Znaleźć haki na ministra

Znaleźć haki na ministra

Minister skarbu Mikołaj Budzanowski próbował się dowiedzieć, skąd się biorą wielkie wpływy firmy pr-owej MDI w spółkach Skarbu Państwa. O jej kontrowersyjnej działalności poinformował ABW i CBA.

W czerwcu ubiegłego roku zakończył się wart ok. miliarda złotych przetarg na informatyzację PZU. Była to największa transakcja na rynku ubezpieczeniowym ostatnich lat. Faworytem od początku był polski potentat Asseco – największa informatyczna firma notowana na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych, zatrudniająca ponad 15 tys. pracowników. Powstałe z połączenia krajowych gigantów – Comp Rzeszów, Softbanku, Prokomu i ABG – Asseco niespodziewanie jednak przegrało wielki przetarg, a zwycięzcą została mało znana w Polsce amerykańska firma Guidewire, specjalizująca się w programach ubezpieczeniowych. Wzburzony prezes Asseco Adam Góral poskarżył się w tej sprawie nawet premierowi: „Firma ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa decyduje się budować wartość amerykańskiej firmy kosztem polskiej”. Tuż po wygranej Amerykanów docierają do PZU informacje, że wśród dziennikarzy rozpowszechniane są informacje o rzekomych nieprawidłowościach związanych z przetargiem, o faworyzowaniu Guidewire i odrzuceniu lepszej oferty Asseco.

W tym samym czasie Amerykanie pytają PZU o firmę MDI. To znana agencja PR założona przez byłych dziennikarzy śledczych – Macieja Gorzelińskiego i Rafała Kasprowa, specjalizująca się w wywieraniu wpływu na media. Spółka powstała pod koniec lat 90. Współpracowała między innymi z potentatami na rynku, od paliwowego pośrednika J&S po Orlen i KGHM Polska Miedź. Amerykanie informują, że przedstawiciel tej spółki wysłał do Guidewire szczegółowe pytania dotyczące przetargu. I dołączają e-maila z 4 lipca napisanego przez Janusza Leszczyńskiego, kluczowego konsultanta MDI. W pytaniach sugeruje on nieprawidłowości w procesie przetargowym.

– To pierwsza poszlaka, że za tymi działaniami może stać MDI – mówi dziś Michał Witkowski, rzecznik PZU. Zaraz potem rzecznik dowiedział się od dziennikarzy, że w ich redakcjach krążą niepodpisane kwity o nieprawidłowościach w przetargu. – Jeden ze znajomych zasugerował, że materiał ten otrzymał wprost od przedstawiciela MDI – mówi Witkowski. Z niepodpisanego dokumentu można się dowiedzieć, że PZU wybrał droższą ofertę Guidewire zamiast tańszą Asseco. Zwycięska firma ma być mało wiarygodna, bo nie ma w Europie klientów i zaplecza kadrowego. Ma też na koncie – jak jest napisane w anonimowym dokumencie – kilka nieudanych prób wdrożenia swoich programów. Anonim twierdzi, że dziennikarze o tym nie piszą, bo prezes PZU Andrzej Klesyk wydał na rebranding swojej firmy miliony złotych, czym kupił sobie przychylność mediów. Dla władz PZU wygląda to na PR-ową próbę utrącenia rozstrzygniętego już przetargu. – Pytania dziennikarzy docierające do nas zawierały informacje, które znalazły się w kolportowanych kwitach – przyznaje Witkowski.

PZU próbuje wyjaśnić, czy faktycznie MDI stoi za tą kampanią dyskredytującą. W imieniu ubezpieczyciela list do MDI wysyła jedna z największych kancelarii prawnych Gotkowicz, Kosmus i Kuczyński. Prawnicy pytają, czy to firma Gorzelińskiego i Kasprowa kolportuje wśród dziennikarzy anonimowe materiały na temat nieprawidłowości przetargu. MDI nie odpowiada na list. Dlaczego? Współwłaściciel Maciej Gorzeliński tłumaczy, że były tam pomówienia i plotki, więc nie widział potrzeby sprawy wyjaśniać.

Po trzech tygodniach oczekiwania szefostwo PZU decyduje się zawiadomić ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego o swoich podejrzeniach wobec MDI i ich dziwnym milczeniu. „Spółka i zarząd stały się ofiarą szkodzących jej działań PR-owych, gdzie podważana jest uczciwość przetargu” – pisze w liście do ministra prezes PZU Andrzej Klesyk. Wskazuje jednocześnie, że za tymi działaniami może stać właśnie spółka dziennikarzy, obsługująca wiele spółek z udziałem Skarbu Państwa. Prezes Klesyk informuje ministra, że PZU próbował sprawę wyjaśnić, ale MDI milczy. Prosi więc ministra o interwencję.

Tajny list ministra

Rok temu minister skarbu Mikołaj Budzanowski wysyła list do prezesów spółek z udziałem Skarbu Państwa. Informuje, że prawdopodobnie MDI zostało wynajęte, by prowadzić działania przeciwko PZU. Pyta prezesów największych spółek sektora energetyczno-paliwowego i wydobywczego, czy też współpracują z tą warszawską agencją PR i na czym ta współpraca polega. Pismo ma klauzulę tajności, by nie dowiedzieli się o nim zainteresowani, czyli Gorzeliński i Kasprów.

