Ostatni wampir i salonowiec

Ostatni wampir i salonowiec

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Dziennikarzem filmowym zostaje się z dwóch powodów. Albo nie umie się robić w redakcji nic lepszego, albo jest się maniakiem kina" - twierdził Zygmunt Kałużyński.
Sam był maniakiem, bo ktoś nie kochający swojego zawodu, nie mógłby w nim wytrwać przez kilka dekad. A Kałużyński pisał o filmie niemal do momentu śmierci, która zakończyła 30 września jego długą i ciężką chorobę.

Publicysta, krytyk, eseista. Równie dobrze sprawdzał się jednak w roli prezentera telewizyjnego, partnera w dialogu (dowodem są programy i publikacje w parze z Tomaszem Raczkiem) czy pisarza - gawędziarza. Na swoim koncie miał kilka książek i regularne publikacje między innymi na łamach tygodnika "Wprost".

O filmie potrafił mówić i pisać z pasją oraz zacięciem, które irytowały stojących po drugiej stronie barykady polskich reżyserów. Mówili o nim: "szkodnik", "wyrobnik", "debil", a on z uśmiechem powtarzał te określenia, jak dobrą anegdotę. Sam lubił się nazywać "wampirem salonowcem". "Salonowiec, oznacza, że staram się być, gdzie tylko coś się dzieje" - mawiał. - "A wampir... dlatego, że szukam pokarmu. Jestem publicystą, więc pokarm ten jest kulturalny, ale bywa często krwawy".

Agnieszka Kozik