Lankosz: wszędzie jestem u siebie

Lankosz: wszędzie jestem u siebie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Borys Lankosz (fot. Bogdan Krężel/Przekrój/FORUM)
Chcę pokazywać świat tak, żeby widzowie byli w stanie rozmawiać. Łączyć, a nie szczuć jednych na drugich – mówi o swoim nowym, dotykającym tematu antysemityzmu, projekcie Borys Lankosz. Reżyser podsumowuje też trzy lata spędzone w Ameryce.
Po entuzjastycznym przyjęciu „Rewersu” w Polsce, jego reżyser, Borys Lankosz, nie zrobił natychmiast kolejnego filmu. Dostał propozycję pracy w Stanach, postanowił spróbować życia za oceanem. Pracował tam nad kilkoma projektami. Teraz, w Polsce, kończy „Pamiętnik pani Hanki” teatr telewizji według powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (emisja w TVP1 w dwóch odcinkach 9 i 16 września) oraz przygotowuje się do ekranizacji „Ziarna prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. W rozmowie dla „Wprost” reżyser mówi m.in.:  

Czy nie żałuje czasu spędzonego w USA: Ani chwili. Przeżyłem wspaniały czas. Każdego dnia poznawałem inne realia, poszerzałem horyzonty, czułem, że się rozwijam.  A co mnie ominęło tutaj? W Polsce szklany sufit zawieszony jest nisko. Walczy się, aby nie stracić pozycji, na którą udało ci się wdrapać. Męczy mnie duszna atmosfera w kraju. Gdy wyjeżdżałem w kwietniu 2010, trwały pogrzeby po katastrofie smoleńskiej. Wróciłem na ekshumacje.

O swoim pomyśle na „Pamiętnik pani Hanki”: Chcę wydobyć wszystkie barwy tamtych czasów, odtworzyć bal na Titanicu. Kiedy tonął transatlantyk,  nieświadomi pasażerowie najdroższych pokładów, rozchichotani, wrzucali sobie kostki lodu do drinków. Tu jest podobnie. Totalitaryzmy napierają z obu stron, a w salonach Warszawy rozgrywa się niezobowiązująca intryga wynikła z romansów pani Hanny. Mam świetną obsadę – Joannę Kulig, Magdę Cielecką, Borysa Szyca, bawię się konwencjami filmu i teatru. A świetne piosenki Jerzego Wasowskiego ze słowami Antoniego Marianowicza? To one zwabiły mnie do tego projektu. Starzy mistrzowie mieli wielką klasę i niebywałe wyczucie. 

O ekranizacji „Tajemnicy ziarna”: Zagadkowe morderstwo budzi w niewielkiej miejscowości demony. Odzywają się prawicowe, ultranacjonalistyczne ugrupowania. Ale śledztwo utrudniają także orędownicy poprawności politycznej. Racje są tu wyważone, nie chcę wsadzać kija w mrowisko. To nie „Pokłosie”. Wolę pokazywać świat tak, żeby widzowie byli w stanie rozmawiać. Łączyć, a nie szczuć jednych na drugich. 

Dlaczego wyjechał do Stanów Zjednoczonych: Przygniotła mnie fala sukcesu po moim debiucie. W tym całym zamieszaniu potrzebowałem świeżej głowy. Amerykanie dobrze zareagowali na konwencję kina noir w „Rewersie”, gatunkowe ramy opowieści o przeszłości. Film przekonał producenta, żeby zgłosił się do mnie i zaoferował adaptację książki „New World Monkeys” Nancy Mauro. Czarnej komedii o parze, która trafia do małego, skrajnie jankeskiego miasteczka w górach. Świetnie napisanej, błyskotliwej. Jest w niej kilka podobnych wątków, co w „Rewersie” – choćby wykopywanie kości. Właśnie ta propozycja sprawiła, że zdecydowałem się polecieć. Miałem kontrakt, pozwolenie na pracę, agenta, producenta. 

Co mu się podoba w amerykańskim podejściu do kina: W Polsce wciąż pokutuje romantyczny mit twórcy natchnionego. Nie szanujemy rzemiosła. Moim marzeniem jest robienie kina gatunkowego. Polański, Kubrick odciskali autorskie piętno na konwencji. Ale to konwencja sprawia, że ich filmy stały się uniwersalne. I tego można nauczyć się za oceanem. Obserwowałem swojego pasierba, który poszedł w Los Angeles do pierwszej klasy podstawówki. Tam każde dziecko występuje raz w tygodniu przed klasą. Musi o czymś opowiedzieć, na przykład o ulubionym zwierzątku. W kolejnych latach uczniowie piszą wypracowania na zadaną liczbę słów. Od początku uczą się konstrukcji i precyzji wypowiedzi. 

O karierach polskich aktorek w Stanach Zjednoczonych: Jest im znacznie trudniej niż reżyserom. Zgubienie akcentu, który skazuje na role sowieckich agentów i imigrantów z Europy Wschodniej, to tytaniczna praca. Ale w takim myśleniu tkwi nasz narodowy kompleks. Chcemy, żeby Polak koniecznie rzucił Amerykanów na kolana, inaczej będziemy się z niego nabijać. A przecież nie trzeba robić kariery tak wielkiej, jak życzy sobie Pudelek. Można co jakiś czas zagrać mniejszą rolę i prowadzić wygodne życie w ładnym miejscu. Wśród Europejek na duże kariery mogą liczyć Hiszpanki, bo Latynosi coraz mocniej wyznaczają trendy. Mnóstwo szczęścia miała też Francuzka Marion Cotillard. 

O powrocie do kraju: Ściągnęły mnie prywatne sprawy. Pierwsze dwa czy trzy miesiące po powrocie były dla mnie trudne. W Stanach odzwyczaiłem się od codziennej agresji. Oduczyłem się spinać, kiedy nieznajomy mówi na ulicy „Hi”, myśleć, że pewnie czegoś ode mnie chce. Amerykanie są pragmatycznym narodem, na każdym kroku ułatwiają i uprzyjemniają sobie życie. Jeśli rodzi się atawizm, kiedy obcy patrzy im w oczy, rozładowują napięcie pozdrowieniem. Tak zachowują się wszyscy, niezależnie od pozycji społecznej. Nawet meksykańscy robotnicy, którzy żyją w biedzie i ciągłym stresie, nie wnoszą nerwów do codziennych kontaktów. W nas tkwi nieufność. Dopiero teraz uczymy się uczciwie ze sobą rozmawiać.

Cała rozmowa z Borysem Lankoszem w najnowszym (35/2013) numerze tygodnika "Wprost" .

Najnowszy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" także dostępny na Facebooku .

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .
 0

Czytaj także