Nic to nie daje. Bo zamiast odpowiedzi od prezesów minister dostaje list z MDI. Z pisma wynika, że znają jego tajną korespondencję i grożą mu konsekwencjami: „Pańskie pismo jest jawnym działaniem na szkodę naszej firmy i niespotykaną ingerencją urzędnika w działalność firm” – piszą do Budzanowskiego właściciele MDI i przypominają mu, że przekazywanie nieprawdziwych informacji jest „oczywistym przestępstwem”. – Wiedzieliśmy o tym piśmie od osób zbulwersowanych takim sposobem działania ministra – uśmiecha się Gorzeliński. Nie chce powiedzieć, kto o tajnym liście ministra im powiedział. W tym czasie MDI współpracowało z dwiema spółkami, do których dotarł list: Orlenem i KGHM. – Budzanowski poczuł się zaszantażowany – tłumaczy bliski współpracownik ministra. Zrobiło na nim wrażenie, że tak szybko dowiedzieli się o jego liście. Zaraz dotarły do niego informacje, że ktoś zbiera na niego haki i rozpuszcza wśród dziennikarzy fałszywe pogłoski na jego temat. Dlatego o działalności MDI poinformował ABW i CBA. – Skoro jest na rynku firma, która szuka haków, to jest realne zagrożenie interesów państwa – mówił współpracownikom Budzanowski. Poszedł z tym nawet do samego premiera Donalda Tuska. – Premier wykazał zaniepokojenie – powiedział po spotkaniu z nim.

Przegrana walka

Gdy minister Mikołaj Budzanowski próbował wyjaśnić sprawę krążących wokół PZU anonimowych kwitów, sam stał się ich ofiarą. Niepodpisane notatki na jego temat zaczęły krążyć wśród dziennikarzy. Ich cel jest jasny: mają go skompromitować. Jeden z dokumentów dociera nawet do resortu. Jest to trzystronicowa, niepodpisana notatka sporządzona na komputerze (podobna do tych, które krążyły o PZU) pod tytułem: „Analiza dotycząca przejęcia kontroli nad KGHM Polska Miedź SA”. Budzanowski dowiaduje się z niej, że po jego nominacji wpływ na obsadzanie spółek Skarbu Państwa uzyskali zaprzyjaźnieni z nim i mieszkający na tym samym osiedlu Grażyna i Robert Oliwowie. Grażyna – szefowa PGNiG, według anonimu jest chrzestną jego dzieci. Nie jest to prawdą, ale anonimowym informatorom chodzi o udowodnienie bliskich relacji między Oliwami a ministrem skarbu. Dlaczego?

– Wiedzieli, że premier ich nie lubi, więc podkreślali związki Budzanowskiego z rodziną Oliwów. Stworzyli nawet piękną historię przyjaźni, której nie było – mówi jeden z urzędników ministerstwa. – Chodzi o to, żeby mnie osłabić – tłumaczył minister znajomym. – Szukają haków na mnie i próbują udowodnić, że współpracuję z podejrzanymi osobami. Żalił się, że służby nie robią nic, by znaleźć osoby kolportujące te anonimy. Walka Budzanowskiego o ograniczenie wpływów MDI w spółkach Skarbu Państwa trwała aż do wiosny, gdy minister został odwołany.

MDI i Asseco

Do dziś nie udało się z całą pewnością dowieść, że to MDI stało za rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji wokół przetargu w PZU. Ani Gorzeliński, ani Kasprów się do tego nie przyznają. Asseco zaś twierdzi, że nie ma z tym nic wspólnego. Na pewien ślad trafiłem, wysyłając e-mail z pytaniami o tę współpracę do rzecznika prasowego Asseco. Zapytałem w nim Artura Wizę, czy jego firma korzystała z pomocy PR-owców z MDI. Wiza zaprzeczył. Odpisał, że nie było żadnej współpracy z MDI, nie przekazywali im żadnych dokumentów ani nie mają z tą firmą żadnych związków.

Związki jednak są. Mój e-mail rzecznik Wiza szybko przekazał do MDI. Stał się on głównym dowodem w sprawie przeciwko mnie, którą Kasprów i Gorzeliński dwa dni później złożyli w sądzie. I wbrew temu, co twierdzi rzecznik Asseco, MDI współpracowało z informatycznym gigantem. Otrzymało od Asseco ogromne ilości dokumentów związanych z przetargiem i zaczęli je nawet opracowywać. Gorzeliński twierdzi, że choć jego firma pracowała nad tymi dokumentami, to do podpisania umowy ostatecznie nigdy nie doszło.

MDI nerwowo reaguje dziś na wszelkie sugestie dotyczące tej współpracy. Do zarządu PZU niedawno wysłali list, domagając się wydania pisma do ministra skarbu i grożąc, że w wypadku odmowy wezwą policję, by przeprowadziła rewizję. Gorzeliński i Kasprów zapewniają, że ani nie inspirowali dziennikarzy, ani nie rozsyłali żadnych informacji. To skąd się biorą te podejrzenia? – To zemsta ministra Budzanowskiego – twierdzi Rafał Kasprów. Jego zdaniem minister wysłał ostrzegawczy list do spółek Skarbu Państwa, by ukarać MDI za sprawną ochronę prezesa KGHM, którego chciał odwołać. Przetarg w PZU był tylko pretekstem, żeby uderzyć w Gorzelińskiego i Kasprowa. – To my jesteśmy ofiarami w tej sprawie – mówi Gorzeliński i przekonuje, że to jego firma została bezpodstawnie pomówiona przez prezesa PZU. Pomówiona? Więcej na ten temat mógłby powiedzieć tylko Janusz Leszczyński, który w imieniu MDI wysyłał pytania do Guidewire. Czy to może on był autorem anonimowej notatki kolportowanej wśród dziennikarzy? Nie odpowiedział. Zarząd MDI zabronił mu udzielać na ten temat informacji. ■

Okładka tygodnika WPROST: 38/2013
Więcej możesz przeczytać w 38/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0