Przeczytaj cały wywiad: Nie jesteśmy bogami

Przeczytaj cały wywiad: Nie jesteśmy bogami

Dodano:   /  Zmieniono: 7
Sebastian Salbert (RAHIM) i Wojciech Alszer (FOCUS) (fot. MICHAL FLUDRA / Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Dla większości "Jesteś bogiem", który za kilka dni wchodzi do kin, jest filmem o tragicznej śmierci Magika. Dla jego przyjaciół z zespołu ostatecznym zamknięciem rozdziału pt. Paktofonika. Fokus i Rahim czekali na to 12 lat. Właśnie wydają drugą płytę jako Pokahontaz. - Idziemy do przodu - mówią Annie Gromnickiej.
Anna gromnicka: Oglądaliście już „Jesteś bogiem”. Rozpoznaliście się w tych postaciach? 

Sebastian Salbert „Rahim”: Jeśli chodzi o wygląd - to nie bardzo (śmiech). Natomiast jeśli chodzi o charakter bohaterów, to zdecydowanie tak. Już po pierwszym obejrzeniu filmu stwierdziliśmy jednogłośnie, że aktorzy, którzy nas zagrali, mają w sobie nasze dusze. Wiadomo, że nie są jeden do jednego nami, ale czujemy cząstkę nas w nich.

Wojciech Alszer „Fokus”: Nasi znajomi, którzy też już widzieli film, widzą nas w tych postaciach. To jest chyba najlepszym wyznacznikiem podobieństwa bohaterów do nas.

Scenarzysta Maciej Pisuk rozważał w pewnej chwili, żeby uczynić z ciebie Fokus, centralną postaci filmu. Dlaczego?

Fokus: To był krótki epizod podczas powstawania filmu. Myślę, że mogło tak być, bo bardzo się z Maćkiem polubiliśmy i gdy był w Katowicach, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Wiedział o nas dużo. Ale tylko przez moment myślał o mnie jako o głównym bohaterze. Jemu głównie chodziło o to, żeby uciec od robienia filmu o Magiku i jego samobójstwie.

Rahim: Od samego początku, od kiedy tylko Maciej Pisuk przekonał nas do „Jesteś bogiem”, podkreślał, że on nie chce w nim „jechać” na tragedii Magika. Mówił: „Nie jestem fanem Paktofoniki”. Jego interesowało w tej historii dużo więcej niż samobójstwo Piotra: warunki społeczne, czasy, nasze rodziny, sam zespół, a nawet dekadentyzm, który towarzyszył naszej muzyce. To zdecydowało, że w ogóle się zgodziliśmy wziąć udział w powstawaniu tego filmu. Gdyby było inaczej, podejrzewam, że powiedzielibyśmy mu „nie” - tak jak wszystkim innym reżyserom, którzy się do nas zgłaszali z pomysłami na nakręcenie filmu o Paktofonice.

Było wam trudno wrócić do czasów sprzed kilkunastu lat? Zobaczyć jeszcze raz tę historię i ludzi, z którymi żyliście około dwutysięcznego roku?

Fokus: Czy trudno? Ciężko to wszystko ocenić, bo trochę się ta cała historia przeciągnęła.

Rahim: No, przeciągnęła się. Mieliśmy nadzieję, że tym filmem na dobre zamkniemy rozdział naszego życia pod tytułem Paktofonika. Niestety, musiało minąć aż 12 lat zanim został nakręcony. Po pięciu latach od spotkania z Maćkiem Pisukiem i wielu nieudanych próbach podejścia do produkcji, wyszła książka „Paktofonika”, będąca scenariuszem do „Jesteś bogiem”. Wówczas sądziliśmy, że to wystarczy – i nam, i fanom. Ale biografia zespołu otworzyła puszkę Pandory: mnóstwo ludzi wówczas zainteresowało się tym scenariuszem, znów zaczęły się podchody do produkcji i po kolejnych pięciu latach, mamy wreszcie film. 

Ale czym właściwie była dla was ta podróż wstecz?

