Koniec bezkarności

Koniec bezkarności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Koniec bezkarności, bezczelności i bezprawia - tak najkrócej można skomentować postawienie zarzutów przez prokuraturę prezesowi spółdzielni mieszkaniowej "Pojezierze".
Zenon Procyk, bo o nim mowa, od lat kpił sobie z prawa i robił to publicznie. Przypadki nagminnego łamania prawa przez Procyka opisały wszystkie najważniejsze media w kraju. Od największych gazet poczynając, przez tygodniki, na ogólnopolskich telewizjach kończąc. Padały wobec niego zarzuty: korupcji, kumoterstwa, fałszerstw maltretowania lokatorów. Procyk jednak trwał, a po każdym tekście, który nic nie zmieniał, stawał się co raz bardziej beszczelny i arogancki. Procyk, który w ręku trzymał tak pożądane dobro jakim jest mieszkanie, pozostawał bowiem bezkarny. Szczytem bezczelności było gdy latem zeszłego roku Procyk napuścił oficerów policji kryminalnej na fotografującego go reportera "Wprost". Funkcjonariusze, niczym prywatna ochrona Procyka, nękali działającego zgodnie z prawem reportera.

Ryba psuje się od głowy - mówi stare przysłowie. Podobnie jest w Polsce. Korupcja szerzy się od góry, ale to przez to, że również na dole uczciwość nie popłaca, nikt nigdy nie wystawia przekupnym urzędnikom rachunku. Teraz gdy góra sceny politycznej wydaje się oczyszczać, pora zrobić to samo dole. Doprowadzenie do końca sprawy Zenona Procyka będzie sygnałem, że czas pobłażania się skończył.

Jan Piński