Kultura aktualności

Kultura aktualności

Gwiazdy w strefie kibica? W Warszawie – brak, W Krakowie – zero. W Poznaniu – przebrzmiałe. Za to we Wrocławiu i w Gdańsku będzie się działo!
Prawie jak Oasis

Euro 2012 to na szczęście nie tylko piłka nożna. Do miast goszczących mistrzowską imprezę przyjeżdżają gwiazdy rocka i popu. Gdańsk ściągnął Noela Gallaghera i The Vaccines, we Wrocławiu wystąpi Duran Duran, w Poznaniu – Alphaville i Die Antwoord. Ciekawie zapowiada się zwłaszcza koncert Duran Duran. Największe sukcesy Anglicy mają już za sobą, ciągle jednak stać ich na wiele, co udowodnili znakomitym albumem „All You Need Is Now” z zeszłego roku. We Wrocławiu zapewne usłyszymy spore jego fragmenty, nie zabraknie też przebojów grupy: „Save a Prayer”, „Girls on Film” czy „Ordinary World”. To niewątpliwie będzie wydarzenie. Przebić je może jedynie gdański występ jednego z najbardziej znanych fanów Manchesteru City na świecie. Mowa, rzecz jasna, o Noelu Gallagherze. Trzy lata temu 44-letni Noel pokłócił się z bratem Liamem na śmierć i życie, więc z reaktywacji Oasis na razie nici. Nagrał solowy album. Niestety „Noel Gallagher’s High Flying Birds” ma się do „Definitely Maybe” czy „What’s The Story (Morning Glory)” Oasis jak praskie podwórko do stadionu Wembley, i chyba Noel o tym wie, bo w strefie kibica w Gdańsku zaśpiewa przede wszystkim przeboje macierzystego zespołu, wśród nich „Wonderwall” i „Don’t Look Back in Anger”. Hity legendy brit popu to genialna muzyka stadionowa. Ale Anglik ma jeszcze jeden powód, żeby je zagrać: chce wesprzeć reprezentację swojego kraju na Euro 2012. Może przyniesie jej szczęście…

Jego koncert poprzedzą The Vaccines – młody zespół z zachodniego Londynu, który brzmi jak bardzo daleki kuzyn The Strokes. Po wydaniu w zeszłym roku płyty „What Did You Expect From Vaccines?” (premiera nowego wydawnictwa „Come af Age” we wrześniu) grupa jeździ po świecie jak szalona: zdążyła wystąpić między innymi przed Arctic Monkeys i Arcade Fire. Taka rekomendacja powinna wystarczyć fanom indie rocka. No, a poza tym, czy nie są to idealne typy muzyczne na umajenie sportowej imprezy?

Koncerty w Strefach Kibica:
Abba Revival Band – Warszawa, 19 czerwca, godz. 18.40, wstęp wolny
Noel Gallagher, The Vaccines – Gdańsk, 20 czerwca, od godz. 18, bilety od 35 zł
Duran Duran – Wrocław, 25 czerwca, godz. 20, bilety od 89 zł
ATB – Gdańsk, 25 czerwca, godz. 18, bilety od 50 zł
Die Antwoord – Poznań, 26 czerwca, godz. 21, wstęp wolny
Alphaville – Poznań, 29 czerwca, godz. 21, wstęp wolny

W tym tygodniu polecamy w TV

Cameron Crowe, twórca „Jerry’ego Maguire”, dokumentuje 20 historii Pearl Jam. Od heroicznych czasów grunge’u po dziś, gdy Eddie Vedder i spółka swoimi koncertami zapełniają stadiony. Świetny dokument, jeszcze lepsza muzyka. „Pearl Jam: Twenty”, Canal+, środa 20 czerwca, godz. 23.10

 Adaptacja bestsellerowej powieści Arthura Goldena. Przedwojenna Japonia i ciężka dola dziewczyny, która trafia do szkoły dla gejsz. Wizja japońskiej kultury i obyczajów – uproszczona, za to prawdziwa uczta dla oczu i zasłużony Oscar za zdjęcia. „Wyznania gejsz y”, Polsat, czwartek 21 czerwca, godz. 20.05

 Trójka emerytowanych agentów Mossadu musi stawić czoła przeszłości, gdy na jaw wychodzi prawda o ich nieudanej akcji pojmania nazistowskiego zbrodniarza. Film Assafa Bernsteina doczekał się amerykańskiego remake’u z Helen Mirren w roli głównej. Ale oryginał jest lepszy. „Dług”, Ale kino+, piątek 22 czerwca, godz. 20.10

