Była wiceminister sportu Grażyna Leja nie jest kłamcą lustracyjnym

Była wiceminister sportu Grażyna Leja nie jest kłamcą lustracyjnym

Była wiceminister sportu Grażyna Leja złożyła prawdziwe oświadczenie lustracyjne - uznał krakowski sąd okręgowy, fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Była wiceminister sportu Grażyna Leja złożyła prawdziwe oświadczenie lustracyjne - uznał krakowski sąd okręgowy. Tym samym stwierdził, że nie jest ona kłamcą lustracyjnym. Orzeczenie jest prawomocne, ponieważ IPN nie odwołał się od niego.
Orzeczenie zostało wydane w drugim procesie. W pierwszym Grażyna Leja została uznana za kłamcę lustracyjnego, ponieważ w oświadczeniu lustracyjnym nie podała, że udostępniła lokal wojskowemu związanemu z tajnymi służbami PRL. Wyrok ten uchylił Sąd Apelacyjny, który uznał, że ze względu na wątpliwości i braki w materiale dowodowym sprawa powinna zostać ponownie rozpoznana przez Sąd Okręgowy w Krakowie. Postępowanie toczyło się z wniosku o autolustrację, złożonego przez Grażynę Leję.

- Cieszę się, że tak się to skończyło i że miałam tyle cywilnej odwagi, żeby to skończyć. Wyciszam już te negatywne emocje, które mi towarzyszyły, ale nadal czuję niesmak, ponieważ zaatakowano mnie znienacka i niesłusznie, na czym ucierpiała moja kariera, a ja zawsze starałam się przez życie iść fair – powiedziała Grażyna Leja. Wyraziła przekonanie, że - jej zdaniem - "IPN powinien szukać prawdy historycznej, a nie przez cztery lata gnębić takich ludzi jak ona".

W styczniu 2008 r. ówczesna wiceminister sportu, zajmująca się sprawami turystyki, złożyła dymisję z powodu informacji o jej rzekomych kontaktach z tajnymi służbami PRL. Jak wówczas oświadczyła, skłoniło ją do tego poczucie lojalności wobec rządu. Zaprzeczyła jednocześnie, aby w jakikolwiek sposób współpracowała z tajnymi służbami.

Po dymisji wydała oświadczenie. - Pod koniec ubiegłego roku poinformowano mnie, że "w IPN są na mnie jakieś dokumenty". Nie potraktowałam tej informacji poważnie. Nie tylko bowiem sama najlepiej znam swój życiorys, ale też już trzykrotnie poddawałam się lustracji - ostatnio w roku 2007 - napisała.

- Okazało się jednak, że Instytut Pamięci Narodowej uznał - w momencie, gdy rozpoczęłam pracę w rządzie koalicji PO-PSL - iż dysponuje dowodami, które znacząco mnie obciążają. Cóż to za dowody? Umowa, dotycząca wynajmu mieszkania, którą przed laty podpisałam wraz z mężem. Dziś dowiaduję się, że wynajmujący - którego znałam jako zawodowego żołnierza - związany był z tajnymi służbami PRL. Skąd ja mogłam o tym wiedzieć? Jaki związek ma to z moim dalszym życiem i z moją pracą? A jaki ta moja ówczesna "zbrodnia" mogłaby mieć wpływ na moją działalność w sferze turystyki w skali ogólnokrajowej? - pytała w oświadczeniu, wyrażając opinię, że "ta śmieszna, a przez to straszna sprawa" ma za cel zaszkodzenie rządowi.

W maju 2010 r. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że Leja złożyła niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Nie podała w nim, że przez trzy lata udostępniła lokal kontrwywiadowi wojskowemu. W ocenie sądu takie zachowanie wymagało podania w oświadczeniu lustracyjnym.

Leja, uznana za kłamcę lustracyjnego, na trzy lata została pozbawiona prawa pełnienia funkcji publicznych, utraciła też prawo wybieralności m.in. do Sejmu i Senatu na taki sam okres. Lustrowana odwołała się od tego wyroku.

W listopadzie 2010 r. Sąd Apelacyjny uznał, że materiał dowodowy, opierający się głównie na zeznaniach oficera kontrwywiadu wojskowego, nie jest pełny. Wskazał, że nie wyjaśniono w nim np. sprzeczności dotyczących tego, czy lustrowana wiedziała, że jej znajomy jest współpracownikiem kontrwywiadu wojskowego; nie wiadomo też, jakie zobowiązanie podpisała, udostępniając lokal, ponieważ dokument nie zachował się; nie wiadomo także, w jaki sposób Grażyna Leja stała się pomocnikiem operacyjnym przy zdobywaniu informacji, skoro nie doszło do przekazania kluczy od mieszkania i w lokalu nie odbyło się żadne spotkanie. Ponadto - zdaniem sądu - konieczne było także rozważenie, czy sama gotowość udostępnienia lokalu jest wystarczająca dla uznania czyjegoś pomocnictwa przy zdobywaniu informacji operacyjnych.

Argumenty te podzielił w drugim procesie sąd okręgowy, który w wydanym pod koniec ub.r. orzeczeniu stwierdził, że Grażyna Leja złożyła prawdziwe oświadczenie lustracyjne.

Orzeczenie nie było prawomocne. Występujący w sprawie krakowski IPN decyzję o apelacji uzależniał od zapoznania się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Ostatecznie apelacji nie złożył i wyrok uprawomocnił się.

mp, pap

Czytaj także

 0