Podczas Teamowych Mistrzostw Polski w 2025 roku doszło do spektakularnego wyczynu. Jeden z uczestników złowił gigantycznego szczupaka, ustanawiając tym samym swój życiowy rekord.
Do zdarzenia doszło 12 września, podczas drugiej tury zawodów wędkarskich na jeziorze Mamry. O tym, jak wyglądał połów opowiedział Łukasz Milanowski, któremu udało się wyciągnąć z wody szczupaka, który mierzył 115,3 centymetry.
Nie poddał się po porażce. Opłaciło się
Jak podkreślił na łamach wiadomosciwedkarskich.com.pl, najważniejsze, to nie poddawać się po porażce. „Po niezbyt udanej pierwszej turze na jeziorze Święcajty i wieczornej analizie wyników, postanowiliśmy wraz z kolegą w drugiej turze spróbować swoich sił na jeziorze Mamry” – rozpoczął swoją opowieść wędkarz.
Panowie wspólnie zdecydowali, że dysponując stosunkowo wolną łodzią nie ma sensu wypływać daleko. Upatrzyli sobie wysunięty w stronę jeziora, rozległy podwodny cypel z wodą o głębokości 3-3,5 metrów. Jak się później okazało, wybór ten był strzałem w dziesiątkę.
Na haczyk założył „swoje ubiegłoroczne odkrycie”, czyli gumę Herring Shad 17,5 centymetra w kolorze śledzia. Rozpoczął spokojną akcję: metr po metrze przeczesywał wodę, prowadząc przynętę w wolnym opadzie. Nie brało.
„Kiedy już zaczynałem myśleć o zmianie przynęty, nastąpiło delikatne przytrzymanie skwitowane mocnym zacięciem. Poczułem tępy opór. Pierwsza myśl: zaczep… jednak po chwili poczułem, że zaczep ożył” – opowiadał rekordzista. Łukasz Milanowski relacjonował, że walka z rybą, która chwyciła przynętę była bardzo jednostronna. Wędka była wygięta do granic wytrzymałości. „Na kołowrotku miałem nawój nowej plecionki 0,18 mm i przypon z fluorokarbonu 1 mm, więc nie obawiałem się o wytrzymałość zestawu” – wyznał.
Walczył z rybą. „Wielkie cielsko przewinęło się pod powierzchnią”
W końcu udało się zatrzymać rybę. „Piętnaście metrów od łodzi wielkie cielsko przewinęło się pod powierzchnią. Przynęta była na zewnątrz pyska i tylko jedna kotwica była wcięta w nożyczki z lewej strony. Plecionka zawinęła się za lewą płetwę, przechodziła pod brzuchem i pod drugą płetwą z prawej strony, a ja holowałem rybę ogonem do łodzi” – opowiadał wędkarz.
W końcu szczupak opadł z sił. „Pierwsze naprowadzenie nad podbierak i… jest! Euforia, ulga i wielka radość! Szacujemy, że kolos ma ze 120 centymetrów. Obaj widzimy takiego olbrzyma po raz pierwszy. Próbujemy poprawnie ułożyć rybę na miarce i zrobić zdjęcie. Nie jest to łatwe, bo szczupak pręży się i miota” – relacjonował Milanowski.
Sędziowie po otrzymaniu zdjęć szczupaka na miarce zaliczyli wynik – 115,3 centymetra. Ryba wróciła do wody, a wędkarz cieszył się rekordem.
W tej podniosłej chwili wracał pamięcią do czasów, w których jako młodzian słuchał opowieści taty, z którym uczył się wędkować. Rodzic opowiadał mu o wielkich okoniach i szczupakach, jakie udało mu się złapać na spinning. „Cieszę się, że choć przez chwilę mogłem spełnić moje młodzieńcze marzenia o wielkich drapieżnikach z opowieści taty” – podsumował wędkarz.
Czytaj też:
Gdy mierzyli rybę, aż drżały im ręce. Padłby rekord Polski, gdyby nie jeden szczegółCzytaj też:
Wędkarz złowił rekordową rybę. „To największy potwór, jakiego kiedykolwiek widziałem”
