O zgorszeniu maluczkich

O zgorszeniu maluczkich

Dodano:   /  Zmieniono: 

Dłuższa pogawędka z pracownikiem jednej z dużych państwowych spółek, z której usług muszę niestety korzystać, pokazała mi, że zdroworozsądkowe podejście do finansów publicznych cierpi, kiedy ci sami politycy, którzy słusznie krytykują populizm niektórych socjalnych pomysłów, żerują na naszych podatkach w stopniu znacznie przekraczającym koszt owego socjalu.

Mamy populistyczne propozycje typu dofinansowanie danej grupy społecznej. Dobry ekonomista, taki w rozumieniu Fryderyka Bastiata, oceniając je, pokazuje nie tylko to, co na pierwszy rzut oka widać, czyli że są beneficjenci tego rozwiązania, ale również to, czego zły ekonomista nie dostrzega, a więc że ktoś za to wszystko musi zapłacić. I podnosi wtedy, że nie możemy sobie pozwolić na takie szastanie pieniędzmi, które wiązać się musi albo z demolką finansów publicznych, albo ze zwiększaniem fiskalnego ucisku. Tak jedno, jak i drugie rozwiązanie jest szkodliwe, szczególnie dla gospodarki takiej jak nasza, czyli muszącej nadrabiać rozwojowy dystans. Krótko mówiąc, na takie pomysły nas po prostu nie stać.

I być może taka logiczna argumentacja nawet i przekonałaby przeciętnego Kowalskiego, który o prawidłach ekonomii za wiele pojęcia nie ma. Trudno jednak, by tak się stało, gdy ów Kowalski widzi, jak wrzucani z partyjnego klucza prezesi państwowej spółki, w której pracuje, wysysają, ile tylko się da, publiczne pieniądze. Następnie siada nasz Kowalski przed telewizorem i słyszy, że newsem dnia jest wykryta właśnie afera, w której politycy z pierwszych stron gazet ukradli miliardy złotych.

Potem pojawia się informacja, że program głównej partii opozycyjnej zawiera postulat większego rozdawnictwa socjalnego, co zostaje okraszone komentarzem kolegów tamtych polityków z głównego newsa, że tak nie można, bo nas na to nie stać. Apogeum następuje jednak jakiś czas później, gdy nagle ci sami zatroskani o finanse publiczne panowie z partii rządzącej ogłaszają nowy program, który populizmem przebija pomysły konkurencji. Nasz Kowalski, który wcześniej jeszcze jakoś kupował argument o nieroztropności takich pomysłów, stwierdza wtedy, że to jedno wielkie oszustwo i że stać nas na wszystko, bo jak trzeba, to pieniądze się znajdują, a kto mówi inaczej, ten manipuluje celowo. Po to, by nie dać pieniędzy zwykłym ludziom, tylko zagrabić wszystko dla siebie. I tym oto sposobem głosy rozsądku stają się jeszcze bardziej głosami wołających na pustyni. ■

* Prezes Stowarzyszenia KoLiber

Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także