Affleck kończy z rolą hollywoodzkiego amanta

Affleck kończy z rolą hollywoodzkiego amanta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ben Affleck (fot. Faye Sadou / Newspix.pl ) Źródło: Newspix.pl
„Operacja Argo” to wciągający film szpiegowski i trzeci pełnometrażowy obraz w reżyserskiej karierze Bena Afflecka. Twórca jest w świetnej formie.
Aktorstwo stało się w Ameryce jednym z najbardziej rozpolitykowanych zawodów. Hollywoodzkie gwiazdy stają się twarzami kampanii prezydenckich, George Clooney zostaje aresztowany w czasie manifestacji przed ambasadą Sudanu, Angelina Jolie zabiera głos w sprawie konfliktów w byłej Jugosławii, Sean Penn walczy o lasy na Haiti, a Alec Baldwin rozważa, czy nie kandydować na burmistrza Nowego Jorku. Coraz więcej polityki przedziera się również do kina głównego nurtu. W czasach kryzysu nawet blockbustery zamiast bajek zaczynają oferować krytyczne spojrzenie na Amerykę.

Ben Affleck wpisuje się w ten nurt. Od wielu lat zaangażowany w kampanie licznych organizacji pozarządowych, wyreżyserował właśnie „Operację Argo”. Scenariusz powstał na podstawie autobiograficznej książki jednego z najlepszych agentów w historii CIA. Tony Mendez opisał odtajnioną przez Clintona akcję z czasów irańskiego przewrotu Chomeiniego. Rewolucjoniści domagali się wówczas deportacji byłego szacha, który znalazł schronienie w Stanach. Jako zakładników wzięli pracowników ambasady amerykańskiej w Teheranie. Tylko sześciu osobom udało się zbiec i ukryć w kanadyjskiej placówce. Służby specjalne USA musiały umożliwić im wydostanie się z kontrolowanego żelazną ręką kraju, zanim wpadną w ręce rozwścieczonego tłumu. Mendez postanowił wywieźć ich z Iranu jako członków ekipy, która przeprowadzała w Iranie dokumentację do rzekomej produkcji filmu pod tytułem „Argo”.

Affleck dba o wiarygodność obrazu. Pod napisy końcowe podkłada autentyczne zdjęcia z Teheranu, z roku 1979. Nie piętnuje żadnej ze stron konfliktu. Stara się zrozumieć genezę irańskiej nienawiści do USA, a jednocześnie oddaje hołd Mendezowi. Nieco przeszarżowane finałowe sekwencje „akcji” nie przysłaniają w „Operacji Argo” świetnie nakreślonej atmosfery końca lat 70. i subtelnie zadanych poważnych pytań. Wątek filmu w filmie pozwala z kolei na uszczypliwe uwagi pod adresem show biznesu.

W „Gdzie jesteś Amando?” i „Mieście złodziei” Ben Affleck opowiadał o świecie, który poznał w młodości spędzonej w ubogiej dzielnicy podbostońskiego Cambridge. Portretował uzależnionych od narkotyków i alkoholu chłopaków z przedmieść. W „Operacji Argo” po raz pierwszy odchodzi od wspomnień własnej młodości. Proponuje trzymający w napięciu, intrygujący thriller politycznym udowadnia swoją wszechstronność i reżyserską sprawność. A w wywiadach zapowiada, że już nigdy nie pozwoli sobie wejść w rolę hollywoodzkiego amanta. I chyba można mu wierzyć.

Sylwetka Bena Afflecka, historia jego wzlotów i upadków, w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", który od niedzielnego wieczora będzie dostępny w formie e-wydania.

Najnowsze wydanie tygodnika dostępne jest też na Facebooku.