Ptak w natarciu

Ptak w natarciu

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Antoni Ptak chce zrobić z podłódzkiego Rzgowa drugi Mediolan. Biznesmen udowodnił, że determinacji mu nie brakuje.

Pomysł na biznes wziął się ponoć przez błoto. Kiedy Antoni Ptak na początku lat 90. przejeżdżał przez podłódzki Rzgów, miał zobaczyć stojących w błocie handlarzy ubraniami. Zaintrygowany stojącymi na obrzeżu tuszyńskiego lasu straganami zatrzymał się, chcąc zorientować się, co tu się dzieje. Idąc do najbliższego straganu, wpadł po kolana w błoto. Zdenerwowany podszedł do najbliższego handlującego i kupił pierwsze z brzegu dżinsy. Kiedy się przebrał, ze zdziwieniem stwierdził, że nie odbiegają one ani jakością, ani wyglądem od jego markowych spodni. I wtedy zrodziła się myśl: „Wyciągając ich z tego błota, dać lepsze warunki do handlowania”. Tak przynajmniej mówi firmowa legenda.

Blaszane hale i budki pod Rzgowem w ciągu 25 lat przeistoczyły się w Ptak Fashion City, czyli handlowe miasto z przeszklonymi pasażami, kawiarniami, restauracjami, parkingami. Przez to największe w Europie centrum handlu hurtowego i detalicznego przewija się rocznie ponad 6 mln klientów, z których większość stanowią hurtownicy z całej Europy. Dziś Ptak, który jest miliarderem, deklaruje, że z Rzgowa zrobi drugi Mediolan. Bo według niego Łódź ma takie same warunki jak włoska stolica mody w latach 80. I choć niektórzy traktują jego pomysły z dystansem, faktem jest, że jego centrum handlowe uratowało łódzki przemysł włókienniczy, który dziś przeżywa drugą młodość. – Z Ptak Fashion City związanych jest ponad 70 tys. ludzi. Stworzyliśmy warunki, w których mogły się narodzić nowe polskie marki. Cały czas się rozwijamy, więc w przyszłości z Ptak Fashion City będzie związanych coraz więcej ludzi – mówi Tomasz Szypuła, członek rady nadzorczej Ptak SA.

Ptak wie, o co walczy, bo według różnych badań polski rynek mody jest wart 7 mld euro i w ciągu kolejnych lat ma urosnąć o kolejne 2 mld.

JAK TARGOWISKA URATOWAŁY ŁÓDŹ

Początek lat 90. był prawdziwym nokautem dla przemysłu włókienniczego Łodzi. Rynek wschodni niemalże z dnia na dzień przestał istnieć, a zawarte w jego ramach kontrakty, które wyznaczały poziomy ówczesnej produkcji, przestały obowiązywać. Znaczna część zakładów produkcyjnych w Polsce, ich produkty i usługi nie były w stanie sprostać konkurencji i wymogom otwartego rynku.

Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego, wspomina, że wtedy to była katastrofa. – Uderzyło to w setki tysięcy ludzi, którym ten przemysł dawał utrzymanie. Zaczęła się ucieczka mieszkańców do Warszawy, potem za granicę. Region wyludniał się, waliła się infrastruktura, bo miast i mniejszych miejscowości nie było stać na inwestowanie – mówi. W okolicach Łodzi armię przydrożnych handlowców zasilali pracownicy upadających państwowych zakładów odzieżowych. Szwaczki, które nie postawiły na handel, pracowały w małych prywatnych firmach i warsztatach. Szyły bluzki, sukienki, płaszcze, a nawet garnitury. Ratunkiem było szycie podróbek i przydrożny handel. Według prof. Stefana Krajewskiego z uniwersytetu w Łodzi totalnej klęski udało się uniknąć dzięki targowiskom, które powstały pod Łodzią, w Rzgowie, Tuszynie czy Głuchowie. – W latach 90. ub. wieku prowadzone były trzy badania dotyczące tych targowisk. We wszystkich wychodziło podobnie – ok. 100 tys. osób znalazło pracę, nie tylko bezpośrednio na targowiskach, ale również np. przy produkcji dla nich, czy ich obsłudze. To nas uratowało i ta transformacja przebiegła łagodniej – mówi.

Antoni Ptak kupił ziemię od rolników przy trasie Łódź–Piotrków i zaczął budować tam centrum handlowe. Zaczęło się od blaszaków, ale inwestycja szybko rosła. – Pamiętam, że gdy stawiano hale, wszyscy zastanawiali się, co tam będzie – mówi Kazimierz Ćwikła, który 25 lat temu pomagał rozkręcać biznes, a dziś jest wiceprezesem firmy. Ptak postawił na ucieczkę do przodu. Kolejne hale miały profesjonalne oświetlenie, infrastrukturę. Pojawiły się wymagania co do odpowiednich wystaw. – Chcieliśmy stworzyć miejsce zbytu grupujące jak najwięcej producentów, mające większe szanse na przebicie się. Sami by nie przetrwali – mówił w jednym z wywiadów Antoni Ptak. Tysiące jednoosobowych czy rodzinnych firm miały jedno miejsce, gdzie mogły handlować. Ptakowi sprzyjała koniunktura. Do jego centrum zjeżdżały busy z rejestracjami krajów dawnego bloku wschodniego. To napędzało handel. Wielu z małych producentów wyspecjalizowało się w gustach Rosjan, szyjąc błyszczące i kolorowe sukienki czy bluzki. Zresztą lokalizacja miejsca też odegrała swoją rolę – przez te okolice przebiegały historyczne szlaki ze Wschodu na Zachód, z Północy na Południe.

