Spisek „Pruszkowa” w sprawie Papały

Spisek „Pruszkowa” w sprawie Papały

Dotarliśmy do tajnej notatki, która mogła zmienić losy dochodzenia w sprawie śmierci gen. Marka Papały, gdyby nie to, że śledczy schowali ją do szafy.

Wymiar sprawiedliwości zajmuje się sprawą zabójstwa Marka Papały od 15 lat i przez ten czas nieustannie się kompromituje. Najbardziej spektakularną ostatnio kompromitacją było uniewinnienie Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z. ps. Słowik, którym prokuratura zarzucała, że próbowali wynająć zabójców generała. Do tego blamażu doprowadziły liczne mniej widowiskowe, ale nie mniej groźne dla śledztwa błędy i zaniechania prokuratorów. Na przykład przecenianie jednych poszlak, a lekceważenie innych, które nie pasowały do z góry założonej hipotezy.

Cofnijmy się o siedem lat. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej zwołanej na jesieni 2006 r. po zatrzymaniu w Chicago Edwarda Mazura wspominał z zadowoleniem o nowych dowodach w sprawie śmierci gen. Papały. Ziobro nie wyjawił wówczas, że dowody te pochodzą z zeznań gangstera, szefa zarządu „Pruszkowa” Zygmunta R. ps. Bolo, którego śledczy właśnie pozyskali do współpracy. Bolo zeznał, że w ostatnich dniach kwietnia 1998 r., gdy pił wódkę z Andrzejem Z., czyli Słowikiem, ten mu powiedział o swoim „spotkaniu z p. Mazurem, który szuka kogoś, kto zastrzeli gen. Papałę”.

Zapytano więc o to Słowika, który był akurat pod ręką, bo odsiadywał wyrok sześciu lat za udział w grupie przestępczej. Początkowo Andrzej Z. upierał się, że nie zna Mazura ani nigdy się z nim nie spotkał. Po konfrontacji z Zygmuntem R. i naradzie z adwokatem wreszcie zmienił zdanie. Przyznał, że spotkał się z Bolem w hotelu Gołębiewski w Mikołajkach w dniu pogrzebu Nikosia, czyli Nikodema Skotarczaka (30 kwietnia 1998 r.). A miesiąc wcześniej wraz z Nikosiem i Edwardem Mazurem w gdańskim hotelu Marina rzeczywiście rozmawiali o zleceniu zabójstwa Marka Papały. Słowik zeznał jednak, że zamierzał oszukać Mazura, tzn. wziąć pieniądze za zlecenie, ale nie podejmować żadnych kroków. Prokuratura z zadowoleniem przyjęła opowieści gangsterów. Stały się ważnym dowodem we wniosku o ekstradycję Edwarda Mazura i w akcie oskarżenia, który trafił do warszawskiego sądu.

Proces rozpoczął się cztery lata później, w lutym 2010 r. Już pierwszego dnia Słowik wszystko odwołał. „Nie przyznaję się. Nie wiem, kto zabił gen. Papałę. Nie uczestniczyłem w żadnym spotkaniu, na którym planowano zabójstwo. Doszło do porozumienia z prokuraturą. Miało ono polegać na tym, że ja potwierdzę sam fakt spotkania i obecności [w hotelu Marina – red.], a za to w niedługim czasie miano uchylić mi areszt. Później zrozumiałem, że zostałem oszukany” – czytamy w aktach procesu.

Wprawdzie prokuratorzy zaprzeczyli, żeby zawarli jakiekolwiek porozumienie, ale losy procesu właściwie już wtedy były przesądzone. Jak wiemy, zakończył się on dwa tygodnie temu uniewinnieniem obu oskarżonych. – Można było to przewidzieć albo przynajmniej założyć, że coś takiego się stanie – mówi jeden ze śledczych znający akta sprawy Papały. – Już w 2007 r. policjanci przeprowadzili rozmowę z siedzącym w więzieniu gangsterem Jerzym D., który wyjaśniał, dlaczego Słowik w śledztwie potwierdzał wersję prokuratorską – dodaje.

W aktach śledztwa znajduje się zapomniana notatka z rozmowy z Jerzym D. „Mazur w sprawie zabójstwa Papały jest niewinny, jednak Słowik i inni pruszkowiacy chcą go wrobić” – ujawnił policjantom ów gangster już w 2007 r. Uzyskał te informacje z trzech niezależnych źródeł, czyli od trzech innych zapuszkowanych gangsterów: Sztajera, Malizny i Majka. Dowiedział się od nich, że „Słowik robi operację, która ma skompromitować polski wymiar sprawiedliwości, a w szczególności ministra Ziobrę” oraz że „wszystko ma się rozegrać po ekstradycji Mazura, gdy ten będzie już w Polsce”.

Notatka zaległa w szafie policyjnej grupy „Generał” powołanej do zbadania zabójstwa komendanta. Nie zweryfikowano informacji uzyskanych od Jerzego D., nie skonfrontowano go z osobami, które wymienił. Właściwie więc nie wiadomo, czy Słowik rzeczywiście zaplanował kompromitację polskiego wymiaru sprawiedliwości, czy też było to tylko zwykłe więzienne bajdurzenie znudzonych odsiadką przestępców, którzy – jak wszyscy – kochają teorie spiskowe. Nie wiadomo też, dlaczego prowadzący śledztwo traktowali poważnie wypowiedzi jednych gangsterów, a zeznania innych chowali do szafy. ■

Okładka tygodnika WPROST: 34/2013
Więcej możesz przeczytać w 34/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0