Kamienie z lawiny

Kamienie z lawiny

Za kilka dni The Rolling Stones wystąpią w Hawanie. To historyczne wydarzenie, bo są pierwszą wielką gwiazdą rocka, która zagra na Kubie. Ale też polityczne, ponieważ trzy dni wcześniej wyspę odwiedzi prezydent Obama.

Reżim Fidela Castro, rządzącego Kubą od 1959 r., odrzucił imperialistyczną kulturę Zachodu, w tym oczywiście „dekadencki” rock. W miarę upływu czasu i rozwoju techniki stało się jasne, że szczelnej izolacji wyspy nie da się utrzymać. Młodzi ludzie, niczym ich rówieśnicy w czasach PRL, słuchali rock and rolla w kubańskich stacjach nadających z Miami, czasem władze wydawały nawet zgodę na występ jakiegoś zachodniego wykonawcy. Można być zatem pewnym, że koncert Rolling Stonesów w Hawanie będzie gigantycznym sukcesem, skoro 6 marca występ mało znanego amerykańskiego zespołu Major Lazer obejrzało 400 tys. osób. Gwiazda porównywalna z ekipą Micka Jaggera dotąd na Kubie nie wystąpiła.


The Rolling Stones uznawano tam za ucieleśnienie zła. To, oczywiście, efekt słabej orientacji komunistycznych władz w arkanach zachodniej popkultury. Dziś twórcy nieśmiertelnego „Satisfaction” to szacowni klasycy, a od czasów, kiedy ich styl życia czy przekaz ich muzyki mógł budzić obawy, minęło wiele dziesięcioleci. Przez ten czas pojawiło się wiele zjawisk jeszcze bardziej podejrzanych: punk rock, heavy metal, rap. Aluzje seksualne są dziś na porządku dziennym w byle piosence, bluzgi w co drugim kawałku hiphopowym, a antysystemowy przekaz jest w muzyce popularnej powszechny. Jest więc wielu wykonawców, którzy mogą zdemoralizować komunistyczną młodzież, tymczasem koncert Rolling Stonesów tworzy wartość dodaną. To nie jest tylko zespół. To legenda. Najważniejsza z istniejących dziś grup rockowych. A przy tym Jagger i Richards mają na swoim koncie kilka koncertów, które zapisały się nie tylko w annałach popkultury, ale po prostu w historii. Pierwszy raz The Rolling Stones zagrali w londyńskim klubie Marquee 12 lipca 1962 r. (jeszcze pod nazwą The Rollin’ Stones). Dla nich to występ szczególny. Dla świata ważniejsze są jednak inne.

WARSZAWA – 13.04.1967, SALA KONGRESOWA

Dwa pierwsze koncerty zespołu za żelazną kurtyną wzbudziły niebywałą ekscytację młodych Polaków, a później stały się legendą. Powstała na ten temat sztuka teatralna („Usta Micka Jaggera” Domana Nowakowskiego), piosenka („Gdy grali dla nas Rolling Stones” zespołu 2+1), a kilka lat temu ukazała się specjalna książka z opisem i wspomnieniami dwóch występów sprzed niemal pół wieku. Po latach tych, którzy byli wtedy w mieszczącej 3 tys. widzów Sali Kongresowej i widzieli, jak Jagger gryzie na scenie goździki, trudno by chyba było pomieścić na Stadionie Narodowym.

Dla porządku warto przypomnieć, że po naszym „najweselszym baraku” socjalistycznego obozu kilkanaście miesięcy wcześniej tournée koncertowe odbył popularny i ceniony zespół The Animals, wtedy uznawany za prawie tak samo ważny jak Beatles i Rolling Stones. I to było pierwsze spotkanie młodych Polaków z prawdziwym rockiem. Ale wizyta Stonesów w Warszawie miała jeszcze inne znaczenie: zgromadzona przed Pałacem Kultury i Nauki młodzież, dla której zabrakło biletów, przekonała się na niecały rok przed marcem 1968, że zbrojne ramię władzy potrafi wymierzyć karę niesfornym młodym ludziom. Pałowanie fanów rocka przez milicję przeszło do legendy. Takie były początki naszych kontaktów z europejską popkulturą.

