Kibice, Legia, wojewoda – konflikt nie do rozwiązania?

Kibice, Legia, wojewoda – konflikt nie do rozwiązania?

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Konflikt na Legii trwa, fot. Janusz Partyka - Nasza Legia
Druga połowa września, trwa piąta kolejka T-Mobile Ekstraklasy. Na stadionie Legii gospodarze grają z Polonią Warszawa. Kibice nie dostosowują się do zaleceń wojewody oraz służb informacyjnych na stadionie i nie zapewniają drożności dróg ewakuacyjnych. Pod koniec pierwszej połowy do akcji wkraczają stewardzi, którzy siłowo próbują je udrożnić, choć kilka minut później kibice i tak udaliby się na przerwę. W gęstym tłumie dochodzi do starcia…
Teraz wydarzenia toczą się już lawinowo. Ochrona używa gazu, kibice demolują stadion, płoną szaliki Polonii i krzesełka na trybunie. Klub wycenia straty na 200 tysięcy złotych. Wojewoda niemal natychmiast zamyka połowę trybuny północnej na najbliższe spotkanie z Wisłą Kraków. Odpowiedź kibiców jest równie szybka – Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa ogłosiło bojkot najbliższego spotkania. Awantura o Żyletę trwa w najlepsze.

O rozwiązanie problemu będzie niezwykle trudno. Mimo kilku prób nie udało nam się porozmawiać z Piotrem Zygo – prezesem Legii Warszawa. We wcześniejszych wystąpieniach oskarżał on jednak i wojewodę, i grupę najbardziej krewkich kibiców. Wojewoda krytykuje zachowanie fanów drużyny, a kibice winę zrzucają na władze i obsługę stadionu.  Według fanów Legii wojewoda nie podjął decyzji w sprawie stadionu samodzielnie – za wszystkim miały stać władze państwowe. - Z naszego punktu widzenia kibice są karani za aktywność podczas zeszłorocznych protestów antyrządowych i jest to nie tylko zemsta wojewody, ale i władz – twierdzi Wojciech Wiśniewski z SKLW. 

Wojewoda: czy na każdym stadionie płoną krzesełka?

Wojewoda zapytany przez Wprost.pl czy nie reaguje zbyt ostro na wydarzenia na Żylecie (Kozłowski interweniował w sprawie północnej trybuny na Legii na długo przed ostatnimi wydarzeniami podczas meczu z Polonią) nie widzi jednak żadnej przesady w swoich działaniach. - To nieprawda – nie reaguję najostrzej. Może po prostu zachowanie kibiców Legii jest pod tym względem (łamania przepisów na stadionie – przyp. red.) najdalej idące – przekonuje nas wojewoda mazowiecki. - Czy na każdym stadionie w Polsce dochodzi do palenia krzesełek i szalików drużyny gości? Czy na każdym stadionie race są odpalane przez zamaskowanych osobników w sposób prowokacyjny? Nie – tak się nie dzieje na każdym stadionie w Polsce. Tymi argumentami chciano udowodnić, że działam wyjątkowo. A nie działam – jest wręcz przeciwnie. To Legia miała najbardziej liberalny regulamin ze wszystkich klubów w Ekstraklasie. To na Legii dochodzi do najdalej idących przekroczeń obowiązującego prawa. Nie sądzę, żebym był wyjątkiem wśród wojewodów – wszyscy działają w podobny sposób i egzekwują te same przepisy prawa. Konfrontujemy to – spotykamy się ze sobą i z policją – przekonuje wojewoda.

Jacek Kozłowski  przekonuje też, że miał dobre intencje. - Policja jeszcze pod koniec sierpnia wystąpiła do mnie z wnioskiem o zamknięcie trybuny północnej aż do końca rundy jesiennej. Ja jednak dopiero po dwóch następnych meczach wydałem decyzję, i to odnoszącą się tylko do połowy trybuny i tylko na jeden mecz. Cały czas mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. Z klubem doszliśmy, już rozmawiamy na partnerskich zasadach. Mam nadzieję również na rozmowę z kibicami.

