Sikora: Merkel to za mało dla Kaczyńskiego

Sikora: Merkel to za mało dla Kaczyńskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jarosław Kaczyński (fot. PAP/Andrzej Hrechorowicz) 
Jarosław Kaczyński w ostatnich dniach regularnie sugeruje, że istnieje lista osób, których życie jest zagrożone ponieważ „dużo wiedzą i dużo mówią”. Kim są ci ludzie? Tego prezes PiS powiedzieć nie chce – zapewnia jednak, że zdradzi tę tajemnicę prokuraturze. A mnie przypomina się finisz kampanii wyborczej w 2011 roku, który dla PiS-u skończył się tragicznie.
Październik 2011. Końcówka kampanii wyborczej. Wyniki PiS są naprawdę dobre, partia znajduje się na fali wznoszącej. Pojawia się realna szansa na dogonienie PO. Do czasu… Jarosław Kaczyński publikuje książkę "Polska naszych marzeń", w której przekonuje m.in. że „kanclerstwo Angeli Merkel nie było wynikiem czystego zbiegu o okoliczności”. Rozpętuje się burza, po której PiS traci nie tylko kilka punktów procentowych poparcia, ale przede wszystkim szansę na wygraną w wyborach. A przecież wystarczyło zrobić konferencję prasową i jakoś się z niefortunnych słów wytłumaczyć. Żeby wszystko było jasne, a ludzie nie kojarzyli Kaczyńskiego z politykiem owładniętym manią prześladowczą i skłonnością do wyszukiwania spisków tam, gdzie ich nie ma. Kaczyński jednak wolał iść w zaparte - co nota bene – zdarza mu się niezwykle często.

Dopiero, gdy wszystko co było do przegrania zostało przegrane Kaczyński przyznał, że w sprawie Merkel popełnił błąd. Jak się jednak okazuje prezes PiS na błędach uczyć się nie lubi, a od wyborczych tryumfów ważniejsze jest dla niego wietrzenie spisków i demaskowanie tajnych układów oplatających Polskę. O jednym z takich spisków poinformowała go ostatnio „wpływowa uczestniczka życia publicznego” – a on nie mógł przecież nie przekazać tego dalej. To znaczy nie przekazać częściowo – bo jak zwykle było to wyznanie „wiem dużo, ale nie powiem prawie nic”. Wiemy więc jedynie, że ktoś powiedział, że jest jakaś sporządzona przez kogoś lista na której znajdują się osoby zagrożone – wśród nich miał być gen. Sławomir Petelicki. Tylko tyle, ale i aż tyle zważywszy na fakt, że okoliczności śmierci gen. Petelickiego nie zostały jeszcze wyjaśnione.

Łatwo się było domyślić, że owa tajna lista wywoła polityczną burzę, na której Kaczyński znów straci nieco wiarygodności. - To kolejna brednia pana Kaczyńskiego wypowiedziana w jego stylu: ktoś coś powiedział, ale on nie może zdradzić szczegółów - komentował Leszek Miller. Andrzej Halicki: - Jarosław Kaczyński to jeden z najważniejszych graczy polskiej sceny politycznej, lider opozycji. I powinien wiedzieć, że każde jego słowo ma znaczenie i warto by było, gdyby zaczął je ważyć. Janusz Palikot: - Dziwię się, że prokuratura nie aresztowała Kaczyńskiego. A Kaczyński milczy.

Krytyki ze strony lewicy i PO można się było spodziewać. Prezes PiS powinien jednak zastanowić się nad tym jaki wpływ jego słowa wywrą na wyborców – zwłaszcza tych, którzy nie są wyznawcami PiS-u. Bo to przecież wyborcy niezdecydowani w każdych kolejnych wyborach widząc na listach PO i PiS – w ogromnej większości wskazują na tą pierwszą partię. Prezes Kaczyński bardzo im ten wybór ułatwiał w przeszłości i – jak widać – postanowił ułatwiać go nadal.

Paweł Sikora