Świat fantazji okazuje się jedyną drogą ucieczki dla dziewcząt zamkniętych w szpitalu psychiatrycznym. Oszałamiająca przygoda w reżyserii Zacka Snydera („300”, „Strażnicy”) – przepełniona wizualnym efekciarstwem, ale zdecydowanie warta uwagi. „Sucker Punch”, HBO, niedziela 24 czerwca, godz. 20.10

Mniejszy ból

Max Payne nadal nadużywa środków przeciwbólowych, niczym Philip Marlowe wypija niagary whisky i tak jak Chandlerowski detektyw patrzy na świat bez złudzeń. Ale charyzma już trochę wywietrzała jak aromat z wczorajszego martini.

Zrobiony przez Finów ze studia Remedy „Max Payne” (2001 r.) wywarł olbrzymi wpływ nie tylko na gatunek gier akcji. Zastosowany w tym tytule efekt subiektywnego spowolnienia czasu w trakcie walki zainspirował nawet braci Wachowskich przy produkcji filmu „Matrix”. „Max Payne 3” opowiada historię nowojorskiego gliny dekadę po wydarzeniach z poprzednich gier. Zakręty losu kazały mu zostać ochroniarzem. Max asystuje nowobogackim elitom Brazylii, wykonuje swoją pracę beznamiętnie, a po robocie opróżnia samotnie kolejne butelki whisky przed zdjęciami bliskich, których utracił. Brzmi jak wstęp do rasowego kryminału noir? Tak, ale w tym właśnie problem. Wszystko tu przypomina szablon. Max jest zbudowany wyłącznie ze swoje dawnej traumy, dekadenckiego chlania i gorzko-ironicznego dystansu do świata.

Gra, tym razem przygotowana przez Rockstar, jest przykładem sprawnego rzemiosła. Tak jak „Red Dead Redemption” i późne „Grand Theft Auto” ma filmowy sznyt, naturalistyczne dialogi, wartką narrację, fachowo wyreżyserowane sceny łącznikowe. Zarazem jednak jest zaskakująco archaiczna na planie rozgrywki. Max strzela do wszystkiego, co się rusza, przechodzi do kolejnej lokacji, strzela, przerwa na pchnięcie scenariusza do przodu kolejną rozpisaną na role nieinteraktywną sekwencją, wieczór i picie na umór. A potem wszystko od nowa. Trochę to nużące. W westernowym „Red Dead Redemption” udało się Rockstarowi po mistrzowsku zintegrować opowieść z rozgrywką, John Marston przeszedł do historii jako jeden z najbardziej interesujących protagonistów w historii gier wideo. „Max Payne 3” podobnych atutów nie ma. To zaledwie sprawna gra akcji, nic więcej.  Olaf Szewczyk

Egzorcyzmy

„W mrocznym mrocznym domu” Neila Labute’a w Teatrze Narodowym to najbardziej wstrząsający spektakl, jaki możecie oglądać w warszawie.

Drew (Marcin Przybylski) ma żonę, dzieci, jakiś biznes. Przed samym sobą udaje, że jest szczęśliwy. Terry (Grzegorz Małecki) stracił już wszystkie złudzenia. Odsiadywał wyroki, teraz zarabia jako ochroniarz. Próbuje żyć normalnie, ale od pierwszej chwili spektaklu widać, że nie będzie w stanie uśpić emocji. W sztuce LaBute’a mamy zadawniony konflikt dwóch braci i przerażającą tajemnicę z ich dzieciństwa w tle. Amerykański pisarz uderza mocno, zestawiając przemoc w rodzinie z pedofilią. Łatwo byłoby z tego teatru zrobić szukający reportaż. LaBute zna jednak swój fach, dlatego sięga do tradycji O’Neilla i Williamsa. Klimat z ich dramatów łączy z biblijnym motywem Kaina i Abla. Do tego dokłada szczyptę fatalizmu jak z Mameta.

Reżyserka, Grażyna Kania, nie próbuje wzmacniać wymowy tekstu inscenizacyjnymi sztuczkami. Scenę Studio Teatru Narodowego zamyka bujny żywopłot, pokrywa jasny żwir – tylko tyle. Małecki i Przybylski nie odwracają niczym uwagi widzów od słów. I pokazują samą esencję ludzkiego dramatu. Marcin Przybylski portretuje Drew jako oportunistę, którego przerasta własna małość i tchórzostwo. Grzegorz Małecki natomiast gra rolę domagającą się szerszego opisu. Z początku skulony, mówi miękko, kontroluje każdy gest. W drugiej części przedstawienia kilkoma ruchami pokazuje, jak jego bohater rozsypuje się w środku. Agresja staje się jego jedyną obroną.

