The Offspring na Czad Festiwal - relacja

The Offspring na Czad Festiwal - relacja

Dodano:   /  Zmieniono: 1
The Offspring na Czad Festiwal - relacja (fot. mat. prasowe)
Ostatniego dnia Czad Festiwalu fanom ostrego grania zaprezentowali się tacy artyści jak Cała Góra Barwinków, Selfish Murphy, Vavamuffin, Skindred, Happysad, The Offspring oraz Organek. Impreza odbywała się w dniach 27-30 sierpnia w Straszęcinie koło Dębicy.
Ostatni dzień Czad Festiwalu zaczął się bardzo spokojnie - pod Second Stage zebrał się niewielki tłumek, aby posłuchać polskiego zespołu Cała Góra Barwinków. Próbowali oni rozbujać tłum swoją nieco funkową muzyką, jednak większość słuchaczy o tej porze (i przy zabójczej temperaturze) postanowiła jeszcze odpocząć leżąc na trawie bądź popijając piwo w cieniu drzew.

Z większym entuzjazmem spotkał się zespół Selfish Murphy. Grupa, która została założona w Transylwanii, o dziwo nie ma w swoim repertuarze żadnych mrocznych rytmów. Do swojego rocka wplatają głównie inspiracje celtyckie, co w efekcie daje bardzo skoczną, a jednocześnie agresywną muzykę. Ta mieszanka przyciągnęła wielu widzów pod Main Stage, gdzie rozpoczęła się dzika zabawa. Większości nie przeszkadzały nawet unoszące się tumany kurzu. Dało się zresztą zauważyć, że po kilku dniach festiwalu uczestnicy odkryli już na to sposób - zasłaniające twarz maski bądź chusty.

Reprezentujący polskie reggae zespół Vavamuffin dał wszystkim szansę na chwilę odpoczynku. Kołysząca muzyka idealnie pasowała do leżenia na trawie, chociaż część osób zdecydowała się na obecność pod sceną. Pod Main Stage powoli zaczęli się zbierać fani głównej gwiazdy, czyli The Offspring, aby zająć dogodne miejsca do słuchania ich muzyki.

Następny zaprezentował się zespół Skindred, który zapowiedziano jako jeden z najlepszych zespołów koncertowych Wielkiej Brytanii. Dziwaczne stroje, niesamowita sceniczna ekspresja i moc dały mieszankę wybuchową, która zapewniła zespołowi bardzo ciepłe przyjęcie. Stylistycznie przypominający nieco połączenia rapu i metalu z kategorii Limp Bizkit Brytyjczycy na pewno zapadli w pamięć większości uczestników.

Po koncercie Skindred na Main Stage większość uczestników festiwalu postanowiła zostać pod sceną, aby nie stracić dobrego miejsca na koncert The Offspring, na który zaczęły przybywać tłumy. To na pewno zaszkodziło grupie Happysad, która w tym czasie dała koncert na Second Stage. Z oddali słyszałam jednak, że w występ, mimo słabej frekwencji, muzycy włożyli maksimum energii.

O 21.30 wreszcie nadszedł moment, na który czekali fani głównej gwiazdy ostatniego dnia Czad Festiwal, czyli The Offspring. Panowie z zespołu wyszli na scenę przywitani gremialnym wrzaskiem. Zaczęli od hitu z jednego z ostatnich krążków, czyli "You're Gonna Go Far Kid", ale w prawdziwą ekstazę publikę wprowadziły kolejne "All I Want" oraz jeden z najważniejszych utworów The Offspring, czyli pochodzące ze "Smash" "Come Out and Play".

Utworów ze "Smasha", który niedawno świętował swoją 20 rocznicę, zresztą nie zabrakło. Na setliście znalazło się "Genocide", "Bad Habit" oraz "Self Esteem". Poza tym lista była wypełniona największymi przebojami zespołu, takimi jak znane z "Americany" "Pretty Fly (For a White Guy)", "Have You Ever", "Staring at the Sun", "Why Don't You Get a Job?", czy "The Kids Aren't Alright". Zespół zaprezentował mieszankę utworów z prawie wszystkich albumów, chociaż można było narzekać na brak kawałków z "Ignition" (lepszym sentymentalnym momentem na pewno byłoby "Dirty Magic" niż słabe "Kristy, Are You Doing Ok?"), czy też debiutu (ale tego chyba nikt się nie spodziewał). Słuchaczy pożegnał puszczony z głośników utwór z filmu "Żywot Briana", czyli "Always Look on The Bright Sight of Life".

Takiego muzycznego pocieszenia potrzebowali na pewno fani, którzy z rozgoryczeniem przyjęli długość koncertu. Zespół grał zaledwie godzinę, co jest nie tylko ogólnie krótkim koncertem jak na set festiwalowy, ale też krótkim jak na zespół The Offspring, który zaprezentował więcej chociażby dwa lata temu na koncercie na Stadionie Narodowym. Kolejnym minusem były tymczasowe problemy nagłośnieniowe, które sprawiały, że przez część utworów nie było słychać głosu wokalisty, Dextera Hollanda. Trudno stwierdzić na ile zawalił tu sam Holland, a na ile techniczni, ale na pewno utrudniało to odbiór. Problemy nie trwały na szczęście długo, a koncert był wypchany energią. Widać było, że zespół wykorzystał wszystkie swoje możliwości, żeby dać jak najlepszy show i zmieścić w krótkim czasie jak najwięcej utworów. Podejrzewam, że z tego powodu interakcja z publicznością ograniczyła się w ich przypadku do krótkich komentarzy (głównie ze strony gitarzysty Noodlesa), o tym, że polscy fani oraz ich wódka są wspaniali.

Na koniec festiwalu zagrał Organek - polski wokalista i gitarzysta, który znany jest ze swoich energicznych występów. Nie zawiódł również tym razem, prezentując wysoką formę i zbierając pod sceną spory tłum mimo późnej godziny oraz grania tuż po headlinerze (kiedy większość osób opuszcza teren festiwalu).

Podsumowując - mimo kilku niedociągnięć Czad Festiwal dąży dobrą drogą do tego, żeby stać się kolejnym znaczącym festiwalem obok takich rockowych imprez jak Cieszanów Festiwal bądź Woodstock. Pozostaje trzymać kciuki, że organizatorom z Arena Park nie zabraknie zapału do zapraszania coraz większych gwiazd na kolejne edycje.
Galeria:
Czad Festiwal 2015
-
 1

Czytaj także