Strefa zdepolityzowana

Strefa zdepolityzowana

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Mówiąc wprost, chciałoby się już zamknąć świat polityki na kluczyk, a ten wrzucić do głębokiej szuflady. I tak jakoś przeczekać święta i zimę.
Polityka Polaków męczy i nudzi – wynika z rozmów na ulicy. I tak wynika z sondaży. Jeden z ostatnich pokazał, że ledwie co czwarty z nas poszedłby dziś chętnie i świadomie na wybory. Reszta albo się nie pali, by głosować, albo nie wie na kogo. Czy to kogoś dziwi?

 Polacy gremialnie mają politykę w małym poważaniu. Po prostu siedzą cicho i robią swoje. Głośne są, i owszem, małe liczebnie grupy, obecne po obu stronach, które uparły się maszerować i atakować – by sprawić wrażenie, że w Polsce trwa jakiś masowy spór, społeczna wojna. Otóż nieprawda. Nie ma żadnego rozdarcia kraju ani społeczeństwa pękniętego na pół. Nie ma dwóch wielkich bloków, które się z sobą siłują, miażdżąc wszystko dookoła. Są natomiast dwie sekty, które używając wobec siebie nawzajem mowy agresywnej, wręcz nienawistnej – usilnie próbują wciągnąć w swoją orbitę niezdecydowanych. Jedni poszli na marsz 13 grudnia, bo nieokrągłą rocznicę stanu wojennego uznali za równie dobry powód jak każdy inny, by zewrzeć szeregi. To nic, że lider wypalony, że hasła zmurszałe. Można się było policzyć, pojednoczyć i pomachać szabelką pod urzędem premiera. Drudzy też poszli, wspominać zamach na Narutowicza. I próbować przekonać nas, że dziś pachnie taką agresją jak 90 lat temu. I jedni, i drudzy zbyt łatwo i naiwnie dali się nakręcać. Są wkręcani w rzeczywistość wirtualną, świat, którego nie ma i (oby!) nie będzie.

Ludzie nie chcą bitew i bijatyk. Chcą spokoju. Nie dlatego, że tacy ogłupiali, lemingi lewo- czy prawoskrętne. Mają swoją ambicję i swój honor. Chcą spokoju tym bardziej, im bardziej czują się niepewni i przestraszeni. O siebie, rodziny, o jutro. Przeglądałem życzenia świąteczne sprzed roku. Wtedy życzyliśmy sobie przetrwania kryzysu, utrzymania pracy – i żeby w 2012 r. było lepiej, niż się zapowiadało. I w sumie było lepiej. Odważę się powiedzieć: także za sprawą działań rządu. Gdzie indziej w Europie działy się sprawy złe i groźne. Ale tzw. proste rezerwy już się nam tutaj wyczerpały. Ostatnie tygodnie to zalew niepokojących informacji o zwolnieniach, redukcjach, bankructwach. W 2013 r. Polska stanie przed prawdziwym testem, pierwszym takim po 1989 r. Polityka będzie się liczyła, ale tylko o tyle, o ile będzie w stanie zapewnić ludziom znośną egzystencję. Polacy wielokrotnie pokazali, że potrafią sobie radzić. I tym razem też tak będzie. Damy radę, nie warto się poddawać. A że przy wigilijnym stole będzie nam towarzyszyć więcej trosk niż zwykle? Trudno, takie czasy.
Więcej możesz przeczytać w 51/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 3

Czytaj także