Dyktatura przedszkoli

Dyktatura przedszkoli

Państwowe przedszkola wymagają od rodziców, by swoje plany urlopowe dostosowywali do godzin funkcjonowania placówki. Minister edukacji chce to zmienić.

Dla większości osób mających dzieci w państwowym przedszkolu wakacje to nie początek wypoczynku. To raczej test na zdolności organizacyjne, by zapewnić dzieciom opiekę w okresie, gdy przedszkole jest zamknięte.

Wakacje trwają dwa miesiące, rodzice dysponują standardowo 26 dniami urlopu. Ma on im wystarczyć na zapewnienie opieki maluchowi nie tylko w wakacje, ale też w czasie chociażby przerw świątecznych. Pozostawienie dziecka samego w domu odpada. Babcia? Często sama pracuje, mieszka daleko lub nie ma siły lub ochoty na zajmowanie się wnukiem przez kilka tygodni. A nawet jeśli się zgodzi, rodziców czeka niezła gimnastyka logistyczna. – Dziadkowie mieszkają sto kilometrów od Warszawy. Zaopiekują się dzieckiem, ale nie wyobrażam sobie, żeby to mogło trwać cały miesiąc ciurkiem. Planujemy zrobić tak: zawozimy dziecko w niedzielę, którą spędzamy razem. W poniedziałek wracamy do pracy. We środę po pracy jedno z nas jedzie do dziecka. We czwartek wraca do Warszawy. W piątek znów jedziemy do dziecka. Następny tydzień dziadkowie spędzają u nas – opowiada Monika Adamska, która razem z mężem wychowuje w stolicy trzyletniego Piotrusia.

Rozwiązaniem w tej sytuacji jest skorzystanie z letniego dyżuru w przedszkolu. Ale tu znów pojawiają się problemy, bo to czasami oznacza, że trzeba dziecko przenosić kilka razy w ciągu wakacji z miejsca na miejsce.

DYŻUROWA ZGROZA

Pół biedy, gdy te dyżury trwają miesiąc. Tak jest na przykład w Lublinie, gdzie rodzice już we wrześniu dowiadują się, czy przedszkole będzie miało urlop w lipcu czy w sierpniu. Wtedy mogą spokojnie wszystko zaplanować. – W przypadku gdy plany urlopowe rodziców nie pokrywają się z przerwą w pracy przedszkola, dyrektor jest zobowiązany do zapewnienia miejsca dla podopiecznego w najbliższym przedszkolu, które w tym czasie pracuje – wyjaśnia Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Lublin. Podobnie jest to zorganizowane m.in. w Poznaniu, Rzeszowie czy Krakowie.

Niestety w wielu miejscach termin przerwy wakacyjnej w przedszkolu podawany jest w ostatniej chwili. Na tyle późno, że nie da się już zaklepać w pracy urlopu. – O potrzebie urlopu w lipcu dowiedziałam się dopiero na początku czerwca. Szef nie chciał nawet słyszeć o tym, że chcę zmienić termin. Musi do nas przyjechać babcia – mówi Katarzyna Świderska ze Szczecina. Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy wakacyjna zmiana przedszkola musi następować częściej. Na przykład w Warszawie dyżurujące przedszkole zmienia się co dwa tygodnie. W dodatku wcale nie musi to oznaczać, że przez 14 dni dziecko będzie przebywało w tej placówce, do której przyzwyczaiło się przez cały rok. Dla wielu maluchów i ich rodziców to spory problem. – Dzieci są różne. Jedne są ciekawe, jak to będzie w innym przedszkolu, inne nie lubią zmian. Mnie trafił się ten drugi typ. Mojemu synowi ciężko jest nawet zaakceptować zmianę miejsca przy stoliku, a co dopiero przedszkola. Chciałabym, aby dyżur był prowadzony tu, gdzie syn chodzi na co dzień. Ale panie mają urlop. Muszę więc sama zaopiekować się dzieckiem. Szczęśliwie jestem teraz w ciąży, więc na okres wakacji pójdę na zwolnienie – mówi Marta z Warszawy. Nazwiska zdradzać nie chce w obawie przed kontrolą ZUS.

