Zamach na zamach

Zamach na zamach

Dodano:   /  Zmieniono: 13
Mówiąc wprost – warto się zastanowić, jak do tego doszło, że informację o groźbie zamachu na najważniejsze organy państwa potraktowaliśmy tak lekko. Z niedowierzaniem albo nawet z drwiną.
Wcale nie chodziło o to, że prawica-lewica. Rozmawiałem z wieloma osobami i niezależnie od poglądów słyszałem podobne reakcje. A przecież to zagrożenie mogło być całkiem realne. Mało to wariatów zieje nienawiścią do wszystkiego i wszystkich? Mało to frustratów obarcza winą Onych z Warszawki, tych wszystkich PO-paprańców i PiS-uarów? Raz już w Łodzi zabito z przyczyn politycznych, powtórka – przy takim stanie emocji – może się zdarzyć każdego dnia.

Pamiętamy doskonale, jak siedem lat temu, tuż przed wyborami prezydenckimi ktoś porozkładał po Warszawie kilkanaście niby-bomb. Czuło się wtedy lekką grozę, zagrożenie wisiało w powietrzu, miasto stanęło. Na ulicach szalały zastępy saperów, wyły policyjne syreny, prawie wojna. A to były zwykłe atrapy.

Teraz, jeśli w 100 proc. wierzyć wersji oficjalnej, mieliśmy do czynienia z osobnikiem o terrorystycznych aspiracjach, piromanem, który miał konkretny pomysł na pozbycie się ludzi przez niego nieakceptowanych. W dodatku nie krył się z tym specjalnie, na forach internetowych i w realu deklarował miłość do wybuchów – i już choćby tym powinien był zwrócić na siebie uwagę służb. Dobrze, że zwrócił. I dobrze, że został unieszkodliwiony. Well done ABW.

Dalej jednak sprawy przybrały dziwny obrót. Urządzono konferencyjną szopkę w najgorszym stylu słusznie minionych lat Ziobry i Kamińskiego. Prokuratorzy z dumą opowiadali do kamer, jacy to byli skuteczni. I z samozadowoleniem dodawali, że tym razem nie było żadnych przecieków. Guzik prawda. Grono dziennikarzy i polityków wiedziało już jakiś tydzień wcześniej (fakt, że bez szczegółów), że ABW planuje „coś wielkiego”. Prokuratorzy sami przyznali, że mieli sprawę ujawnić kilka dni wcześniej, ale pojawiły się nowe wątki. Obawiam się, że te „wątki” to chęć zorganizowania jeszcze lepszego show, z multimediami i gadżetami. Ktoś może i chciał dobrze – wyszło za dobrze. I przez to mało wiarygodnie.

Politycy wszystkich opcji zbyt wiele namajstrowali przy służbach przez te ponad 20 lat, byśmy dziś bezkrytycznie przyjmowali to, co nam się opowiada. Zwłaszcza jeśli w trakcie wykładu o saletrze pojawia się nagle apel o to, by służbom nie odbierać nic z ich słusznie nabytych kompetencji. Rekord świata amatorszczyzny. Czyli tak: w samym środku pilotowanej przez premiera dyskusji o przyszłości ABW zostaje ujawniony i nagłośniony do imentu sukces Agencji – a my mamy tak po prostu zamknąć oczy i klaskać z niemym zachwytem? Macie nas wszystkich za idiotów?

Seria kolejnych wpadek i służb, i prokuratury mocno nas impregnowała na informacje o ich sukcesach. We wszystkim dopatrujemy się najczystszej polityki, rozgrywki personalnej, wojenki tych bardziej prawicowych z mniej prawicowymi. Efekt jest właśnie taki, że potrafimy z pobłażaniem traktować informacje o realnym lub potencjalnym zagrożeniu. Dla mnie aktem quasi-terrorystycznym było już zakluczenie posłów w Sejmie przez „Solidarność” w maju tego roku. Ten skandal doczekał się społecznego rozgrzeszenia – i rozgrzeszenia przez prokuraturę. „Śledczy nie dopatrzyli się w tej akcji znamion czynu zabronionego”. Czyli – czyn dozwolony. Nie trzeba większej zachęty, by zacząć swobodną okupację Sejmu, KPRM i może jeszcze Kancelarii Prezydenta.

Zostawiając wielką politykę na boku – tak po ludzku boję się tej naszej zbiorowej znieczulicy na brunonbombera. Wielokrotnie słyszeliśmy, że Polska nie jest dobrze przygotowana na prawdziwe akty terroryzmu. Bo nie mieliśmy z nimi do czynienia. Ani wszystkie stosowne urzędy i służby, ani obywatele. Nie mamy zielonego pojęcia, jak się w takich sytuacjach zachowywać. Nie wiemy, jak postępować, którędy uciekać, kiedy i kogo alarmować w sytuacjach, które odbieramy jako groźne. Nie mamy bladego pojęcia o udzielaniu pierwszej pomocy, nie tylko ofiarom terrorystów, ale także najzwyklejszych wypadków samochodowych. Któregoś dnia w końcu zdarzy się i u nas zamach skuteczny. I wtedy dopiero zacznie się prawdziwa dyskusja o zagrożeniach i prewencji. Szkoda, że nie dziś.
Więcej możesz przeczytać w 48/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 13

Czytaj także