Rahim: Gdy obejrzeliśmy „Jesteś bogiem” pierwszy raz, zrobiło nam się dość sentymentalnie… Oglądaliśmy go w trójkę: reżyser Leszek Dawid, Fokus i ja. Reżyser pokazywał nam taki jeszcze półfabrykat, przed przygotowaniem ścieżki dźwiękowej. Tak, to była podróż wstecz: niby tylko dekada, a poczuliśmy się, jakbyśmy byli w innym wieku!

Fokus: To było też spowodowane konstrukcją filmu, która dotyka wielu płaszczyzn ówczesnej rzeczywistości i bardzo wiernie oddaje tamte czasy. Nasi rówieśnicy, którzy się wychowywali w podobnym otoczeniu, co my, mogą dzisiaj odczuć to tak samo głęboko. Świat się zmieniał na naszych oczach. Weźmy głupie telefony komórkowe. Dzisiaj dzieciaki mają całą klasę w telefonie i dzwonią, kiedy chcą. My wtedy biegaliśmy po podwórku, próbując się odnaleźć, bo nikt nie miał komórek i nie było wiadomo, gdzie się szukać. Dzwoniliśmy z budek telefonicznych i telefonów z tarczą u rodziców. Była w tym jakaś tajemnica, miało to swój smak. To zostało pokazane w tym filmie bardzo dobrze. 

Czy jest taki moment w filmie, w którym poczuliście, że „to jest to”?

Rahim: Chociaż minęło tyle lat od śmierci Magika, to oglądanie sceny jego samobójstwa - czyli najbardziej dramatycznej w całym filmie - dalej jest dla nas ciężkim przeżyciem. I Fokusowi, i mi udało się nabrać dystansu do tego, co się wydarzyło. Ta rana wtedy zaczyna krwawić natychmiast. Pamiętam, że gdy oglądaliśmy to za pierwszym razem, jeszcze wytrzymaliśmy. Musieliśmy chyba najpierw ogarnąć całość... 

Ale trauma wróciła.

Rahim: Następnym razem już nie było tak łatwo. Na pokazie w Gdyni koleś, który siedział w fotelu koło mnie, rozpłakał się w tym momencie. Było to dla mnie podwójnie trudne: raz, że to już przeżyłem i ponownie widzę w filmie, dwa - że cudzy płacz wzmaga własne uczucia. Można powiedzieć, że wtedy drugi raz przeżyłem wstrząs. Fokus wtedy wyszedł, żeby nie musieć znów się katować tą sceną. To dla nas najtrudniejsza chwila w „Jesteś bogiem”, bo przenosi nas emocjonalnie do tamtych czasów i godziny, w której dowiedzieliśmy się o tym. Wracają nie tylko myśli, ale i uczucia, które do tej pory były trochę ukryte. Nie chcieliśmy ich przeżywać i nie mogliśmy. Ten film je z nas wydobył.

Fokus: Na pewno jest to też trauma dla rodziny Piotrka. Z jednej strony dzieje się tu w filmie historia, która niby musi być upamiętniona. Z drugiej strony - jest to grzebanie w życiorysach ludzi, którzy nie o wszystkim chcą pamiętać z takimi szczegółami. Wolą swoje wspomnienia. 

„Jesteś Bogiem” nakręcił dokumentalista. Ale choć opowiedziana powściągliwie, ta opowieść robi niezwykłe wrażenie. 

Fokus:
Zaczyna się od śmieszniejszych scen, pojawiają się jakieś powiedzonka, krótkie scenki, przekleństwa. Jednak atmosfera się zagęszcza, wszystko zmierza do czegoś złego. I tak się też dzieje. To jest prawdziwy dramat.

