Pasja do Kasi Tusk

Pasja do Kasi Tusk

Dodano:   /  Zmieniono: 18
fot. KATARZYNA TUSK MICHAL FLUDRA / NEWSPIX.PL / Źródło: Newspix.pl
Syn wybitnego kompozytora oszalał na punkcie córki premiera. Ona korzystała z ochrony przed nim. On znalazł się w szpitalu. A wybitny kompozytor grozi sądem za opisanie tej historii.
Łukasz P. pojawił się w życiu Katarzyny Tusk w marcu tego roku. Właściwie pojawiło się nagranie na skrzynce głosowej jej telefonu komórkowego. Jego wiadomości za każdym razem brzmiały praktycznie tak samo. Prosił o spotkanie, mówił, że ma uważać na swoje życie. Sugerował też, że jeśli się nie odezwie, to on wkrótce zginie. Hurtowo dostawała też od niego smsy, potem doszły jeszcze maile. Łukasz P. zaczął się pojawiać w Sopocie, gdzie mieszka rodzina Tusków. Córka premiera zaczęła korzystać z ochrony osobistej. — Maile, smsy i wiadomości na poczcie głosowej były bardzo przejmujące. Wyglądało na to, że faktycznie istnieje jakieś realne niebezpieczeństwo — opowiada nasz rozmówca, bliski premierowi.

Po konsultacji z rodzicami, Katarzyna Tusk zdecydowała się skierować sprawę na policję. W grę wchodził tzw. stalking. To nowe przestępstwo w prawie karnym, wprowadzone półtora roku temu. 

Doniesienie córki premiera trafiło za pośrednictwem Komendy Miejskiej Policji w Sopocie do tamtejszej prokuratury. Córka premiera wskazała w nim imię i nazwisko stalkera — Łukasza P. Na początku kwietnia P. został przesłuchany po raz pierwszy.  Wszystkiego się wyparł. Opowiadał: „Podobno prześladuję córkę premiera. Ja ją pytałem tylko o Amona, szpiega rosyjskiego, który prowadzi badania dla wywiadu nad wykorzystaniem narkotyków. To jest jedyna rzecz, o którą pytałem”. Media relacjonowały tę sprawę w tonie absurdu: „Mężczyzna miał pytać córkę premiera o powiązania z rosyjskim generałem, który w czasach komunistycznych stacjonował w Berlinie Wschodnim. Łukasz P. miał również twierdzić, że ten rosyjski generał w Armii Radzieckiej nadzorował operacje specjalne, jak otrucia i manipulacja umysłem.”  

Łukasz P. to nie byle kto, że jest synem jednego z najwybitniejszych światowych kompozytorów muzyki współczesnej, laureata nagród, kawalera orderów i kolekcjonera splendorów. Syn dostał imię po świętym z jednego z dzieł ojca. Rocznik 1966, dużo czasu w życiu spędził na poszukiwaniu własnego talentu. Ukończył zarządzanie i medycynę, studiował też filozofię, psychologię i polonistykę. Jeździł po świecie, trochę praktykował jako psychiatra, potem pracował w banku. Jednocześnie próbował tworzyć, czuł się poetą. „Mam minus sześć miesięcy/mózg na poziomie ryby/ocalałem niesiony na aborcję” - to był jego krótki debiut na na łamach „bruLionu”, sam dostrzegał w nim analogie do Różewicza. „Jest typem sybaryty, gawędziarza łatwo przechodzącego od anegdoty do anegdoty, a jego niestworzonym opowieściom dodaje urody cięty dowcip” - charakteryzowało go w 2008 r. „Życie Warszawy”. 

Prokuratura nie chciała dostrzec w dręczeniu przez Łukasza P. córki premiera — dręczenia uporczywego. Uznała to za dręczenie standardowe, niekodeksowe i umorzyła śledztwo. Decyzja prokuratury nie zakończyła sprawy. Prokuratorzy uznali co prawda, że nie ma mowy o przestępstwie stalkingu, to zachowanie Łukasza P. można uznać za „złośliwe niepokojenie”, czyli wykroczenie zagrożone karą ograniczenia wolności lub grzywną. I skierowali sprawę z powrotem na policję, która zajmuje się wykroczeniami. A policja uznała, że skierowała do sopockiego sądu wniosek o ukaranie Łukasza P. Pod koniec października sąd skierował go na badania psychiatryczne. - Po przeprowadzonym badaniu biegły sporządził opinię, z której wynika, iż Łukasz P. jest całkowicie niezdolny do uczestnictwa w sprawie – oznajmił pod koniec listopada wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Rafał Terlecki. 

To zamyka sprawę od strony prawnej. Po Świętach sąd umorzy postępowanie. Tyle tylko, że według informacji „Wprost”, Łukasz P. wciąż dręczy córkę premiera.  Chcieliśmy o tę sprawę zapytać Łukasza P. i jego rodzinę. Odezwał się ich adwokat.  „Ewentualne przytoczenie przez Pana w artykule nazwiska (…) moich Klientów (...) stanowić będzie naruszenie dóbr osobistych (w tym prawa do prywatności i do dobra imienia) i spowoduje wytoczenie przeciwko Panu i Redakcji sprawy sądowej na podstawie art. 23 i 24 kodeksu cywilnego. Dalszą korespondencję uważam za zbędną ” — napisał mec. Paweł Wroński.

Cały materiał można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który jest już dostępny w formie e-wydania.

Najnowsze wydanie tygodnika dostępne jest dostępne również na Facebooku.

 18

Czytaj także