Kibice: szukano tylko pretekstu…

Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa dobrych intencji wojewody (ani zresztą klubu) jednak nie dostrzega. - Wystosowaliśmy oświadczenie, w którym wyjaśniliśmy co nam nie odpowiada w związku z ostatnimi wydarzeniami, ale nikt nie był łaskaw na nie odpowiedzieć. Jeżeli ma się przed sobą funkcjonujące stowarzyszenie i ono zadaje pytania to można się z nimi nie zgadzać, można je uznać za głupie ale wypadałoby odpowiedzieć. A jak się na nie odpowiada, to znaczy że się nie szanuje tego stowarzyszenia – twierdzi Wiśniewski.

Przedstawiciele SKLW pytani o zajścia na trybunach nie dostrzegają w całej sprawie swojej winy. - Jest projekt stadionu. Przewiduje on, że są miejsca siedzące i co 140 musi być wyjście ewakuacyjne. Tymczasem ci ludzie stoją. Dlaczego nikomu to nie przeszkadzało, że ci ludzie stali w strefach kibica podczas Euro? Też nie było przejść. Poszukano pretekstu, żeby stało się to, co się wydarzyło i go znaleziono – tłumaczy Wiśniewski.

Według wojewody jednak problem drożności przejść nie jest żadną nowością. - Od ponad roku próbuję to wyegzekwować drożność przejść od klubu. To fakt, że przedtem przez wiele lat nie reagował na to, że te przejścia były trwale zablokowane. Ale przecież nikt nie wymyślił ich po to, żeby utrudniać życie kibicom. To sam klub określił drogi ewakuacyjne właśnie w tych miejscach w swoim planie zabezpieczenia imprezy, który był podstawą do wydania pozytywnej opinii przez straż pożarną, do wydania zgody miasta na imprezę masową. Czy komukolwiek przyjdzie do głowy żeby nie egzekwować tego w innych miejscach, w których odbywają się imprezy sportowe? Dlaczego na trybunie północnej maja być inne zasady niż na innych częściach stadionu? – pyta retorycznie wojewoda Kozłowski.

VIP to nie kibic?

Problem w tym, że inne zasady panują przede wszystkim na trybunie VIP-owskiej. Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych jasno mówi, że „na imprezie masowej, z wyłączeniem imprezy masowej podwyższonego ryzyka, dozwolone są sprzedaż, podawanie i spożywanie napojów alkoholowych zawierających nie więcej niż 3,5 proc. alkoholu” (art.8 a pkt.1). Wszystkie mecze organizowane na stadionie Legii są traktowane jako imprezy masowe podwyższonego ryzyka. I o ile zwykli kibice do tych zasad – co oczywiste – muszą się stosować, o tyle tajemnicą poliszynela jest, że w lożach VIP-owskich podawane są różne napoje alkoholowe.

SKLW wielokrotnie podnosiło ten problem. O stosowanie podwójnych standardów zapytaliśmy wojewodę.  - Zwracałem na to uwagę klubowi i mam zapewnienie, ze takiej możliwości nie będzie – podkreśla. - Będziemy to obserwować i egzekwować te same zasady w odniesieniu do wszystkich części stadionu. Klub informował mnie, ze możliwe jest spożywanie alkoholu w pomieszczeniach stadionu ale zakazane jest wynoszenie go na trybuny. Aby zasady były jasne nie powinno dopuszczać się żadnego alkoholu na całym stadionie, jeżeli nie jest on dozwolony zgodnie z rygorem ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Tu się zgadzam z postulatami kibiców i prosiłem klub o przestrzeganie ich. Mam nadzieje, ze się wywiąże – deklaruje Kozłowski.

Dlaczego akurat w 43. minucie?

Bezpośrednim powodem zamknięcia trybuny północnej stadionu Legii były zajścia, do jakich doszło pod koniec pierwszej połowy derbowego meczu oraz  naganne zachowanie kibiców. Fani najpierw odpalili race, później starli się z ochroną próbującą udrożnić przejścia ewakuacyjne a na koniec spalili szaliki w barwach Polonii i jedno z krzesełek. Czyżby kibice byli sami sobie winni? - W 43. minucie są niedrożne przejścia ewakuacyjne, które drożne nigdy nie były. Co spowodowało, że w tej minucie w sposób siłowy postanowiono udrożnić je a nie poczekano do przerwy, żeby wtedy to spokojnie zrobić? – wyjaśnia Wiśniewski. - Czy reakcja kibiców nie była jednak przesadzona? – dopytujemy. To syndrom toczących się kamieni. W pewnym momencie te kamienie zaczęły się toczyć i zapewniam, że nikomu nie zależało na eskalacji. Ale poszło – stało się – przyznaje przedstawiciel SKLW. A dlaczego ochrona próbowała egzekwować drożność przejść na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy? Chcieliśmy o to zapytać prezesa Legii. Niestety – nie udało się.

