Po tragedii w Osetii pewne jest, że Putin nie chce pokoju i nie liczy się z żadnymi ofiarami. Ale także pewne jest to, że czeczeńscy "dowódcy polowi" atakujący dzieci są terrorystami, nie "bojownikami o wolność".
Doku Umarow, prawdopodobny przywódca ataku na szkołę, to już nie bojownik o wolną Czeczenię, tylko bezlitosny terrorysta, którego cel uświęca wszystkie środki. Po masakrze w Osetii scenariusz będzie prosty: Putin da zielone światło swoim generałom i służbom specjalnym, rozpocznie się kolejna rzeź i fala tortur. Ci z Czeczenów którzy przeżyją będą potajemnie przygotowywać ataki terrorystyczne, których jedynym celem będzie zadanie większego bólu Rosji. Spirala nienawiści tylko się nakręci. Jeśli synonimem drugiej wojny czeczeńskiej był atak na Dagestan, to Biesłan w Północnej Osetii będzie synonimem trzeciej wojny czeczeńskiej.
Grzegorz Sadowski