LONDYN – 5.07.1969, HYDE PARK

Po dwuletniej przerwie zespół postanowił wrócić z przytupem i zagrać darmowy koncert w londyńskim parku. Przy okazji miała to być prezentacja nowego gitarzysty, który trzy tygodnie wcześniej zastąpił pierwszego lidera grupy Briana Jonesa. Muzyk uzależnił się od narkotyków i nie był w stanie występować ze Stonesami. Trzy dni przed koncertem przyszła wiadomość, że Jones utopił się w swoim basenie. Zespół postanowił jednak zagrać w hołdzie dla przyjaciela, co nadało koncertowi wyjątkowy klimat. Mick Jagger na początek przeczytał fragment wiersza „Adonis” Percy’ego Shelleya, a wraz z pierwszym utworem wzniosło się w powietrze kilka tysięcy motyli. Zespół grał krótko, niespełna godzinę, ale i tak wydarzenie zapisało się w historii jako najsłynniejszy darmowy koncert w Anglii. Prasa twierdziła, że zebrało się 250 tys. słuchaczy, organizatorzy – że prawie 500 tys. Jak widać, nie tylko u nas trudno obliczyć frekwencję podczas najróżniejszych zgromadzeń.

ALTAMONT – 18.11.1969, TERENY TORU WYŚCIGOWEGO W POBLIŻU SAN FRANCISCO

Najczarniejszy dzień w historii The Rolling Stones. Po sukcesie festiwalu w Woodstock zespół postanowił na zakończenie swojej amerykańskiej trasy zagrać równie wielki koncert. Jagger i Richards zaprosili do udziału w nim m.in. Carlosa Santanę, Grateful Dead i Jefferson Airplane. Rzecz była dobrze wymyślona, ale katastrofalnie zorganizowana. Zebrało się około pół miliona osób, którym brakowało wszystkiego: jedzenia, wody, opieki medycznej, toalet. Na dodatek do ochrony wynajęto członków motocyklowego gangu Hell’s Angels. Ci zamiast utrzymywać porządek, prowokowali bójki, włazili na scenę, pobili nawet muzyków zespołu Jefferson Airplane. A najtragiczniejsze zdarzenie miało miejsce w trakcie występu Stonesów. Na ich oczach motocykliści skatowali jednego z widzów, który później zmarł. Zespół grał – jak to wspomina basista Bill Wyman – „we wrogiej atmosferze” i starał się uspokoić publiczność. Muzycy jakoś dobrnęli do nieszczęśliwie wybranego na koniec utworu „Street Fighting Man” (którego tekst zachęca do walki z siłami porządkowymi) i przerażony ewakuował się śmigłowcem. Koncert uznano powszechnie za koniec hipisowskiego „lata miłości”, bo jego tragiczny bilans to cztery ofiary śmiertelne. Poza Meredithem Hunterem, ofiarą Hell’s Angels, zmarli też: zamroczony LSD mężczyzna, który utopił się w rowie irygacyjnym, oraz dwie osoby przypadkowo przejechane przez samochód.

PRAGA – 18.08.1990, STADION STRAHOV

Pierwszy koncert w Europie Wschodniej po upadku ZSRR. Był to jednocześnie ukłon w stronę Václava Havla, który słynął z zamiłowania do muzyki rockowej, a szczególnie do Rolling Stones (i Franka Zappy). Koncert obejrzało 107 tys. osób, ale od świetnego występu ważniejsze były spotkania członków zespołu z czeskim prezydentem, wybitnym intelektualistą i niedawnym opozycjonistą. Keith Richards potraktował je z właściwym sobie luzem, a Mick Jagger – który ma, jak wiadomo, naturę księgowego – użalał się, że do grania w tej części Europy zespół musi dopłacać. Mimo tego muzycy wspaniałomyślnie zafundowali Havlowi nowe oświetlenie zamku na Hradczanach, uznając, że powinien wieczorami odpowiednio się prezentować. To już był czas, gdy Stonesi czuli się dobrze w towarzystwie najważniejszych polityków, co widzieliśmy również w filmie Martina Scorsese „W blasku świateł” z 2008 r. Za kulisami odwiedza muzyków prezydent Aleksander Kwaśniewski, którego do nowojorskiego Beacon Theatre zabrał Bill Clinton.

RIO DE JANEIRO – 18.02.2006, PLAŻA COPACABANA

Na słynną brazylijską plażę przyszło 1,6 mln ludzi, a koncert został wpisany do Księgi rekordów Guinessa jako największy występ jednego wykonawcy. Wprawdzie niektóre źródła za największy w historii uznają koncert Roda Stewarta, zagrany 12 lat wcześniej na tej samej plaży, ale uniwersyteccy uczeni po zbadaniu sprawy uznali, że jest fizyczną niemożliwością, by zmieściło się tam ponad 4 mln osób, jak to deklarowali organizatorzy. I tak znów The Rolling Stones wygrali z innymi konkurentami do sławy, a przy okazji Jagger pokazał światu, że jednak nie jest małostkowy. Do strefy VIP-ów zaprosił mianowicie brazylijską modelkę, która wcześ niej sądziła się z nim o uznanie ojcostwa syna. Proces zresztą ostatecznie przegrał. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 12/2016
Więcej możesz przeczytać w 12/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także