Rozmnażanie pod Jasną Górą

Rozmnażanie pod Jasną Górą

Dodano:   /  Zmieniono: 
W cieniu Świętej Wieży toczy się ostra walka o to, kto jest w Częstochowie ważniejszy: prezydent miasta, który chce refundować mieszkańcom in vitro, czy arcybiskup, który chce takich zabiegów zakazać.
Częstochowski ratusz ma święte położenie. Z okien gabinetu prezydenta widać luterański kościół Wniebowstąpienia Pańskiego i cerkiew pod wezwaniem Częstochowskiej Ikony Matki Bożej. Luteranie są zdecydowanie za in vitro, prawosławni nie mówią „nie”. Problem jest z najpotężniejszym sąsiadem prezydenta – katolickim abp. Częstochowy Wacławem Depą.

Pytamy prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka: – Jest pan wierzący?

– Tak – odpowiada. Nie ma jeszcze czterdziestki, ale wygląda nad wiek poważnie. W Mieście Świętej Wieży w cuglach wygrał wybory prezydenckie, i to pod sztandarami SLD, co jest przełomem w tym mieście rządzonym latami przez kościelną prawicę. Jego zwolennicy mówią, że wprowadza postępowe rozwiązania, takie jak finansowanie in vitro z miejskiej kasy. Przeciwnicy zarzucają mu, że skupił się na wojnie z Kościołem – o pieniądze i o władzę w mieście. – Arcybiskup, gdy z panem rozmawia, nie odwołuje się do Najwyższej Instancji?

– Nie, po prostu stara się mnie przekonywać.

– A kto jest w tym mieście ważniejszy: on czy pan?

– Zależy dla kogo. Arcybiskup rządzi w Kościele. Ja odpowiadam za miasto.

W Częstochowie określają to kolorami. Abp Depo rządzi czarnymi i białymi – to nawiązanie do kolorów księżowskich sutann i paulinich habitów. A Matyjaszczyk rządzi na czerwono – to od koloru lewicy.

Rządzona przez Matyjaszczyka ćwierćmilionowa Częstochowa idzie w prokreacyjnej awangardzie. Właśnie ruszył nabór wśród młodych par, które chcą, aby miasto dopłaciło im do in vitro. Trwa też drugi konkurs: dla placówek, które za miejski grosz będą łączyć w swoich laboratoriach komórki jajowe częstochowianek z plemnikami ich częstochowskich partnerów. – Chcemy pokazać, że w Częstochowie opłaca się mieszkać, bo tutejsze władze dbają o mieszkańców. Nie bez znaczenia jest to, że Częstochowa się wyludnia. Co miesiąc ubywa nam 150 osób – tłumaczy prezydent. Premier Tusk, pod presją doniesień spod Jasnej Góry, załatwił sprawę in vitro w kilka zaledwie dni, choć wcześniej nie mógł jej przeprowadzić przez ponad cztery lata. Skopiował nawet prawne rozwiązanie przygotowane przez współpracowników Matyjaszczyka: pieniądze na in vitro będą wydawane w ramach specjalnego programu zdrowotnego dla osób bezpłodnych.

Żeby liczyć na dofinansowanie in vitro w Częstochowie, trzeba nie tylko od co najmniej roku tam mieszkać, ale jeszcze być w związku małżeńskim. Premier chce dać możliwość dopłacania przez państwo do in vitro także parom żyjącym w nieformalnych związkach. Wiek częstochowianek, które chcą uzyskać 3 tys. zł dofinansowania, musi się mieścić w granicach 20-37 lat, podczas gdy premier chce dopłacać do in vitro Polkom w wieku 18-40 lat.

W porównaniu z premierem Matyjaszczyk okazał się więc dość konserwatywny. I tak abp Wacław Depo nie przebierał w słowach: „Jeśli odrzuci się prawo naturalne połączone z prawem bożym, a przyjmie tylko prawo stanowione przez państwo większością głosów, parlamentarnych czy samorządowych, to za legalne trzeba by uznać: zarówno Holocaust na narodzie żydowskim, Katyń na polskich żołnierzach czy morzenie głodem Ukraińców” – napisał w liście do wiernych.

Ale to niejedyne tarcia Matyjaszczyka z kurią. Właściwie odkąd doszedł do władzy, systematycznie stara się ograniczyć częstochowskie dominium Kościoła. A to zgodził się na otwarcie kasyna, a to zlikwidował potężną reklamę jasnogórskiego tygodnika „Niedziela” w centrum miasta, a to zniósł prohibicję na przyklasztornych terenach. – Prohibicja i tak była fikcją, bo sprzedawano tam wino mszalne – mówi prezydent. Ostatnio – ku oburzeniu abp. Depy – odwołał ze stanowiska bliską Jasnej Górze dyrektorkę Ośrodka Promocji Kultury „Gaude Mater”, która organizowała międzynarodowy festiwal muzyki sakralnej. Nie słuchał ani rady miasta, ani oburzonych głosów tak znamienitych artystów, jak kompozytor Wojciech Kilar, stały gość klasztoru.

