Premier, którego nie było

Premier, którego nie było

Dodano:   /  Zmieniono: 
Znaczna rozbieżność między ocenami rządu Marka Belki a premiera Marka Belki dziwić nie może. Nie oznaczają one jednak, że Belka jest niezłym premierem, otoczonym jedynie fatalnymi ministrami. Belka jest "żadnym" premierem.
Obecność premiera w mediach można zauważyć w ostatnich tygodniach tylko w kontekście jego ewentualnego przejścia do Partii Demokratycznej czy jako osoby zamieszanej w prywatyzację PZU. To i tak pozytywna zmiana, bo wcześniej premiera nie było widać wcale. Nie sposób przypomnieć sobie jakiejkolwiek jego inicjatywy, jakiegokolwiek pomysłu na zreformowanie którejś z dziedzin życia. Przez cały czas swoich "rządów" Belka sprawiał wrażenie jakby bardziej interesowały go zakulisowe gierki a la' Miller (przygotowywanie terenu pod desant współpracowników Aleksandra Kwaśniewskiego) niż to, co dzieje się w kraju. Jest typowym premierem tymczasowym, którego interesuje tylko utrzymanie status quo i dotrwanie do końca kadencji.

Desygnując Belkę na stanowisko premiera Aleksander Kwaśniewski, liczył, że wypromuje w ten sposób przyszłego prezydenta. Bardzo się mylił. O ile już wcześniej wiadomo było, że Belka cierpi na niedostatek charyzmy, cechy bez której nie można zostać prawdziwym politykiem, o tyle teraz przekonaliśmy się, że jest jest osobą zupełnie mdłą, niewidoczną, pozbawioną błyskotliwości. Jednym słowem "bezpłciową". Jakże odmienną od swojego poprzednika Leszka Millera.

I takie same jak Marek Belka są oceny jego działalności. Trochę na "tak", trochę na "nie" i trochę na "nie wiem".

Sergiusz Sachno