Fenomenalny Małecki dźwiga ciężar spektaklu, ale „W mrocznym mrocznym domu” nie byłoby tym, czym jest, bez całej trójki wykonawców – bo oglądamy jeszcze świetną Milenę Suszyńską w roli Jennifer – podlotka, który ma w sobie i niewinność, i wyuzdanie.

Precyzyjny spektakl Kani robi piorunujące wrażenie. Przypomina, czym może być teatr, oparty na aktorskim przeobrażeniu. Jacek Wakar, Polskie Radio

„Wprost” z Marią Nurowską

Od kolejnego numeru „Wprost” z kolekcją książek Marii Nurowskiej. Lesbijski seks w więzieniu, II wojna światowa, Ryszard Kukliński i współczesna Ukraina. Chociaż powieści Marii Nurowskiej bardzo się od siebie różnią, jej styl można rozpoznać od razu. To jedna z najbardziej poczytnych polskich autorek, tłumaczona także na obce języki, bardzo popularna w Niemczech. Nie boi się opisywać wielkich namiętności i delikatnych uczuć. Przylgnęła do niej etykieta pisarki kobiecej. „To określenie nic nie znaczy” – odżegnuje się jednak w wywiadach artystka. „Czytelnik jest czytelnikiem, niezależnie od płci”. Ale rzeczywiście jej tematy tradycyjnie uznawane były za kobiece. Bo niezależnie od kontekstu historycznego, w jakim żyją bohaterowie, nie zważając na czas i miejsce akcji, Nurowska opowiada zwykle o miłości.

Film - Jacek Rakowiecki

Dystrybutorzy chyba sądzą, że w nadchodzący weekend Polaków Euro już nie będzie obchodzić, bo proponują aż sześć premier, w tym trzy tzw. hity. Najbezpieczniejsze z nich wydaje się „Cosmopolis”, ale głównie dzięki renomie kontrowersyjnego reżysera – Davida Cronenberga, twórcy m.in. „Crashu”, „Muchy” czy „Nagiego lunchu”. Na minus można zapisać Roberta Pattinsona w roli głównej – bogacza jadącego limuzyną przez Nowy Jork. No i być może to – przynajmniej dla miłośników akcji i efektów specjalnych – że akcja właśnie w zasadzie ogranicza się do rzeczonej jazdy.

Bardziej tradycyjnym hiciorem jest „Jak urodzić i nie zwariować”, czyli komedia bazująca na jakimś kretyńskim poradniku, w otoczce amerykańskiego poczucia humoru i bezguścia, składająca się prawie z samych stereotypów. Rozrywka taka ma jednak i u nas wielu fanów, co w połączeniu z obsadą (Jennifer Lopez czy Cameron Diaz) da zapewne niezły zysk z kobiecych głównie portmonetek. Dla mnie to był seans pt. „Jak dotrwać do końca i nie zwariować”. Drugą komediową perełką zza Wielkiej Wody jest „Wielki rok” – przygody trzech rywalizujących ornitologów z Steve'em Martinem na czele. Lepiej za to – ale tylko dla miłośników horrorów – zapowiada się „Czarnobyl. Reaktor strachu”, bo to film Bradleya Parkera, twórcy „Paranormal Activity”. A teraz moje typy. Przede wszystkim bardzo ciekawe i przewrotne duńskie „Nie ma tego złego” – ni to dramat, ni to czarna komedia o ludzkiej samotności, ale skoncentrowana na „wszystkim, czego nigdy nie chcieliście wiedzieć o seksie i nigdy nie zamierzaliście pytać”. A skoro już jesteśmy przy seksie, to może ten temat zachęci kogoś do wybrania się na pełnometrażowy dokument znakomitego Austriaka Michaela Glawoggera „Chwała dziwkom” o prostytucji w Tajlandii, Bangladeszu i Meksyku. Da do myślenia na pewno, do podniecenia – raczej nie…

Recenzje - muzyka

Nikki And The Dove
Instinct
Universal
Szwedzki duet Nikki And The Dove po raz kolejny pokazuje, że z jakiegoś niezrozumiałego powodu zimni Skandynawowie (m.in. Robyn i Lykke Li) posiedli tajemnicę tworzenia muzyki pop najwyższej próby. Debiut zespołu muzycznie osadzony w latach 80. miesza dźwiękowe znaki szczególne tamtego okresu z niemal newage’owym nastrojem. Znakomicie wyprodukowana i brzmiąca płyta, z której Prince mógłby być dumny. Retro może być nowoczesne.

