Ktokolwiek i czymkolwiek próbował otruć lidera ukraińskiej opozycji - nie udało mu się i to podwójnie. Juszczenko jako ofiara zamachu może liczyć na jeszcze większą popularność niż dotychczas.
Dioksyny są uważane za silną truciznę, choć dokładnych badań na ten temat brak. Teoretycznie mogą one wywołać ostrą niewydolność wątroby prowadzącą do śmierci. Nie wiadomo, jaka dawka jest śmiertelna dla człowieka - wyniki badań na zwierzętach sugerują, że potrzebne byłoby kilka miligramów, co jest sporą ilością w porównaniu np. z toksyną jadu kiełbasianego (w jej przypadku wystarczy 70 mikrogramów podanych doustnie, a dożylnie - ułamek mikrograma). Dlatego eksperci dziwią się, że ktoś użył ich do zamachu na Wiktora Juszczenkę.
Mimo ewidentnych kłopotów ze zdrowiem ukraiński opozycjonista nie umarł i czuje się coraz lepiej. Zdaniem lekarzy szanse na wyzdrowienie Juszczenki są duże i być może jedynym skutkiem zamachu będzie trądzik chlorowy - wysypka, która pojawiła się na twarzy polityka w kilka tygodni po spożyciu trucizny. Podobne objawy obserwowano u ofiar katastrofy z 1976 r., kiedy w czasie pożaru w fabryce ICMESA pod Mediolanem do atmosfery trafiło prawdopodobnie nawet 20 kg dioksyn. Wiadomo jednak, że trądzik ten może całkowicie zniknąć, zostawiając czasami trwałe blizny. A te, jak wiadomo, mężczyźnie nie przynoszą wstydu.
Jan Stradowski
Więcej na ten temat czytaj w najbliższym numerze tygodnika "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 20 grudnia.