Skąd tak częste zmiany dyżurów w Warszawie? – Są podyktowane harmonogramem remontów i prawem do urlopu pracowników – usłyszeliśmy w biurze prasowym warszawskiego ratusza. Samorządy tłumaczą też, że muszą zamykać w okresie letnim przedszkola, bo nauczycielom należy się urlop. – Zgodnie z Kartą nauczyciela przysługuje prawo do urlopu wypoczynkowego w wymiarze 35 dni roboczych w czasie ustalonym w planie urlopów, a w ramach tego wymiaru urlopu – do nieprzerwanego co najmniej czterotygodniowego urlopu wypoczynkowego – wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa.

Ale czy nauczyciele nie mogą wypoczywać na przemian, bez zamykania placówek? – Czasem nie ma sensu utrzymywania całej placówki dla na przykład pięciorga dzieci. Ale jeśli w przedszkolu na wakacje zostaje duża grupa dzieci i trzeba je nagle przenieść do innego, to powinna być tam też z nimi ich dotychczasowa nauczycielka. Zapewnienie dzieciom poczucia bezpieczeństwa powinno być najważniejsze – zwraca uwagę w rozmowie z „Wprost” minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Tyle że takiego rozwiązania z reguły nie bierze się pod uwagę.

GODZINY PRACY DO ZMIANY

Ale letnie dyżury w przedszkolach to tylko jeden z problemów, któremu muszą stawić czoło rodzice. Bo w czasie roku szkolnego, choć opiekę dla dzieci mają, to muszą poradzić sobie z tym, że ich przedszkole czynne jest w zupełnie innych godzinach, niż pracują. Większość placówek otwieranych jest o godz. 6.30-7 i zamykanych między 16.30 a 17. Tak jakby wszyscy dzisiejsi rodzice pracowali na etatach w administracji państwowej. – Szczerze mówiąc, nie myślałam, że te sztywne ramy funkcjonowania przedszkoli rodem z poprzedniej epoki jeszcze obowiązują. Byłam przekonana, że są one bardziej dostosowane do współczesnych godzin pracy – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa MEN. Przy okazji podkreśla, że rodzice mają stuprocentowe prawo, by wymagać od przedszkola większej elastyczności działania. – Nie mówię, by oddawać dziecko do placówki na cały dzień, bo to nie jest dla takiego malucha najlepsze. Ale jeśli rodzice pracują np. od 9 i kończą pracę o 17, to też powinni mieć prawo skorzystać z przedszkolnej opieki nad dzieckiem. Placówka na początku roku powinna zapytać rodziców, jakie godziny funkcjonowania odpowiadają im najbardziej – podkreśla.

Niestety w praktyce wygląda to inaczej. – Zapisałam syna do maksymalnej możliwej godziny, czyli do 16.30. Usłyszałam, że zainteresowanie „tak długim” pobytem w przedszkolu jest niewielkie, dlatego zdecydowano, że placówka będzie zamykana wcześniej. Musiałam podpisać oświadczenie, że odbiorę moje dziecko do godziny 16 – opowiada Agnieszka Kowalska, mieszkanka małego miasta na terenie Wielkopolski. Tymczasem w Europie sztywne godziny pracy przedszkoli to rzadkość. – W Wielkiej Brytanii działają od 6.30 do 23.30. Oczywiście nie zostawia się w nich dziecka na cały dzień, ale takie rozwiązania pozwalają na zapewnienie opieki dla pociech tych, którzy pracują na drugą zmianę – mówi demograf, prof. Krystyna Iglicka-Okólska. Ekspertka zwraca też uwagę, że niemożność zapewnienia opieki dla dzieci to jedna z największych barier zniechęcających ludzi do prokreacji. Joanna Kluzik-Rostkowska w rozmowie z „Wprost” podkreśla, że będzie pod koniec sierpnia apelować do dyrekcji przedszkoli, by częściej i chętniej wprowadzali elastyczne godziny pracy placówek.

Na razie dłuższe godziny pracy przedszkoli zależą wyłącznie od dobrej woli zatrudnionego w nich personelu. Co mają zrobić ci rodzice, których dzieci chodzą do placówek mocno przywiązanych do peerelowskiej tradycji? Doświadczyła tego Agnieszka Kowalska. – W urzędzie gminy usłyszałam, żeby spróbować dać dziecko do prywatnego przedszkola. Na swój koszt oczywiście. Pani urzędniczka powiedziała nam, że skoro oboje z mężem prowadzimy własną działalność gospodarczą, to powinno nas być na to stać. Ręce mi opadły.

Okładka tygodnika WPROST: 28/2015
Więcej możesz przeczytać w 28/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0