Ucieczka do przodu

– Dziś to już jest zupełnie inny poziom – mówi Tomasz Szypuła. – To nie tylko wynajem powierzchni. Bierzemy na siebie reklamę, poprzez udział tych firm pod „patronatem” Ptaka w krajowych i międzynarodowych targach mody, sprzedaż internetową. Dziś nie wystarczy być. Trzeba się pokazywać jak najszerzej, wykorzystując wystawy, targi czy różne platformy. Obecnie bez tak szerokiej działalności handel nie ma szans na przetrwanie, nie mówiąc już o widokach na rozwój – tłumaczy. O tym, że Ptak na serio myśli o stworzeniu pod Łodzią europejskiego centrum mody, świadczy to, że rzeczywiście wziął na siebie rolę prywatnej izby handlowej. W oddzielnej hali zebrał producentów, którzy działają pod brandem Ptak Moda. To wyselekcjonowana grupa. – Zabieramy ich na wszelkie targi, promujemy ich marki. Wiemy też, że jak będą mieli większe zamówienie, to mu sprostają, jednocześnie trzymając poziom – mówi Szypuła. Wśród nich są takie marki, jak Adika, Bellezza, Bellucci, Claudia, Desperado, Kabaz. Wystawiały się one na targach w Las Vegas czy Paryżu.

Kolejny pomysł to Międzynarodowe Targi Mody. Pierwsze Międzynarodowe Targi Mody pod Łodzią odbyły się rok temu. Organizatorzy twierdzą, że udało im się ściągnąć pod Łódź ponad 3,5 tys. wystawców oraz ok. 100 tys. odwiedzających z kraju i zagranicy. Ci ostatni to głównie obywatele: Rosji, Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji, Niemiec oraz krajów bałtyckich, związani z Centrum od lat. Antoni Ptak na targi zaprosił też znanych polskich projektantów. Swój pokaz mieli Maciej Zień oraz duet Paprocki & Brzozowski. Pokazom polskich producentów patronowały takie gwiazdy światowej mody, jak Anna Fendi i Patrizia Gucci.

– Targi odbywały się w nowej Hali Expo i innych obiektach Miasta Mody. Podobnie będzie w tym roku. Będzie też miejsce dla polskich firm, które nie są naszymi najemcami, a także dla młodych projektantów z łódzkich uczelni, którym udostępniamy miejsce bezpłatnie. No i oczywiście tegoroczną gwiazdą targów będzie Paris Hilton – mówi Szypuła. Pod koniec 2014 r. Antoni Ptak poczynił kolejną inwestycję. Kupił część centrum handlowego Maximus w podwarszawskim Nadarzynie. Zarejestrował także firmę Warsaw Expo i zamierza stworzyć największy ośrodek targowo-wystawienniczy w tej części Europy.

Polski Mediolan

Dla Ptaka polski przemysł odzieżowy przypomina ten włoski w latach 70.-80. Mamy mnóstwo stosunkowo małych i prężnych producentów, którzy w przyszłości mogą się stać wielkimi gwiazdami. Zresztą już teraz tak się dzieje. – Jedna z pań, która ma dziś kilkadziesiąt butików w całej Polsce, zaczynała u nas. Zajmowała się sprzedażą, a potem stworzyła własną markę – wspomina Kazimierz Ćwikła. Tomasz Szypuła z kolei mówi, że centrum odwiedził oprócz Patrizii Gucci i Anny Fendi także Kenzo Takada. – Pani Gucci mówiła, że to Włochy sprzed lat. Trzeba tych wszystkich producentów zintegrować.

Kolejnym etapem ma być platforma internetowa. Już działa specjalna strona dla hurtowników, lecz w Ptaku myślą o stworzeniu otwartego portalu, w którym każdy będzie mógł kupić – w dowolnej ilości – polską odzież. Coś na kształt chińskiej Alibaby, tyle że z naszymi polskimi ciuchami. – Pracujemy nad tym, ale nic na razie nie zdradzę – mówi Szypuła. Jeśli ten pomysł wypali, Ptak jeszcze bardziej skorzysta na rosnącej koniunkturze. Szacuje się, że polski rynek odzieży i obuwia urośnie wkrótce do 9 mld euro. Sklepy odzieżowe w sieci przyciągają 7 mln Polaków miesięcznie, chociaż jeszcze kilka lat temu było ich 10 razy mniej. Średnio Polacy wydają 250 zł podczas jednej transakcji. Wiadomo, że część z nich zacznie kupować w internecie, gdzie kluczem jest cena. ■

Więcej możesz przeczytać w 35/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 4

Czytaj także