie się znajduje – mówi rzecznik rządu. Zapytany o odprawienie ochrony przed wyjazdem do Włoch Graś odpowiada: – Nie wiem, jak przebiegła rozmowa premiera z szefem ochrony, a szczegóły dotyczące pracy BOR są objęte tajemnicą.

Więcej możesz przeczytać w 12/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także