Frekwencja w wyborach do PE ledwo przekroczyła 40 procent i była najniższa do 1979 roku - wtedy po raz pierwszy mieszkańcy wspólnoty wybierali skład europarlamentu. Zatrważająco niska była zwłaszcza w państwach, które niedawno wstąpiły do unii: w Polsce niewiele ponad 20 procent, na Słowacji - zaledwie 17 procent.
Cieszy reakcja Brukseli na niską frekwencję w nowych krajach członkowskich. Nie słychać krytycznych uwag, pokrzykiwań, połajań. Widać, że unijni decydenci spodziewali się takiego obrotu sprawy, wiedzą, że do bycia członkiem unii trzeba się przyzwyczaić. Taki stan rzeczy nie może jednak trwać wiecznie. Do następnych wyborów mamy pięć lat. Przez ten czas należy tłumaczyć ludziom, że muszą patrzeć dalej, że ich życie nie kończy się już na granicy ich kraju. To trudna lekcja, ale musimy ją przerobić. Obyśmy nie oblali egzaminu za pięć lat.
Agaton Koziński