Ten list jest bardzo gorzką pigułką dla Francuzów i Niemców. Dodatkowym ciosem jest aktywny udział w akcji Wielkiej Brytanii. O ile mogliby bagatelizować głos pukających do drzwi Europy Polski czy Węgier - trudno podobnie potraktować głos Londynu czy Rzymu. Teraz Francja i Niemcy będą musieli teraz jeszcze mocniej ratować się przed etykietą "starej Europy". Co nie znaczy, że zostali osamotnieni w sprzeciwie wobec ataku na Irak. Poza ośmioma sygnatariuszami listu, antywojenna polityka Paryża i Berlina nadal ma w Europie zwolenników, choćby w Skandynawii i krajach Beneluksu. Spór będzie się toczył nadal dotyczyć będzie co raz nowych dziedzin, list jest tylko jego kolejną odsłoną. List udowodnił, że wizje spójnej europejskiej polityki zagranicznej i obronnej można na razie odłożyć między bajki.
Robert Wylot