Rahim: To, że wyreżyserował go dokumentalista, zrobiło temu filmowi bardzo dobrze. Bo on jest w pewien sposób surowy. Nie ma tam hollywoodzkiego blichtru ani sztucznych akcji, wpuszczanych tylko po to, żeby napompować obraz emocjami. Leszek bardzo dbał o to, żeby wszystko się zgadzało z realiami: kostiumy, scenografia, zachowania, nasze ruchy, powiedzenia, wszystko to wygląda dokładnie tak, jak dwanaście lat temu. To wynikło z jego zawodowej dbałości i przełożyło się na jakość tego filmu. Nie sądzę, że ten efekt zostałby osiągnięty, gdyby wziął się za tę robotę znany producent i słynny reżyser fabularny ze sztabem znanych aktorów.  Pojawił się nawet pomysł, żeby zagrali was naturszczycy-hip-hopowcy. Sądzicie, że byliby wiarygodni? 

Rahim: Proponowano też, żebyśmy to my sami zagrali nas. Z góry powiedzieliśmy, że nie przystajemy na to. Zresztą aktorzy, którzy nas zagrali, są świetni w tych rolach. 

Często się spotykaliście w trakcie zdjęć?

Rahim: Dość często, bo oni musieli się nauczyć naszych ruchów, gestów, rapowania, co było najtrudniejsze. Wkurzali nas strasznie tym papugowaniem (śmiech). Ale udało im się oddać to, co najważniejsze – nasze emocje. Ogromnie się napracował Marcin Kowalczyk, który grał Magika. Doszliśmy nawet do momentu, w którym uznaliśmy, że mu się nie uda być Magiem. Przekreśliliśmy go. Wtedy właśnie Marcin odezwał się do nas głosem Piotra, a my poczuliśmy ciarki.

Twórcy filmu tłumaczyli, że „Jesteś bogiem” powstał nie po to, żeby wyjaśniać przyczynę śmierci Magika. Chcieli pokazać relacje między wami. Udało im się?

Rahim: Ten film przede wszystkim pokazuje pasję… 

Fokus:… i to, jak się dochodzi do różnych kompromisów.. 

Rahim:… i wiarę w to, co się robi. Że przekraczanie pewnych barier – a tak często działaliśmy – przyczynia się do ostatecznego zwycięstwa. Determinacja, ambicja, siła woli zaprowadzają ostatecznie tych bohaterów w miejsce, do którego dążyli. Myślę, że to jest najważniejsze przesłanie tego filmu.

On miał właściwie nie powstać. Wiele lat trwały przygotowania do nakręcenia go, ale tak naprawdę waszą historię scenarzysta zaczął spisywać rok po śmierci Magika. Przez te lata nigdy nie przestaliście wierzyć, że jednak się uda?

Fokus: Przyszedł moment zmęczenia. W pewnym momencie powiedziałem Maćkowi: „Masz w ręku scenariusz, to go wydaj”. Bo i on i my nie chcieliśmy się zgodzić na zrobienie kiepskiego filmidła. I teraz się okazuje, że to jednak my mieliśmy rację, upierając się przy swoim. W ciągu roku od wydania „Kinematografii” (pierwsza płyta Paktofoniki – red.) uderzyła w nas fala popularności. To był szok. Nagle zmienia nam się perspektywa. Pojawia się Maciek Pisuk, który okazuje się właściwą osobą do zwierzeń. Jemu mogliśmy wszystko opowiedzieć. Zaufaliśmy mu. On ma w sobie takie soczewki psychiczne, które pozwalają mu zobaczyć, kim faktycznie jesteśmy. Uderzyło nas, że Maciek jeżdżąc do Katowic naprawdę widział, że u nas trochę inaczej ta polska rzeczywistość działa. Potrafił dostrzec magię miejsc, w których żyliśmy. Uwiecznił syf śląskich miasteczek, rozklekotane autobusy, biedę i specyficzną społeczność, jaką współtworzyliśmy. 

To sprawiło, że zaczęliście z nim rozmawiać?

