Na łamach „Wiadomości Wędkarskich” zostały opisane zmagania Piotra Kaczmarka, który w lipcu 2025 r. złowił w Odrze gigantycznego suma. „Zanim wypłynąłem na miejscówkę musiałem jeszcze złowić żywca. Chwilę zajęło mi, nim wydłubałem z wody kilka nadających się na przynętę okoni. W końcu wszystko było przygotowane i mogłem rozpocząć wędkowanie” – relacjonował wędkarz.
Gigantyczny sum postawił twarde warunki wędkarzowi. „Emocje zapierają dech”
Jak przekazał, pogoda była idealna na wertykalne łowienie. Pan Piotr pojawił się na łowisku wcześniej niż zwykle. Chciał dostosować się do rytmu dnia ryb, które bezskutecznie próbował złowić kilka dni wcześniej. Już po kilkunastu minutach dostrzegł pierwsze okazy, a wśród nich szybko zauważył sztukę, która – jak oszacował – mogła mieć ponad dwa metry.
„W takiej chwili każdemu łowcy sumów miękną nogi, a emocje zapierają dech w piersi” – napisał pan Piotr. Po chwili jednak ryba odpłynęła, a wędkarz jęknął z zawodu, obawiając się, że jego szanse na rekordowy połów właśnie zostały przekreślone. Szybko okazało się jednak, że sum zmienił jedynie miejsce i „przystanął nieopodal gotowy do ataku”.
Wędkarz z Polski złowił gigantycznego suma. „Zaczęło się prawdziwe rodeo”
„To była dla mnie druga szansa – idealne napłynięcie, synchronizacja sztycy, łódki, przynęty, ryby i… jest! Branie nie było atomowe, przypominało bardziej sandaczowy pstryk. Odczekałem z reakcją, żeby tego nie spalić. W pewnym momencie zobaczyłem, jak plecionka zaczęła powoli płynąć pod prąd. Gdy w końcu zaciąłem zaczęło się prawdziwe rodeo. Ryba parła z niepowstrzymaną mocą, to murując do dna, to odjeżdżając” – opisał wędkarz.
Pan Piotr przekazał, że walka z rybą trwała ok. 15 minut. Gdy ją zmierzył, okazało się, że ma 205 cm. Jak sam zaznaczył, w czasie zmagań z sumem myślał, że może mieć jeszcze większe gabaryty. Wędkarz uwiecznił okaz na zdjęciach, a następnie ryba wróciła do wody.
Czytaj też:
Polak złowił rekordowego szczupaka. „Wielkie cielsko przewinęło się pod powierzchnią”Czytaj też:
Gdy mierzyli rybę, aż drżały im ręce. Padłby rekord Polski, gdyby nie jeden szczegół
