Upadek Edwarda Gierka

Upadek Edwarda Gierka

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Edward Gierek (fot. White House)
Gdy obywatele PRL strajkowali i zakładali „Solidarność”, w partyjnych gabinetach trwała walka o władzę. Jej ofiarą padł I sekretarz KC PZPR Edward Gierek.

Rano 6 września 1980 r. nad łóżkiem 67-letniego przywódcy narodu, który dzień wcześniej trafił do szpitala kardiologicznego w Aninie, stanął sekretarz Komitetu Centralnego Stanisław Kania. Był podniecony i tryskał humorem, ale gdy zbliżył się do leżącego bez ruchu Edwarda Gierka, próbował przybrać twarz żałobnika.

– Z namaszczoną powagą poinformował mnie, że postanowiono mi ulżyć w moich ciężkich obowiązkach – wspominał po latach pierwszy sekretarz PZPR.

– A największy ciężar miał spocząć na jego barkach, bo wybrano go na moje miejsce I sekretarza. W ten sposób historia zatoczyła koło, bo dziesięć lat wcześniej Kania był emisariuszem, który przyjechał do Katowic namawiać Edwarda Gierka do przejęcia władzy w PZPR i obalenia Władysława Gomułki. Teraz obiecywał upadłemu sekretarzowi, że partia o nim nie zapomni i że jak tylko wróci do zdrowia, zostanie dla niego stworzone nowe stanowisko – przewodniczącego PZPR. Dziesięć tygodni później, gdy najpotężniejszy człowiek ostatniej dekady, przyjaciel prezydenta USA Jimmy’ego Cartera i przywódcy ZSRR Leonida Breżniewa, wychodził ze szpitala, był już nikim.

– Zorientowałem się, że jestem już persona non grata, wszelkie kontakty polityczne ze mną zostały urwane – wspominał. – Przyszły dla mnie złe czasy. Partyjna sitwa ze Stanisławem Kanią i Wojciechem Jaruzelskim na czele skazała go na niebyt i zaczęła się potężna nagonka. Dawną rezydencję prezydenta Ignacego Mościckiego w Spale, gdzie trafił po wyjściu ze szpitala, pokazywano w telewizji jako jego prywatny dwór, a o jego żonie partyjna prasa pisała, że zachowywała się jak królowa, latając do Paryża na wizytę u fryzjera.

– Chcecie walczyć ze mną, to walczcie, ale odczepcie się, do cholery, od mojej rodziny – poskarżył się swojemu następcy w Komitecie Centralnym. – Teraz ja wam pokażę, jak się wykańcza ludzi – odpowiedział mu na to Stanisław Kania.

Wciąganie w przepaść

Gierka wyniosła do władzy bezmyślność Władysława Gomułki, który przed Bożym Narodzeniem 1970 r. wprowadził drakońskie podwyżki cen żywności. – Klasa robotnicza tego nie wytrzyma – mówił Gierek, który jako jedyny w kierownictwie partii odważył się przeciwstawić wielkiemu towarzyszowi Wiesławowi. Gierek był wtedy od 13 lat szefem PZPR w Katowicach i miał opinię dobrego gospodarza, dzięki któremu kwitł, oczywiście na miarę peerelowskich możliwości, cały region. W porównaniu z siermiężnym Gomułką prezentował się jak prawdziwy Europejczyk. Znał francuski, bo wiele lat spędził w Belgii, pracując tam jako górnik. Być może dlatego był zwalczany przez Gomułkę, który obawiał się, że czyha on na jego stanowisko. Gdy na podwyżki robotnicy odpowiedzieli strajkiem, Gomułka uznał, że zaczęło się antykomunistyczne powstanie. Wyprowadził przeciwko nim czołgi i polała się krew. Wtedy w partii zawiązał się spisek, którego celem było obalenie pierwszego sekretarza. Spiskowcy wysłali 18 grudnia 1970 r. do Katowic Stanisława Kanię z propozycją dla Gierka, by przejął władzę w PZPR. Tak Gierek został najważniejszą osobą w państwie i rozpoczął rewolucyjne zmiany, oczywiście jak na realia bloku komunistycznego. Jeździł od zakładu do zakładu, stawał przed robotnikami i obiecywał im zbudowanie lepszej Polski.

Był nową jakością w komunistycznym świecie – zaciągał na Zachodzie kredyty, budował nowoczesne zakłady, drogi i dworce. I obiecywał, że z Polski zrobi potęgę gospodarczą. – Jego największą zasługą było otwarcie na Zachód i uruchomienie konsumpcji – mówi dziś Józef Tejchma, jeden z tych, którzy wynieśli Gierka do władzy. Nawet antykomunista Stefan Kisielewski pisał o nim dość ciepło: „On nas wciągnął w przepaść, a wciągnął przez to, że był sympatyczny, mówił obcymi językami i kochał go Helmut Schmidt, lubili go Francuzi i bulili mu ogromną forsę. Dawali mu miliardy”.

Pomysłów i zachodnich kredytów starczyło na sześć lat, potem wszystko się posypało. W Radomiu i Ursusie wybuchły strajki. To był koniec nowej polityki Gierka. Zaczęło się zaciskanie pasa. – Od tej chwili był już złamanym człowiekiem. Stracił autorytet, przestał być nietykalny, ludzie przestali mu wierzyć – mówi Tejchma. Jego zdaniem wtedy powinien był odejść, ale w partii zabrakło mechanizmu odsuwania pierwszych od władzy. Dokonywało się to powoli w atmosferze pałacowego przewrotu. Gdy w drugiej połowie lat 70. Gierek słabnie, za jego plecami aparat partyjny szuka okazji, by się go pozbyć.

Cały artykuł można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost"

Najnowszy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora jest dostępny w formie e-wydania .    

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .


"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .
 3

Czytaj także