 Fokus: My chyba też chcieliśmy to co się stało z siebie po prostu wyrzygać. Było to dla nas pewnego rodzaju katharsis. Film miał powstać w 2004 roku, po nim pierwsza płyta Pokahontaz. Mieliśmy zacząć od nowa, zdjąć z siebie ciężar tamtych wydarzeń. Tak się nie stało. Potem, już po wydaniu książki, mieliśmy spotkania promocyjne, koncerty, i znów rozgrzebała się cała ta sprawa, znowu było wielkie halo. Teraz, po premierze „Jesteś bogiem”, ponownie jest afera. Mamy nadzieję, że już po raz ostatni jest tak głośno o Paktofonice. Dla nas ten film to ostatni rozdział tamtego zespołu. Mamy własne życie, wciąż robimy muzykę, dajemy koncerty i idziemy do przodu. Nie żyjemy tą historią. 

Właśnie wydajecie drugą płytę jako Pokahontaz. Przy okazji premiery w 2005 roku „Receptury”, pierwszego waszego albumu, pisano na przykład, że „brzmi on tak, jakby zespół chciał pokazać, że popularność Paktofoniki była przypadkiem, z którego grupa nie chce już czerpać żadnych korzyści. Teraz gra całkiem inny rap”. Poprzeczka była bardzo wysoko.

 Rahim: Słuchaj, cała nasza droga była taka. Zawsze staraliśmy się łamać schematy i szukać nowych rozwiązań. Już Paktofonika była na to dowodem. Pamiętam na krótko przed wydaniem „Kinematografii”, kiedy przychodziliśmy grać do katowickiego MegaClubu, inni hip-hopowcy wytykali nas palcami, śmiejąc się: „Haha, psychoraperzy przyszli!”. Rok później my byliśmy na piedestale, a oni w dupie. Potem jako Pokahontaz, zaczęliśmy wprowadzać rodzaj ewolucji bitowej do naszej muzyki. Byli przecież Pijani Powietrzem, były nasze rzeczy producenckie i zawsze było to czymś świeżym.

Fokus: Rzeczywiście, „Receptura”, wydana pięć lat po „Kinematografii”, była zupełnie inną płytą. Ludzie najpierw się dziwili, a potem mówili – co za zajebisty album. Wyprzedziliśmy swój czas. Pamiętam występy po wydaniu tej płyty. Najpierw pojawiało się niewielu fanów, potem kluby pękały w szwach. I wszyscy się jarali „Recepturą”, i oceniali, że to jedna z najlepszych polskich płyt hip-hopowych. Podejrzewam, że nasza nowa płyta „Rekontakt” też spowoduje takie zamieszanie, bo znowu wprowadzamy nowe bity, przekaz też jest niejednoznaczny, o co zawsze zabiegaliśmy. 

Fani czekają, dziennikarze pytają. Jak sobie radzicie z napięciem? Oczekiwania są ogromne.

Fokus: Cały ten splendor jest tak naprawdę nieważny. Wydawanie płyty też jest już pewną rutyną. Wykształciliśmy w sobie pewne techniki, które pozwalają nam zachować dystans.

Rahim: Kiedyś wkurwiało mnie, gdy dziennikarze pytali wciąż: „Dlaczego zginął Magik?”. Dzisiaj po prostu mówię: „Zastanów się, o co pytasz” i odchodzę. Jeździmy na koncerty także po to, by porozmawiać z ludźmi, ale trzeba pamiętać o pewnych granicach.  Fokus: …Nie, żeby ze sceny zaraz uciec do ciepłego hotelu. Często poznaje się masę sympatycznych ludzi, zacieśnia się więzi, które są bardzo ważne dla tego środowiska. 

A jednak polskie środowisko hip-hopowe jest bardzo podzielone. Dotyczy to muzyki i sposobu, w jaki raperzy się wzajemnie oceniają. Wy macie własne firmy producenckie, wydajecie muzyków, którzy wam się podobają, zamiast się skazywać na duże wytwórnie. Wygląda na to, że kisicie się we własnym, muzycznym sosie i dobrze wam z tym.

