Musimy pójść tropem wyznaczonym przez doradcę belgijskiego premiera, który podsunął te rewelacje - w Polsce samochody kradną Białorusini i Ukraińcy! Kiedyś, co prawda kradli Polacy, ale dziś robią to nasi wschodni sąsiedzi. Kto u nich kradnie? To proste - na pewno kaukaskie gangi działające na zlecenie moskiewskich bossów. Chińczykom kradną Hindusi, Rosjanom Mongołowie, Irańczykom Irakijczycy, Australijczykom Nowozelandczycy... W ten sposób nie dość, że rozpracujemy międzynarodowy handel złodziei, to jeszcze zbliżymy się do najważniejszej "praprzyczyny". Mianowicie, kto kradnie Amerykanom. Odpowiedź na to pytanie może mieć poważne konsekwencje geopolityczne. Niektórym wyda się to jasne: kradną Niemcy i Francuzi. Ale to może spowodować dalszy pogorszenie i tak już fatalnych stosunków transatlantyckich. Inni powiedzą, że to przecież Japończycy, ale to narazi na szwank kruchy sojusz Waszyngtonu z Tokio. Mieszkańcy południowych stanów USA zapewnią, że to Meksykanie, ci co mieszkają na północy powiedzą że to ci "dziwni" Kanadyjczycy... Odpowiedź więc będzie trudna. I dlatego trzeba będzie się zwrócić do "praprzyczyny" tego zamieszania, czyli do doradcy belgijskiego premiera. Niech on powie, kto kradnie Amerykanom? Może Belgowie?!
Grzegorz Sadowski