Szukajmy złodziei!

Szukajmy złodziei!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Skoro Polacy kradną w Belgii, kto kradnie u nas? Pewnie odpowiedź znajdzie się szybko, ale rodzi się następne pytanie - kto kradnie tam? I gdzie się podziali belgijscy złodzieje, podstępnie wyparci przez przybyszów ze Wschodu?
Według Arystotelesa każde działanie, każdy ruch ma swoją "praprzyczynę", czyli coś, co go wywołało. Belgowie triumfalnie oznajmili, że znają "praprzyczynę" kradzieży w ich kraju. "To przybysze z Europy Wschodniej, głównie Albańczycy i Polacy" - pisze "Le Soir", przytaczając nawet wyliczone w procentach dane. Dobrze, belgijskim dziennikarzom należą się gratulacje. Tylko co my teraz mamy zrobić? Skoro nasi złodzieje kradną w Belgii, kto kradnie u nas?

Musimy pójść tropem wyznaczonym przez doradcę belgijskiego premiera, który podsunął te rewelacje - w Polsce samochody kradną Białorusini i Ukraińcy! Kiedyś, co prawda kradli Polacy, ale dziś robią to nasi wschodni sąsiedzi. Kto u nich kradnie? To proste - na pewno kaukaskie gangi działające na zlecenie moskiewskich bossów. Chińczykom kradną Hindusi, Rosjanom Mongołowie, Irańczykom Irakijczycy, Australijczykom Nowozelandczycy... W ten sposób nie dość, że rozpracujemy międzynarodowy handel złodziei, to jeszcze zbliżymy się do najważniejszej "praprzyczyny". Mianowicie, kto kradnie Amerykanom. Odpowiedź na to pytanie może mieć poważne konsekwencje geopolityczne. Niektórym wyda się to jasne: kradną Niemcy i Francuzi. Ale to może spowodować dalszy pogorszenie i tak już fatalnych stosunków transatlantyckich. Inni powiedzą, że to przecież Japończycy, ale to narazi na szwank kruchy sojusz Waszyngtonu z Tokio. Mieszkańcy południowych stanów USA zapewnią, że to Meksykanie, ci co mieszkają na północy powiedzą że to ci "dziwni" Kanadyjczycy... Odpowiedź więc będzie trudna. I dlatego trzeba będzie się zwrócić do "praprzyczyny" tego zamieszania, czyli do doradcy belgijskiego premiera. Niech on powie, kto kradnie Amerykanom? Może Belgowie?!

Grzegorz Sadowski