 Fokus: Widzisz, to jest takie głaskanie nas po główce, jakie uprawiali z nami producenci przed nakręceniem filmu: „Te chłopaczki, biedni hip-hopowcy, oni kiszą się w swoim sosie”. Wy, media, establishment naprawdę nie macie pojęcia, jak dużo robimy naszą muzyką dla ludzi. Nie rozumiecie jej kompletnie, w związku z czym wolicie pogłaskać nas po główce. Przyjdźcie na koncert. Przyjdźcie na hip-hopowe warsztaty dla dzieci z biednych dzielnic. Zobaczcie, jak ich wyciągamy z gówna i marazmu. Wtedy może zrozumiecie, co ta muzyka znaczy. I dlaczego nie możecie tego pojąć. Mówisz: „wychodzi wam to na dobre” – to kolejne stwierdzenie, które ma nas zamknąć, jak małpy w klatce, zaszufladkować. 

Rahim: Prawdą jest oczywiście, że nam jest lepiej z naszymi wytwórniami. Majorsom w promowaniu muzyki pomagają całe sztaby marketingowców. U nas działamy sami. Ale my mamy inne podejście. Przez to, że nas kiedyś traktowano przedmiotowo, sami bardzo uważamy, żeby tak nie działać. Dla nich przecież kiedyś nie byliśmy artystami, ale produktem, który generuje zysk. W MaxFloRec ludzi traktuję po prostu jak artystów, nie jak maszynki do zarabiania. To jest ta przepaść między nami a dużymi wytwórniami. 

Polska scena hip-hop dziś nie przypomina tej sprzed kilku lat. Cały czas się rozwija…

Fokus: To jest potężna scena, która cały czas się rozwija, i wy, prasa, media, nie macie zielonego pojęcia o niej. Bo żeby się nią zająć, musielibyście na niej zarobić. A na niej nie zarabiacie, bo my się z wam kasą nie dzielimy. Ani wy, ani różni koncesjonowani muzycy z „dojściami” do wydawców i anten, którzy udają, że grają hip-hop, nie wiecie, co się dzieje na wielkich koncertach w różnych miastach Polski, na których wszyscy się świetnie bawimy i teraz my mamy was w dupie. Zresztą, prędzej, czy później przejmiemy was.

Określenia „dobrze wam z tym” nie użyłam protekcjonalnie. W prasie znajdziecie mnóstwo wywiadów z polskimi muzykami, którzy cały czas się skarżą: a to, że płyt im nie wydają, a że nie ma rynku na ich dokonania, albo ktoś im podłożył nogę.

Fokus: To może oni chujową muzykę robią po prostu? Albo: „masz fajne nogi, ładną buzię, wydamy ci płytę, zrobimy wszystko na auto-tunie”, wiesz, takie rozmowy są często. A potem te gwiazdy wychuchane chodzą na bankiety i do telewizji, wciągają koks, puszczają się i błyszczą jeden sezon.

 Rahim: U nas nie musimy się w to bawić. To jest nasz świat. Jak się z kimś nie lubisz, możesz i tak robić swoje, po swojemu, i nikt ci tego nie zabierze. A w świecie showbizu jest tak, że jak im nie pasujesz, to cię nie wpuszczają.

Fokus: Albo cię biorą i wydymają do samego końca, a potem wyrzucają. Wydaje mi się, że w muzyce chodzi o coś innego, ważniejszego. 

A o co ważnego chodzi w „Jesteś bogiem”?

Fokus: Ten film może pokaże młodym ludziom, którzy nas słuchają i są w nas wpatrzeni, jak w obrazki, że nie jesteśmy żadnymi gwiazdami. Jesteśmy normalnymi ludźmi. W pewien sposób jesteśmy poetami, którzy przekładają rzeczywistość na słowa, które się rymują. Tylko, że tu nie chodzi o całą tę boskość z tekstów, w różnych konfiguracjach: „jesteś”, „jestem”, „ja”, „ty”, „ona”, „ono”. Nie tłumaczcie tak tego. Chodzi o to, żeby mieć siłę i wiarę w siebie. Ja rozumiem, że słowa przenoszą emocje. Ale to nie czyni nas bogami.
 7

Czytaj także