Smutne oczy gołębia

Smutne oczy gołębia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wenecki Złoty Lew dla Roya Anderssona przypomniał o jednym z najciekawszych autorów kina europejskiego. O artyście, który przejmującą sztukę potrafi tworzyć z przeciętności.

Wygląda jak bohaterowie jego filmów. 70-latek z okrągłą twarzą i okrągłym brzuchem, przerzedzone włosy zaczesuje na bok. Śmieje się jowialnie. Odbierając Złotego Lwa za film „Gołąb siadł na gałęzi, rozmyślając o egzystencji”, cieszy się jak dziecko i głaszcze statuetkę. Siadając na konferencji prasowej zwycięzców, wpada w konsternację, bo zapodział gdzieś kieliszek z winem. Dłuższą chwilę mocuje się z mikrofonem, żeby przycisnąć włącznik. A później nie pozwala się wyprowadzić agentce i zadowolony rozdaje autografy swoim fanom. Głównie są to starsi mężczyźni. Roy Andersson długo czekał na sukces i docenienie. W ciągu trwającej prawie 50 lat kariery zrobił zaledwie pięć filmów. Przez ćwierć wieku kręcił wyłącznie reklamy. Ale jest wybitnym reżyserem i gdy już decyduje się stanąć za kamerą, wie, co chce osiągnąć. Na ekranie kreuje świat pełen absurdu i groteski, ale dziwnie znajomy. Tworzy poruszające portrety zwyczajnych ludzi. Zmęczonych życiem mieszkańców Göteborga czy Sztokholmu, którzy nigdy nie zawieszali sobie wysoko poprzeczki. A i tak nie mogą do niej doskoczyć.

Z LOTU PTAKA

Więcej możesz przeczytać w 38/2014 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także