"W sprawie Marcina P. Sąd działał zgodnie z przepisami"

"W sprawie Marcina P. Sąd działał zgodnie z przepisami"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sędzia Sądu Rejonowego w Gdańsku Tomasz Jabłoński zadecydował o aresztowaniu Marcina P. (fot.PAP/Adam Warżawa)
Jako zgodne z przepisami określił po kontroli Sąd Apelacyjny w Gdańsku działania sądu penitencjarnego w Słupsku ws. Marcina P. Wyniki te nie satysfakcjonują ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, który zapowiedział, że będzie się domagał dalszych wyjaśnień.

Jak poinformował sędzia Włodzimierz Brazewicz, zastępujący tego dnia rzecznika prasowego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, były kontrolowane "wszystkie akta dotyczące postępowania wykonawczego Marcina P.". - Wnioski są takie, że sprawność postępowania w poszczególnych etapach tej sprawy nie budzi zastrzeżeń i decyzje sądu nie pozostają w sprzeczności z obowiązującymi przepisami – powiedział Brazewicz.

Kontrola w Sądzie Okręgowym w Słupsku

Ministerstwo Sprawiedliwości 30 sierpnia zleciło kontrolę w Sądzie Okręgowym w Słupsku, który podlega Sądowi Apelacyjnemu w Gdańsku. Chodziło o informacje dotyczące podstaw udzielanych przez sąd penitencjarny w Słupsku przerw w orzeczonej wobec Marcina P. karze więzienia, którą odbywał w zakładzie karnym w Ustce. Według doniesień mediów w trakcie tych przerw P. założył firmę Amber Gold.

P. odbywał w Ustce karę zasądzoną przez sąd w Starogardzie Gdańskim, który skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu, ale karę odwiesił, gdy P. nie spełnił zaleceń sądu – nie naprawił wyrządzonej przez siebie szkody. Do zakładu w Ustce P. trafił 16 lutego 2009 r. Przebywał w nim do 4 czerwca, kiedy to udzielono mu pierwszej przerwy w odbywaniu kary. Kolejne trzy przerwy sprawiły, że P. przebywał poza więzieniem rok. Już do niego nie wrócił, bo sąd w Starogardzie uchylił wyrok stwierdzając, że P. szkodę naprawił.

Gowin niezadowolony z wyników kontroli

Wyniki kontroli w słupskim sądzie zostały dostarczone ministrowi sprawiedliwości. Zapoznawszy się z wynikami Gowin oświadczył, że nie jest nimi usatysfakcjonowany. Zapowiedział, że będzie domagał się od prezes gdańskiego sądu apelacyjnego dodatkowych wyjaśnień w tej sprawie.

- My uważamy, że sąd ten nie wykazał wystarczającej determinacji w materii uzyskiwania od kuratora dozorującego Marcina P. pełnych i obiektywnych danych na temat skazanego. Kurator ten przygotowując wywiady o skazanym poprzestawał na oświadczeniach samego Marcina P. i ani on, ani sąd penitencjarny w żaden sposób tych wywiadów nie weryfikował. Dlatego uważamy te wyjaśnienia za niewystarczające - powiedziała rzeczniczka resortu sprawiedliwości Patrycja Loose.

Wcześniej Gowin tłumaczył, że zgodnie z przepisami może zlecić dokonanie kontroli, którą przeprowadza prezes odpowiedniego sądu. - Jeżeli ja nie jestem usatysfakcjonowany, jeżeli minister sprawiedliwości nie jest usatysfakcjonowany wynikami tej kontroli, to może wystąpić o przekazanie do ministerstwa akt sprawy. Tak było w przypadku tych sędziów, czy tego sędziego i tych kuratorów, wobec których już toczy się postępowanie dyscyplinarne. Sądzę, że podobnie będzie w tej sprawie - mówił minister sprawiedliwości.

