Meble przyszłości

Meble przyszłości

Polska jest liderem w produkcji mebli w Europie. Powoli jednak zaczyna też być postrzegana jako miejsce, skąd pochodzą designerskie hity.

Sklep nazywa się No Wódka i od maja 2014 r. działa w kultowej dzielnicy Berlina Prenzlauer Berg. Jasne wnętrze, ekspozycje ustawione na pomalowanych rusztowaniach, a na wystawie stoi lampka i dwa charakterystyczne filcowane krzesła. Ten butik to pomysł Polki Aleksandry Kozłowskiej. Sprzedaje tu wyłącznie polski design. Są więc fotele Oskara Zięty, krzesła Diago grupy projektowej Tabanda, kamienne poduszki i pufy z filcowanej wełny z firmy Mirosława Popławskiego Fivetimesone czy biodegradowalna urna, z której po umieszczeniu jej w ziemi wyrośnie drzewo – polski projekt marki Diseno. Sklep, choć mieści się w drogiej dzielnicy Berlina, już po kilku miesiącach stał się rentowny. Okazuje się, że na polskim designie można zarobić. Niestety, trzeba jechać do stolicy Niemiec.

W Polsce działa ok. 4 tys. młodych projektantów, a nasz rynek designu wart jest niespełna 1 mld dolarów – wynika z raportu „Young European Designers”, przygotowanego przez MyBaze.com. W porównaniu do Zachodu to mało. W Wielkiej Brytanii pracuje niemal 100 tys. projektantów mody, designu i wnętrz, a największy w Europie brytyjski rynek designu wart jest 7,67 mld dolarów. Ale jak zauważa Piotr Voelkel, twórca marki VOX, znawca sztuki i promotor polskiego designu, Polacy są zaradni, więc odnoszą sukcesy na tym polu. Mimo że za granicą. Widać to było podczas kwietniowego Milan Design Week, gdzie Instytut Adama Mickiewicza i Culture.pl zaprezentowały „Do It Your Way. Polish Design in Pieces”. Wystawę odwiedziły tłumy. Organizatorzy pozwolili zwiedzającym bawić się polskimi projektami. – Cały czas pracujemy nad wizerunkiem polskiego designu za granicą, pokazujemy myśl projektową. W tym roku robimy to jednak inaczej niż zwykle. Chcieliśmy zaprosić odbiorcę do interakcji, do zabawy. Oddać design w jego ręce – mówi Barbara Krzeska, menedżer Projektu Design Instytutu Adama Mickiewicza, organizatora wystawy. Ale polski design już wszedł na europejskie salony. Plopp to „polski ludowy obiekt pompowany powietrzem”, projekt taboretu Oskara Zięty, który magazyn „Wired” nazwał meblem przyszłości. Znany jest na całym świecie i zdobył wiele prestiżowych nagród. Cena: 300 euro. Zresztą obecnie mamy w Polsce – ale też w Europie – powrót do korzeni modernizmu. Po ponad pół wieku na salony wróciła ikona polskiego designu – fotel RM 58 projektu Romana Modzelewskiego stworzony w roku 1958. Odtworzyła go firma Vzór, która zrobiła go w technologii rotoformowania z polietylenu. Bryły są lakierowane w żywych kolorach, dostępne są też wersje matowe. Można też kupić inny słynny projekt Modzelewskiego – fotel RM 56.

Polscy projektanci to zwykle młodzi ludzie, którzy skończyli szkoły artystyczne i chcą tworzyć własne marki. Większość sprzedaje w internecie w niewielkich ilościach. Tylko niewielu może się pochwalić dochodami pozwalającymi z tego żyć – wynika z badania MyBaze.com.

Paradoksalnie Polska jest w Europie liderem w produkcji mebli, ale są to głównie te słabszej jakości. Ale i to się powoli zmienia. Firma VOX, należąca do Piotra Voelkela, twórcy School of Form, współpracuje nie tylko z projektantami, ale także z socjologami czy antropologami. W firmie meblarskiej Comforty dyrektorem artystycznym był znany designer Tomek Rygalik. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 41/2015
Więcej możesz przeczytać w 41/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także