Jest jeszcze drugie dno, które afera ze Starachowic ukazuje. Chodzi o system, który sprawia, że do podobnych sytuacji może dochodzić. System, w którym ministrowie mianują zależnych od polityków komendantów policji. Patologie rodzi już bowiem sama możliwość ręcznego ingerowania w to, co robi policja, możliwość "wglądu" w prowadzone przez nią śledztwa.
W feerii głosów polityków potępiających "bohaterów" afery jakoś nie słychać jednak propozycji reform. Takich na przykład, aby komendant główny policji był niezależny od jednej czy drugiej partii i żeby wykonywał obowiązki bez konieczności oglądania się na swoich politycznych patronów. Zapowiadany projekt rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości jest krokiem we właściwą stronę. Ale to nie wystarczy.
Violetta Krasnowska