Tydzień kultury polskiej

Tydzień kultury polskiej

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Zbliża się kolejny festiwal w Opolu. Rozumiem, Polacy to naród sklerotyków i to, że polskiej muzyki pop nie da się słuchać, trzeba im przypominać regularnie. W tym roku wystąpią takie megagwiazdy jak Mezo i Michał Szpak, które muszą pokazać się w telewizji, aby zagrać kilka festynów pod hipermarketami. Pojawi się tam również Kazik Staszewski. Czy to starość, czy przekora, czy wewnętrzna potrzeba – nie wiadomo.

Portal Filmweb słusznie przewiduje, że po triumfach „Essential Killing" i „W ciemności" FPFF Gdynia w przyszłym roku statuetkowego pokera zgarnie „Wałęsa” Wajdy. To oczywiste – film Największego Polskiego Reżysera o Największym Polskim Bohaterze, pozbawiony Złotych Lwów przypominałby portret Najjaśniejszego Pana z „Wojaka Szwejka”. Ten, na który muchy... wiadomo co. Jedyne, co mogłoby zmienić werdykt, to sytuacja, w której Polański wraca do Polski i na gwałt robi film. Na przykład o Kazimierzu Wielkim.

Jak podaje „Fakt", nowy serial Ilony Łepkowskiej „Mały Londyn" ma być kołem ratunkowym tonącej TVP. Do dziś nikt nie wie, dlaczego to seriale Łepkowskiej potrafią wprowadzić Polaków w zbiorową hipnozę i emocjonalne katharsis. Może to stosowana przez autorkę taktyka szoku. Bohater przez dziesięć lat trwania serialu jest zwykłym, sympatycznym człowiekiem, takim jak ja i wy, i nagle wpada z bronią do agencji towarzyskiej lub bohatersko ginie na kartonach.

News tygodnia – Iza Lach, wokalistka, młodziutka dziewczyna o wielkim talencie, nagrała piosenkę z raperem Snoop Doggiem. Jeśli komuś wyraz „hip-hop" kojarzy się z przyrządem do skakania, tłumaczę – Snoop Dogg jest bodaj jednym z pięciu najbardziej znanych raperów wszech czasów. A na pewno najbardziej stylowym. Dokąd Izę zaprowadzi ta współpraca – nie wiadomo. Mam nadzieję, że tak daleko, aby smutny polski szołbiz dostał śmiertelnego wylewu z zazdrości.

W teledysku grającej polski funk formacji Funky Trip Foundation lekko zwichrowany facio o aparycji studenta bibliotekoznawstwa wyrywa zęby obcęgami Annie Musze. Rozumiem, że tortury mają być metaforą treści muzycznej teledysku – gdy słyszę, jak polski zespół próbuje grać jak James Brown, sam czuję smak obcęg na języku. A przy propozycji Funky Trip Foundation nawet takie zabawy w stomatologa to niewinne pieszczoty.

Gombrowicz napisał w „Dziennikach", że Zło musi być złe w każdym swym aspekcie, ergo – musi być niedorobione i nieudane, piekło jest tandetą. Trudno o lepszą definicję świata polskich celebrytów – na glebie tego piekła czasem coś wyrośnie, ale nie jest to kwiat zła, lecz raczej zgniła brukiew. Taką brukwią jest teledysk polskiej Angeliny, czyli Agnieszki Orzechowskiej „Baby Can You". Polecam. Czegoś takiego nie widzieliście od czasów reklamy Prusakolepu.

„Must be the music" to chyba jedyny talent show, który nosi znamiona sensu – przynajmniej promuje ludzi, którzy grają na instrumentach i mają swój repertuar, a nie ćwierkające kolędy małe dziewczynki. Tę edycję wygrał zespół Lemon, który niespecjalnie jest w mojej bajce i kilkukrotnie przekracza moją odporność na patos, ale umie grać, umie śpiewać, ma pomysł na siebie i zasługuje na to, aby być słuchanym. I muszę to napisać, aby być po prostu uczciwym.

Mamy mnóstwo świetnych polskich filmów dokumentalnych. Będziemy mieli więcej. Czekam na „Paparazzi" Piotra Bernasia o zawodzie brudnym, trudnym, strasznym i na swój sposób tragicznym. „W procesie stawania się sk***synem każdy krok pokonujesz świadomie" – mówi bohater filmu. Tak dobrego zdania nie słyszałem od lat w polskiej fabule.

Andrzej Sapkowski potwierdził na spotkaniu z czytelnikami, że będą nowe książki o Wiedźminie. Trudno o lepszy moment – po pierwsze, obie części gry komputerowej „Wiedźmin" to pierwszy polski produkt, który odniósł wielki światowy sukces, nie będąc przy tym wyrobem alkoholowym. Po drugie, wystarczy sobie wejść na Pudelka albo kupić „Super Express" aby zobaczyć, że Wiedźmina, łowcy potworów, potrzebujemy dzisiaj jak nigdy.

ZŁO TYGODNIA

Jak wspaniale, że polska policja wzięła się w końcu za didżejów. To ludzie co najmniej tak groźni jak palestyńscy terroryści albo rosyjscy skinheadzi. Piją, palą, głośno puszczają skradzioną muzykę. Noszą ciężkie miksery, którymi można kogoś zabić. Do zatrzymania niejakiego DJ Froda w cieszyńskim klubie Piwnica oraz skonfiskowania mu laptopa potrzebnych było aż 15 funkcjonariuszy. Chwała wam, dobrzy policjanci, że wzięliście się do tej największej zarazy trawiącej nasz kraj. No, może jednej z największych, zaraz po marihuanie i gapowiczach w metrze.

Więcej możesz przeczytać w 21/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także