Problem zachowania ochrony dostrzega również wojewoda Kozłowski. - Słabym elementem systemu jest jakość służb bezpieczeństwa i ochrony na polskich stadionach. Myślę, że jest to wielkie wyzwanie dla nowego prezesa PZPN. Powinien on wprowadzić minimalne standardy chociaż w ekstraklasie dla grupy kluczowych pracowników czyli dla stewardów. Może jakaś licencja, system szkolenia i podnoszenia kwalifikacji? Potrzeba długofalowych działań – przekonuje Kozłowski.

Co z tymi „sektorówkami”?

Kibicom Legii nie podoba się również zakaz wnoszenia i eksponowania wielkoformatowych flag, tzw. sektorówek. Twierdzą oni, że argument, jakoby utrudniały one identyfikację kibiców jest nietrafiony, bo „sektorówki” są rozwijane jedynie na kilka minut. Kozłowski ma w tej sprawie inne zdanie. - Na nagraniach z meczów Legii – zwłaszcza z ostatniej rundy wiosennej i z lata – widać, że to, czym pierwotnie była „sektorówka”, jest wykorzystane do zupełnie innych celów. Jeżeli na stadionie rozwijana jest „sektorówka” z rysunkiem zamaskowanych kibiców w barwach Legii palących race na której widać napis „pracoholicy”, ale litera p jest świadomie napisana takim kolorem, aby nie było jej prawie widać, przez co napis tak naprawdę brzmi „racoholicy” a na dodatek są w niej powycinane dziury, przez które rzuca się petardy i odpala race, to trudno tutaj mówić o elemencie kibicowania. To świadomie przygotowana instalacja, która uniemożliwia identyfikację tych osób – wyjaśnia swój punkt widzenia wojewoda.

Kozłowski zapewnia jednak, że jeśli sektorówki będą wykorzystywane w odpowiednim celu i nie będą służyły ukrywaniu łamiących prawo kibiców, to nie będzie miał nic przeciwko ich rozwijaniu. - Ani mnie, ani policji nie chodzi o zbyt rygorystyczne przestrzeganie prawa.  Jeśli „sektorówki” będą rozwijane tylko na chwilę i nie będą służyły do utrudniania identyfikacji kibiców, to nie będzie powodów, żeby ich zakazywać – zapewnia wojewoda.

Kibice popilnują kibiców?

Skoro kibice Legii nie mogą zgodnie żyć na jednej trybunie ze stewardami klubowymi zaproponowaliśmy SKLW zorganizowanie własnych służb porządkowych. Wojciech Wiśniewski długo unikał odpowiedzi na pytanie o takie służby. W końcu jednak zaczął mówić o… pomyśle stworzenia nowego planu ewakuacyjnego. - Stowarzyszenie jeszcze 2-3 tygodnie temu szukało z klubem rozwiązania. Zaproponowaliśmy stworzenie nowego planu ewakuacji, który pozwoliłby kibicom stać – tłumaczy Wiśniewski i dodaje: - Rozpoczęły się prace, ale w międzyczasie stało się to co się stało. Prace ekspertów ruszyły, ale jak będą dalej wyglądały - nie wiem.

Każda ze stron ma swoje racje, których zamierza bronić. Szans na kompromis na razie nie widać. Co gorsza przerzucanie się oświadczeniami, które od czasu meczu z Polonią obserwujemy, nie rokuje też szans na zmianę tej sytuacji. Prawda jest taka, że argumenty prawne w ręku ma wojewoda, a kibice – dając się sprowokować – sami wystawili się na ostrzał krytyki. Demolowania własnego stadionu usprawiedliwić nie sposób. Warto jednak pamiętać również o tym, że bez kibiców nie przetrwa ani klub, ani sam stadion, który straci rację bytu, jeśli będzie stał pusty. Kibice powinni jednak zrozumieć, że na razie nie mają po swojej stronie żadnych argumentów prawnych. Taktyka obrażonej panny i oczekiwanie na ustępstwa ze strony wojewody nie przyniesie im raczej sukcesu.
 2

Czytaj także