Zabójca w sukience

Zabójca w sukience

Wpadł miliarder Robert Durst, od 30 lat podejrzewany o morderstwa. Zdemaskował go film, o którego nakręcenie sam prosił. Filmowcy nie pierwszy raz wyręczają wymiar sprawiedliwości.

Miliarder z Manhattanu aresztowany” – wybiły tydzień temu nagłówki wszystkich gazet świata. Robert Durst, ekscentryczny magnat rynku nieruchomości, przez dekady wodził policję za nos. Trzy razy padały wokół niego trupy i trzy razy uchodziło mu to na sucho. Zginęła żona, potem przyjaciółka, a spod wody wypłynął rozkawałkowany sąsiad. Policja sprawdza, kto jeszcze zginął z jego rąk. Historia Dursta to materiał nie tyko na film, ale cały serial.

Obie produkcje zresztą powstały. Właśnie na planie serialu „Fatum: życie i śmierci Roberta Dursta” miliarder nieopatrznie przyznał się do winy. – Cholera, co ja właściwie zrobiłem? Oczywiście wszystkich ich zabiłem – wymamrotał w pustej łazience w przerwie wywiadu do filmu. Problem w tym, że bezprzewodowy mikrofon cały czas nagrywał. Policja aresztowała go, kiedy przygotowywał się do ucieczki na Kubę. Miał fałszywe nazwisko i podrobione dokumenty. Znaleziono także rewolwer, kupę gotówki i marihuanę. Fragmenty filmu będą dowodem w śledztwie.

TRZY ZBRODNIE MAGNATA

Kim jest Robert Durst? Jego rodzina to potomkowie żydowskiego szewca z Gorlic. Dziś zarządzają najlepszymi wieżowcami w centralnym Manhattanie. Należy do nich m.in. wieża zbudowana w miejscu po World Trade Center. Nazwisko Durst jest w Nowym Jorku mocną biznesową marką, a o bajecznie drogie mieszkania w budynkach Durstów biją się gwiazdy Hollywoodu i rekiny finansjery. Jednak w rodzinie nie układa się dobrze. Robert Durst jest skonfliktowany z bliskimi. Ma do nich żal, że uniemożliwili mu pokierowanie rodzinnym biznesem. Z kolei oni uważają go za konfabulanta. Boją się jego nieprzewidywalności. – Aresztowanie Roberta to dla nas ulga – mówił jego brat Douglas. – To pozbawiony emocji psychopata.

Fakty są takie: w 1982 r. zniknęła żona Dursta, Kathleen McCormack. Ich związek był burzliwy, dochodziło do przemocy fizycznej. Gdy zniknęła, Durst mieszkał już osobno i spotykał się z młodszą siostrą aktorki Mii Farrow, Prudence (tą, o której Beatlesi napisali piosenkę). Choć policja rozważała wtedy udział Dursta w zabójstwie, ostatecznie przesłuchała go tylko jako świadka. Do sprawy wrócono po 20 latach, gdy w 2000 r. znaleziono z dziurą w czole Susan Berman, autorkę kryminałów i przyjaciółkę Dursta. „Miała ważne informacje o zniknięciu jego żony i chciała ujawnić je policji” – zanotowali śledczy. Coś było na rzeczy, szczególnie że przesłuchiwany w tej sprawie miliarder zachowywał się dziwnie. Nie chciał odpowiadać na pytania, kluczył, a w pewnym momencie zapadł się pod ziemię. – Wyjechał do Teksasu i zaczął się ukrywać, udając kobietę – twierdzi prokurator. Z delikatną skórą i chuderlawą sylwetką ta sztuka udawała mu się doskonale. Aż do czasu, gdy w 2001 r. wyłowiono z rzeki poćwiartowane zwłoki starszego człowieka. Najbliższym sąsiadem denata był właśnie Robert Durst.

ZRÓB O MNIE FILM

Magnat został aresztowany, ale wyszedł po wpłacie 300 tys. dolarów kaucji. Na kolejne przesłuchanie się nie stawił. Znowu zaczął się ukrywać, udając kobietę: zgolił brwi i założył perukę. Mimo to wpadł. Choć miał w kieszeni pół tysiąca dolarów, próbował ukraść kanapkę w sklepie. Wezwana na miejsce policja znalazła w jego samochodzie broń i dziesiątki tysięcy zielonych w gotówce. W procesie o zabójstwo sąsiada Durst przyznał się do użycia noża, dwóch pił i siekiery do poćwiartowania go. Dlaczego zabił? – Sąsiad groził mi moją własną bronią, a gdy zaczęliśmy się mocować, przez przypadek wypaliłem mu w twarz – tłumaczył w sądzie. Sąd uwierzył. Uniewinnienie. Dostał tylko pięć lat za niestawianie się na przesłuchaniach i majstrowanie przy dowodach.

