Firmy wolą konserwować status quo, który gwarantuje im niezły poziom dochodów, niż angażować się w walkę o klienta, w której siłą rzeczy muszą być jacyś przegrani. Doskonałym przykładem jest odwlekanie w nieskończoność wprowadzenia możliwości zmiany operatora z zachowaniem aktualnego numeru telefonu. Wielu abonentów od lat korzysta z tej samej sieci czy abonamentu, ponieważ na myśl o zmianie wizytówek i rozsyłaniu dziesiątków powiadomień o nowym numerze robi im się słabo. Dlatego nie wybierają ofert konkurencji, nieraz znacznie korzystniejszych niż ich umowy "dla stałych klientów".
Owi klienci nie mogą ostatnio narzekać na rozpieszczanie ich przez telekomy. Subsydiowanie nowych, drogich modeli telefonów powoli wychodzi z mody. Tzw. programy wymiany aparatów stają się tak bezużyteczne - z powodu wysokich cen i konieczności podpisania długoletniego "cyrografu" - że często bardziej opłaca się kupić telefon na wolnym rynku bez żadnych zobowiązań. Także programy lojalnościowe stają się przeżytkiem - zgromadzone w nich punkty można przeznaczyć na coraz mniej atrakcyjne nagrody. Niestety na nic więcej nie możemy liczyć, dopóki nie pojawi się jakiś czwarty (a może i piąty), który mógłby się konstruktywnie pokłócić z Erą, Plusem i Ideą.
Jan Stradowski