"To nie wyklucza innego rodzaju złamania prawa"

Sędzia Brazewicz powiedział, że z informacji, jakie posiada, wynika, iż do wtorku do gdańskiego sądu apelacyjnego nie wpłynął wniosek ministra o uzupełnienie informacji z kontroli w słupskim sądzie. Brazewicz dodał, że fakt, iż kontrola wykazała zgodność z przepisami decyzji podejmowanych przez sędziego sądu penitencjarnego, nie wyklucza, że mogło dojść do innego rodzaju złamania prawa czy przewinienia służbowego ze strony sędziego czy kuratora, z którego pomocy sędzia korzystał.

Brazewicz wyjaśnił, że wyniki kontroli dostarczonej ministrowi zostały też przedstawione prezesom sądów okręgowych w Słupsku i w Gdańsku. Zaznaczył, że jednostki te mogą wykorzystać materiał przy trwających już postępowaniach wyjaśniających i ewentualnych dyscyplinarnych. Mogą też – na wniosek swoich prezesów, szefa sądu apelacyjnego w Gdańsku lub ministra - wszcząć nowe postępowania.

Jak powiedziała wiceprezes słupskiego sądu okręgowego Elżbieta Jaroszewicz, sędzia penitencjarny udzielił P. przerw w odbywaniu kary, opierając się na posiadanych dowodach, głównie wywiadach środowiskowych przeprowadzanych przez kuratora. Przerw udzielano z uwagi na trudną sytuację osobistą i rodzinną skazanego, w tym m.in. pożar, jaki dotknął jego bliskich. - W oparciu o informacje, jakimi dysponuję, nie mam uwag do pracy tego sędziego – powiedziała Jaroszewicz.

Także Brazewicz zaznaczył, że wszystkie decyzje o przerwie w odbywaniu kary były oparte o przekazane sądowi informacje i wywiady kuratora sądowego. - Kurator pisze wywiady środowiskowe. Za każdym razem były takie informacje, że ten dom (chodziło o dom teściowej P. - red.) jest faktycznie remontowany, bo prawie doszczętnie spłonął – powiedział Brazewicz dodając, że wszystkie decyzje co do przerw w odbywaniu kary przez P. były podejmowane za zgodą prokuratury.

Sprawa Amber Gold

Gdański rzecznik dyscyplinarny dla kuratorów zawodowych prowadzi w tej chwili postępowania wyjaśniające wobec dwóch pomorskich kuratorów sądowych, którzy dozorowali sprawy prezesa Amber Gold Marcina P. Kuratorzy byli zatrudnieni w trakcie postępowania wykonawczego w jednej ze spraw skazanego Marcina P. Jak tłumaczył pod koniec sierpnia wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Rafał Terlecki (wszczynano wówczas oba postępowania), działalność kuratorów "przyczyniła się do tego, że nie nastąpiło odwieszenie kary, a jednocześnie nie zostały spełnione wszystkie obowiązki, jakie sąd na skazanego nałożył, czyli pokrzywdzonym klientom nie zostały zwrócone pieniądze".

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku od początku lipca prowadzi - przejęte z jednostki rejonowej - śledztwo ws. działalności Amber Gold. 17 sierpnia, prezes Amber Gold usłyszał sześć zarzutów, w tym prowadzenia bez zezwolenia działalności bankowej. Z kolei 29 sierpnia śledczy postawili Marcinowi P. zarzut oszustwa znacznej wartości. Śledczy przyjęli, że P. działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, czyniąc ze swojej działalności stałe źródło dochodu, za co grozi do 15 lat więzienia.

Amber Gold to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia Amber Gold ogłosiła decyzję o likwidacji, nie wypłacając ulokowanych środków i odsetek tysiącom klientów firmy. Według ostatnich, pochodzących z piątku danych do tego dnia do prokuratury wpłynęły 4432 zawiadomienia o przestępstwie od osób, które twierdzą, że zostały poszkodowane przez Amber Gold na kwotę prawie 233 mln zł.

ja, PAP

+
 0

Czytaj także