Najbardziej jednak rozsierdził duchownych projekt wprowadzenia opłat od każdego pielgrzyma odwiedzającego Jasną Górę. Prezydent wyliczył, że budżet miasta zarobi na tym 1-2 mln rocznie. Podatku ostatecznie nie udało się wprowadzić, bo nie można było go uznać za opłatę klimatyczną – w Częstochowie jest zbyt brudne powietrze. Na razie lewica zarzuciła też pomysł obudowania Jasnej Góry dźwiękoszczelnymi ekranami w ramach walki z nadmiernym modlitewnym hałasem. – Matyjaszczyk po sukcesie w wyborach doszedł do wniosku, że konflikt z Kościołem przyniesie mu wymierne zyski polityczne – uważa dr Tomasz Słupik, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. – To widowisko właśnie dlatego, że Częstochowa to „duchowa stolica” Polski.

Kiedy w lutym do Częstochowy zawitał nowy metropolita abp Wacław Depo, prezydent przemawiał nawet na jego ingresie. Nominacja ta oznacza jednak, że Kościół rozpoczyna wyścig zbrojeń. Niespełna 60-letni Depo to twardy kościelny gracz. Znany z doktrynalnych poglądów, był pierwszym przewodniczącym rady programowej Radia Maryja. Jako pierwszy polski biskup diecezjalny po reformie liturgicznej odprawił tradycyjną mszę trydencką po łacinie. Trydencki ryt powstał w XVI w. jako odpowiedź na reformację i jest ubóstwiany przez kościelnych tradycjonalistów oraz radykałów.

Matyjaszczyk chełpi się, że na nominację Watykanu dla Depy wpłynęła jego polityka w mieście. Sporo w tym przesady, ale na pewno ma teraz poważnego rywala. – Wojna Matyjaszczyka z Kościołem wygląda tak, jakby Pchła Szachrajka zaczepiała Króla Lwa – drwi częstochowski poseł PiS Szymon Giżyński, były konkurent Matyjaszczyka w wyborach prezydenckich. – Matyjaszczyk nie szkodzi Kościołowi instytucjonalnemu, tylko skłóca mieszkańców i psuje wizerunek miasta.

W przepychankach między prezydentem a arcybiskupem tak naprawdę chodzi głównie o pieniądze. Matyjaszczyka boli to, że Kościół jest praktycznie jedynym beneficjentem pielgrzymkowej fali. Rok w rok miasto odwiedza ok. 3 mln osób. Pątnicy modlą się na Jasnej Górze, tam składają datki, stołują się w kościelnych jadłodajniach i kupują maryjne dewocjonalia. A po kilku godzinach opuszczają mury sanktuarium, oglądając Częstochowę zza szyby autokaru, wynajętego zresztą przez swoją parafię. Nawet jeśli decydują się na nocleg, to śpią w kościelnych domach pielgrzymkowych albo po zakonach. Matyjaszczyk zżyma się, że pielgrzymki tylko drenują mu sakiewkę, bo musi płacić za sprzątnie miasta, wywóz śmieci, ścieki. Oczywiście to przesada, bo częstochowscy kupcy, restauratorzy czy właściciele stacji benzynowych także swoje na pątnikach zarabiają. Tyle że Matyjaszczyk chce więcej. – Na ile pan szacuje wpływy do kościelnej kasy z racji pielgrzymek? – pytamy go. – Mówi się, że to ćwierć miliarda złotych rocznie.

– Nie podejmuję się obliczeń. Półżartem odpowiem: tylko tyle?

Prezydent chciałby podebrać Kościołowi choćby dziesięcinę.

Czerwony Matyjaszczyk jest dla czarno-białego Depy nowym doświadczeniem. W Częstochowie przez lata rządziła głównie katolicka prawica. Jej symbolem stał się dawny działacz „Solidarności” i poseł Tadeusz Wrona. W ciągu dwóch dekad III RP był prezydentem przez ponad 12 lat. Został odwołany jesienią 2009 r. w referendum przed końcem kadencji, bo częstochowianie mieli dość jego jasnogórskiej polityki. Cichymi inspiratorami referendum – które formalnie było obywatelskie – stali się działacze SLD, na czele z Matyjaszczykiem, który wyczuł frustrację miasta żyjącego w cieniu Świętej Wieży.

Dziś w kolejnych wyborach w Częstochowie lewica – zarówno SLD, jak i Ruch Palikota – uzyskuje rezultaty znacznie lepsze niż średnia krajowa. Nie ma się zatem co dziwić emocjom na Jasnej Górze. Dobrze to ilustruje lektura „Niedzieli”. O in vitro: „Być może nie tyle chodzi o dobro bezdzietnych rodzin, co o ideologię, a być może prezydencki PR”. O pomysłach wprowadzenia opłat dla pielgrzymów: „Nowa władza zamiast dosłownie całować ich stopy, wylewa na nich kubeł pomyj”.

Kościół w Częstochowie czuje się zagrożony. Ale czekać z założonymi rękami nie zamierza. Jest już odpowiedź na in vitro Matyjaszczyka. Caritas stworzył pierwszą w mieście poradnię naprotechnologii, akceptowanej przez Watykan metody leczenia niepłodności.

Matyjaszczyk wie, że na otwartą wojnę z Kościołem pozwolić sobie nie może. Bo Cudowny Obraz to główna atrakcja Częstochowy. Choć prezydent się rozpycha, to na razie jego władza kończy się na rogu al. Najświętszej Maryi Panny z ulicą ks. Jerzego Popiełuszki. Dalej panuje arcybiskup. I nawet nie myśli się dzielić ani władzą, ani pieniędzmi.

Więcej możesz przeczytać w 44/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także