Captain Beefheart
Bat Chain Puller
Zappa/Warners
Płyta o niezwykłej historii – zarejestrowana przez Beefhearta dla wytwórni Franka Zappy w połowie lat 70., trafiła do szuflady. Mimo starań nagrania nie ujrzały światła dziennego do śmierci obu muzyków, nie znalazły się nawet na przekrojowym boksie Beefhearta z 1999 r. Część utworów tworzących album w nowych wersjach pojawiła się na różnych wydawnictwach, teraz jednak po latach otrzymujemy wersję oryginalną zestawu. Miał on niegdyś zreanimować załamującą się karierę Dona Van Vlieta, do którego wpływu na własną twórczość przyznają się m.in. Tom Waits, PJ Harvey, Sonic Youth i Jack White. Pierwsza część płyty jest zaskakująco tradycyjna, w kontraście do drugiej przypominającej klasyk klasyków Beefhearta „Trout Mask Replica”. Ten album nie zmienia historii, ale uzupełnia ją o brakujące ogniwo.

Paul & Linda McCartney
RAM/Deluxe edition
Universal
Jedno z najgorzej przyjętych przez krytykę, choć niekoniecznie odbiorców, solowych dokonań McCartneya. Wyjęte z pobeatlesowskiego kontekstu, jawi się po 40 latach jako niesłusznie zapomniany klasyk, pełen świetnych piosenek, pokazujący najlepsze strony muzyka jako kompozytora melodyka, aranżera i basisty. Płyta na głowę bije większość często nudnawych dokonań sir Paula z różnych okresów jego działalności. Wydanie specjalne mogłoby być wzorem dla takich kolekcji z uwagi na walory dźwiękowe, kompletność i znakomity poziom edytorski.
Piotr Metz

Recenzje - książki

Full Service
Scotty Bowers, Lionel Friedberg
przeł. Ewa Egejska
Jeremy RAM Polska 2012
Jeszcze niedawno byłby to skandal. Teraz lekko tylko zadrżała ziemia. Amerykańskie media żywo zareagowały na wspomnienia Scotty’ego Bowersa, żwawego 90-latka, byłego komandosa, gejowskiej legendy Hollywood, człowieka, który entuzjastycznie i bez chęci zysku pośredniczył w tysiącach seksualnych transakcji w Fabryce Snów, a i sam, jak napisał jeden z krytyków, „sypiał z wszystkimi z wyjątkiem Lassie”. Zawartość tych memuarów jest zdumiewająca – równie ciekawa jest ich pogodna tonacja przywodząca na myśl hojnie wyposażonego Forresta Gumpa na planie luksusowego pornosa.

Tequila Oil, czyli jak się zgubić w Meksyku
Hugh Thomson
przeł. Agnieszka Wilga
Czarne 2012
 Rok 1979, 18-letni Anglik, entuzjasta punk rocka i alkoholi, przemierza Meksyk ogromnym amerykańskim autem. Na bani, bez prawa jazdy, ubezpieczenia, tablic rejestracyjnych. Za to z dużym zapasem dobrych chęci i niezłą znajomością hiszpańskiego. Zamierza sprzedać oldsmobile’a w Belize, ale najpierw musi tam dotrzeć – łatwo nie będzie. To materiał na genialny film drogi, ale brytyjski filmowiec i pisarz Hugh Thomson po prostu zrelacjonował swoją przygodę z młodości. Świetna książka – do łez komiczna, autoironiczna i zadziorna. Szczerze polecam.

Pokoje do wynajęcia
Valerio Varesi
przeł. Tomasz Kwiecień
Rebis 2012
Komisarz Soneri to człowiek mrukliwy i chodzący własnymi ścieżkami – jak na komisarza przystało. W Parmie ma opinię ekstrawaganta, nie cieszy się nadmiernym szacunkiem przełożonych. Jednak tylko on może rozwiązać sprawę tajemniczego morderstwa sędziwej właścicielki studenckiej stancji. Śledztwo uzmysłowi Soneriemu, że musi wrócić do dramatycznych przeżyć z własnej przeszłości, by dotrzeć do prawdy, i że prawda może być inna, niż mu się wydawało. „Pokoje do wynajęcia” to niezły kryminał, a przy okazji nostalgiczna powieść o grze pozorów, jaką prowadzi z nami nasza własna pamięć.

Piotr Kofta - krytyk literacki
Okładka tygodnika WPROST: 25/2012
Więcej możesz przeczytać w 25/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0