Jego historia zafascynowała innego potomka nowojorskich magnatów Andrew Jareckiego. W 2010 r. Jarecki przeniósł na ekran fabularyzowaną historię Dursta w filmie „Wszystko, co dobre”. Choć obraz otrzymał średnie recenzje – krytycy nazwali go „irytująco dwuznacznym” – to samemu Durstowi bardzo się spodobał. Do tego stopnia, że poprosił reżysera o kontynuowanie tematu. Obiecał opowiedzieć o wielu wątkach pobocznych. – Ten serial będzie obrazem chorej fantazji Roberta – przestrzegała rodzina Durstów. W mediach pojawiły się spekulacje, że bliscy wiedzą o jego winie, ale postanowili milczeć. Przypominano też, że nikt z Durstów nie udzielił wsparcia krewnym zamordowanej żony Roberta. Ale gdy wielu nabrało wody w usta, o swojej winie zaświadczył sam Durst. W 2012 r. na planie filmu Jarecki pokazał mu jego własny list do Susan Berman oraz anonimowy list na policję wskazujący miejsce ukrycia jej ciała. Styl pisma i błędy ortograficzne w obu dokumentach były identyczne. Gdy Durst zdał sobie z tego sprawę, przerwał wywiad i wyszedł do toalety – z włączonym mikrofonem. Mało brakowało, a nagranie z przełomowymi słowami „wszystkich ich zabiłem” znalazłoby się na śmietniku. – Przez wiele miesięcy nie wiedziałem, że w ogóle coś takiego się nagrało tam na końcu – mówił Jarecki. – Znaleźli je dopiero moi asystenci, gdy po raz ostatni przesłuchiwali materiał.

SĄD NA EKRANIE

Serial o Durstcie nie jest jedynym dziełem, które wywarło wpływ na amerykański wymiar sprawiedliwości. Niedawno głośny stał się podcast „Serial” opowiadający o morderstwie w środowisku azjatyckich imigrantów. Reportaż królował w sklepie iTunes i w końcu załatwił głównemu bohaterowi wznowienie procesu apelacyjnego. „Kryminalne dokumenty pełnią funkcję drugiej apelacji” – zauważa Emily Nussbaum na łamach „New Yorkera”.

Tak było już z powstałą w 1988 r. „Cienką, niebieską linią” Errola Morrisa, opowiadającą o czarnoskórym autostopowiczu Randallu Dale’u Adamsie skazanym na karę śmierci za morderstwo białego policjanta w Teksasie. Ten film wprowadził format wykorzystywany później w kolejnych produkcjach – od „997” po „Przeklętego”: wyczerpujące wywiady ze świadkami, podejrzanymi, policjantami i prawnikami przetykane inscenizowanymi rekonstrukcjami wydarzeń. Według Morrisa to nie Adams popełnił zbrodnię, tylko biały David Ray Harris, który go podwiózł, a następnie oskarżył o morderstwo. Dowody niewinności zgromadzone w filmie były na tyle przekonujące, że rok po jego premierze Adams wyszedł na wolność. „Cienka, niebieska linia” jest do tej pory uważana za jeden z najwybitniejszych filmów dokumentalnych w historii.

Niektórzy filmowcy poświęcają dużą część swojej kariery na udowodnienie niewinności bohaterów. Niedawno zmarły Bruce Sinofsky wraz z Joe Berlingerem aż 17 lat kręcili trylogię „Raj utracony” opowiadającą o „trójce z West Memphis” – trzech nastolatkach skazanych w 1994 r. za satanistyczny mord na dzieciach. W 2011 r. bohaterowie dokumentów wyszli na wolność. Nieco krócej, bo 11 lat kręcił Jean-Xavier de Lestrade dwa sezony serialu „Schody”, opowiadającego o pisarzu Michaelu Petersonie skazanym za morderstwo swojej żony. Obecnie pisarz przebywa w areszcie domowym zamiast więzieniu, trwa ponowny proces.

Nie wszystkie interwencyjne dokumenty kryminalne wyciągają ludzi z więzienia. Bob Durst może skończyć jak Oliver O’Grady, irlandzki ksiądz, bohater filmu „I zbaw nas ode złego”. W tym dokumencie przyznaje się on do molestowania przynajmniej 25 dzieci w Kalifornii. Skazany został tylko za dwa takie przestępstwa. „Popularność”, jaką przyniósł mu film, spowodowała, że odnaleziono go w Holandii. W 2012 r. O’Grady został skazany na trzy lata za dziecięcą pornografię. Istnieje możliwość, że odpowie za pozostałe gwałty, do których się przyznał. Stany Zjednoczone nie są jedynym państwem, gdzie film i telewizja miały znaczny wpływ na prawo. Warto pamiętać, że „Krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego był jednym z argumentów zwolenników wprowadzenia memorandum na karę śmierci, a „Dług” Krzysztofa Krauzego miał wymierny wpływ na udzielenie prawa łaski przez prezydenta bohaterom filmu.

To ironia losu, że Durst wpadł przez film, o którego nakręcenie sam prosił. Policja twierdzi co prawda, że ważniejszym dowodem w śledztwie jest styl pisma listu Dursta i anonimu z lokalizacją ciała. Jednak to dzięki filmowi śledztwo ruszyło z kopyta: policja sprawdza obecnie, czy miliardera można powiązać z innymi niewyjaśnionymi morderstwami. Historia siwego chuderlaka o mętnych oczach sprzedaje się sama. Pozostaje pytanie, czy zwlekanie z informowaniem policji o dowodach do dnia premiery serialu jest etyczne? – To zwykły zbieg okoliczności – twierdzi Jarecki. Ale mało kto mu wierzy. Marketingowcy HBO tylko zacierają ręce. �

Współpraca Jakub Mejer

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 13/2015
Więcej możesz przeczytać w 13/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • WŁODZIMIERZ   IP
    Dobry artykuł.