Jaworek miał pozbawić życia swojego brata, jego żonę i bratanka. 10 lipca 2021 roku napastnik, który dokonał masakry na Śląsku, oddał do ofiar 10 strzałów z broni palnej.
W pewnym momencie Jaworek znajdował się na liście Europolu – znalazł się w gronie najbardziej poszukiwanych przestępców. Przez jakiś czas ukrywał się u swojej ciotki, w jej domu. 19 lipca 2024 r. zdecydował o odebraniu sobie życia – na terenie Dąbrowy Górniczej znaleziono jego zwłoki.
Czy tragedii w Borowcach można było zapobiec? Była żona Jaworka uważa, że tak. W rozmowie z „Faktem” podkreśliła, że „były sygnały, iż jest niebezpieczny” i „ma broń”. Zarówno ona, jak i małżonka jego brata informować miały o wszystkim policję. – Zbywano nas. Mówiono, że nie wnosimy istotnych informacji. Przesłuchania trwały po kwadransie – zrelacjonowała dziennikowi kobieta.
Zbrodnia w Borowcach. O to żal do służb ma była żona Jacka Jaworka
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach od ponad pół roku prowadzi postępowanie w sprawie ruchów organów ścigania wobec Jaworka. Chodzi o działania funkcjonariuszy z Koniecpola czy Częstochowy, jakie ci podejmowali w związku z niepokojącymi zgłoszeniami w okresie od lipca 2018 do 2024 r. Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gliwicach przekazała, że śledczy wciąż zbierają ws. materiały dowodowe – przesłuchują świadków czy dokonują oględzin dokumentacji. Agnieszka Bukowska zaznaczyła, że postępowanie jest wielowątkowe.
Była żona mężczyzny, która chciała być anonimowa, martwi się, że sprawa, którą prowadzi prokuratura w Gliwicach, może wkrótce zostać umorzona. – Nie zdziwię się wcale. (...) Prowadzi ją już trzeci prokurator – powiedziała. Przed tragedią kobieta, która uważa się za ofiarę byłego męża, szukać miała pomocy u przedstawicieli różnych instytucji państwowych, ale te – w jej opinii – „bardziej chronić miały kata niż jego ofiary”. „Ma o to wielki żal. Przemocy psychicznej od byłego męża doświadczała w trakcie małżeństwa i tuż po jego zakończeniu” – pisze „Fakt”. Po rozwodzie 52-latka m.in. zmieniła nazwisko i miejsce zamieszkania
Rozmówczyni dziennika twierdzi, że to ona – razem z dziećmi – miała tak naprawdę feralnego dnia zginąć. – Byliśmy jego jedynym celem, on na nas szykował broń. (...) Przyjechał do kraju pod koniec 2020 r. po to, żeby się zemścić na nas. Była sprawa o podział majątku po rozwodzie, nie dostał nic, wpadł w szał. Nie pandemia, a majątek i pieniądze sprowadziły go do Polski i zemsta na mnie – zaznaczyła.
Potrójne zabójstwo na Śląsku. Brat Jaworka i jego małżonka poszli na policję. Kilka dni później zginęli
W czerwcu 2021 r., podczas jednej z rozmów, bratowa Jaworka przyznała jego byłej żonie, że „widziała u niego ostrą broń”. – Powiedziałam jej, iż ma to jak najszybciej zgłosić na policję – przeciwnym razie zrobię to ja, ze względu na bezpieczeństwo moje i moich dzieci – podkreśliła 52-latka.
W tym samym czasie trwała batalia o podział majątku. Raz Jaworek umówił się z byłą małżonką na odebranie swoich rzeczy z piwnicy. – Wystawał przed blokiem, śledził nas, oskarżał mnie o przywłaszczenie kluczy do motocykla – opowiedziała kobieta, dodając, że chodzi o jednoślad, który Jaworek otrzymał od niej w prezencie na 40. urodziny. Ostatecznie do przekazania rzeczy nie doszło. – Wtedy powiadomiłam policję, że mój były mąż czeka przed budynkiem – że posiada wiatrówkę i boję się o swoje życie. Kazano mi przyjść i zgłosić sprawę na komisariat, a ja się bałam wyjść z domu, bo czekał na mnie. Nikt nie przyjechał na miejsce, bo nie widziano przyczyn interwencji – ujawniła. Jaworek miał spędzić wówczas całą noc pod nieruchomością.
7 lipca 2010 r. brat Jaworka i jego żona odwiedzili komisariat w Koniecpolu. Poinformować mieli mundurowych, że członek rodziny im groził. Niedługo później doszło do tragedii, którą żyła cała Polska.
– Strach towarzyszył nam przez trzy lata. Baliśmy się, że wróci i pozabija nas tak jak w Borowcach – przyznała „Faktowi” 52-latka. Jak wskazała, dopiero wtedy – po ataku z bronią 10 lipca – funkcjonariusze mieli zrozumieć, kim jest jej były mąż. – Od 11 lipca policja stała pod naszym blokiem przez dwa i pół miesiąca – ujawniła. Myślała wówczas, że przedstawiciele służb chronią ją i jej rodzinę. – A oni po prostu czekali na niego – uważa po upływie czasu była żona Jaworka.
Czytaj też:
Zaginęła 15-letnia Weronika z Jeleniej Góry. Policja prosi o pomocCzytaj też:
Autentyczność listu znalezionego przy zwłokach Tadeusza Dudy potwierdzona. Treść pozostanie tajna
