O godzinie 10 w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces dotyczący przyznania dotacji dla Fundacji Profeto z Funduszu Sprawiedliwości. Akt oskarżenia wspomina o nadużyciach finansowych, których miało dopuścić się łącznie 6 osób, w tym ks. Olszewski. Prokuratura twierdzi, że Profeto nie spełniało formalnych i merytorycznych, by otrzymać ponad 66 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. Ostatecznie przyznano fundacji nawet 98 mln zł.
Rusza proces ks. Olszewskiego i urzędniczek. Chodzi o Fundusz Sprawiedliwości
Za otrzymane środki Fundacja Profeto, którą założyło Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (sercanie), sfinansowała w Warszawie inwestycję „Archipelag — wyspy wolne od przemocy”. Według prokuratury sposób realizacji tego projektu odbiegał od celów funduszu, w tym pomocy ofiarom przestępstw.
Księdzu Olszewskiemu zarzucono m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu popełnianie przestępstw przeciwko mieniu i wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach w mieniu Skarbu Państwa. Oprócz tego oskarżono go o tzw. pranie pieniędzy. Wątpliwości śledczych wzbudził mechanizm umowy najmu gruntu i transfer kwoty 3,65 mln złotych między podmiotami. Miało to utrudnić dotarcie do źródła pochodzenia pieniędzy.
Na ławie oskarżonych zasiadły też byłe urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Mowa o Urszuli D. (byłej dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w resorcie) oraz Karolinie K. (związanej z Departamentem Funduszu Sprawiedliwości). Obie kobiety odpowiadały za przyznanie omawianych środków. Miały działać wspólnie i w porozumieniu z ks. Olszewskim, za co także przypisano im udział w zorganizowanej grupie przestępczej.
Afera z Funduszem Sprawiedliwości. Ziobro i Romanowski uciekli z kraju
Zarówno ksiądz jak i urzędniczki nie przyznali się do winy. Ten pierwszy twierdził, że proces jest motywowany politycznie. Podobnie twierdzi były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, za którego czasów miało dochodzić do nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Poseł PiS nie zamierza jednak dochodzić prawdy przed sądem i przebywa obecnie w Budapeszcie, unikając powrotu do kraju. Polityk uzyskał azyl na Węgrzech i chwilowo nie odpowie na liczne zarzuty – m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. W podobnej sytuacji jest były wiceminister sprawiedliwości, Marcin Romanowski.
Sędzią sprawozdawcą w procesie jest Justyna Koska-Janusz, którą obrońcy oskarżonych chcieli wyłączyć ze sprawy ze względu na dawny spór prawny ze Zbigniewem Ziobrą. Adwokaci zwracali też uwagę na prawidłowość obsady składu orzekającego. Wskazywali na dwóch ławników, których na początku stycznia zastąpiono osobami z listy rezerwowej. Zauważali dodatkowo, że nie mają oni realnych możliwości na przygotowanie się do sprawy ze względu na obszerną dokumentację. Prokuratura przekazała do sądu 360 tomów akt i zawnioskowała o ujawnienie na rozprawie 2078 dowodów.
Rzeczniczka sądu ds. karnych sędzia Anna Ptaszek zapewniła, że zarówno wybór sędziego jak i ławników odbyły się zgodnie z procedurami. Podkreślała, że nie zostali oni wskazani imiennie przez prezesa sądu, który nie ma z tą decyzją nic wspólnego.
Czytaj też:
Nawrocki pomógł Ziobrze zdobyć azyl? Wymowna reakcja z PałacuCzytaj też:
Tusk o azylu dla Ziobry. Użył dosadnego porównania
