Chwała Włochom! Forza Italia!

Chwała Włochom! Forza Italia!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Oglądaliśmy wspaniałe, wielkie, porywające widowisko futbolowe. To, że bramki padły w samej końcówce dogrywki, tylko przydawało pieprzu i soli dramaturgii tego spektaklu.
To był wielki mecz i zmierzyły się dwie wielkie drużyny. Ale jedna wielką była trochę na wyrost, bo Niemcy o czym mówiłem wcześniej, wygrali niezasłużenie z Argentyną, która była lepsza. Uległa ona sprzysiężeniu, spiskowi sędziego, trybun, nawet spikera zawodów, który zdyskwalifikowany został za szowinistyczne zagrzewanie kibiców do dopingu, czyli sprzeniewierzenie się zasadzie sportowej czystej gry - fair play. Wszystko miało pracować dla Niemców.

Bohaterem tego meczu był sędzia Archundia – skromny Meksykanin, który nie popełnił żadnego błędu, który nie uległ ogromnej presji trybun, który zrobił to, co do niego należało i pozostawił wynik meczu w nogach i głowach samych piłkarzy. Mecz był wyrównany niesłychanie. To znakomite widowisko, które toczyło się w przerażającym upale (Dodajmy do tego, ze oprócz tej temperatury, która widnieje na termometrach, stadiony niemieckie – także Borussi Dortmund – to potworna niecka i na dnie tej niecki mamy do czynienia z czymś w rodzaju patelni, na której smażą się sadzone jaja. To są warunki wręcz infernalne, wręcz piekielne.) A jednak obie drużyny, wszyscy zawodnicy wznieśli się na wyższy poziom, wykrzesali z siebie resztki sił, wyzwolili ostatnie rezerwy i – pomijając wszystko inne – to zasługuje na pochwałę najwyższą.

Włosi zagrali bardzo misternie. Ja przed meczem w dziesiątkach różnych rozmów twierdziłem, że polową machinę niemiecką, ten walec parowy, który rozpędza się i miażdży wszystkich, są wstanie powstrzymać tylko oszuści, kanciarze, symulanci, cwaniacy, aktorzy włoscy. Ale tak naprawdę symulowania i aktorstwa tym razem nie było. Cwaniactwa też nie było przesadnie wiele. Był wielki kunszt i była wielka mądrość piłkarska. Włochom ten sukces zapewniła żelazna trójka obronna: fantastyczny bramkarz Buffon (niewątpliwie najlepszy golkiper tego turnieju) i dwóch genialnych obrońców Fabio Cannavaro i Gianluca Zambrotta. Zwłaszcza chciałbym pod niebiosa wysławić cnoty Cannavaro. To niewysoki piłkarz – kiedy witali się kapitanowie drużyn Ballack i Cannavaro, Niemiec był wyższy o głowę, wydawało się, że przerasta pod każdym względem skromnego Włocha. Ale to właśnie Cannavaro bezbłędnie dyrygował włoską obroną. To on wyjaśniał wszystkie niebezpieczne sytuacje na własnym przedpolu, to on bezbłędnie interweniował w sytuacjach wątpliwych. Był dobrym duchem, był liderem, był opoką i ostoją tego zespołu. Świetnie zagrał Pirlo, środkowy pomocnik, główny dyspozytor gry. To tak jakby być dyspozytorem ruchu na stacji kolejowej – to właśnie Pirlo odpowiednio dyrygował rytmem, on puszczał w bój kolejne zagony, kolejne pociągi.

Okazało się, ze trener Lippi zdecydowanie przerasta swojego vis a vis, czyli Klinsmanna. Dokonał znakomitych zmian. To Gilardino wypracował pierwszą, wspaniałą akcję. Pamiętajmy, że o przewadze Włochów w tym meczu, poza pierwszymi 90 minutami, świadczy fakt, że na początku dogrywki strzelili oni najpierw w słupek, a potem w poprzeczkę. Bramki Grosso i Del Piero były tylko ukoronowaniem dzieła. Warto pochwalić tutaj Grosso. To skromny zawodnik bardzo średniego klubu Palermo (który teraz został kupiony przez wielki Inter Mediolan), który pokazał niebywałe zupełnie możliwości. Wydaje się, że w historii włoskiego futbolu mamy następcę wielkich lewych obrońców Ravy, Facchettiego, Cabriniego, Bergomiego. To wspaniały zawodnik o ogromnej skali możliwości. Grosso przesądził tak naprawdę o wyniku tego meczu. Ale i wszyscy pozostali zagrali znakomicie.

Niemcom należą się słowa pochwały. To był ten walec parowy, który szedł niepowstrzymanie do przodu, ale jak powiedział słusznie trener Gmoch, za dużo było w tym zespole drwali, czyli graczy prymitywnych, o niskich czołach, o przyciężkim, tępawym spojrzeniu.

Media rozwodziły się o wspaniałej kulturze kibicowania niemieckiego, że Niemcy przygarniają cały świat do siebie, że są niesłychanie życzliwi, przyjaźni. To był wielki mit, który został rozwiany. Niemcy są tacy, kiedy im się dobrze wiedzie, kiedy wygrywają. Wtedy rzeczywiście gotowi byliby przytulić cały świat do piersi, zwłaszcza tych pokonanych, tych pobitych. Ale kiedy im się nie wiedzie, kiedy średnio idzie, albo bardzo źle, wtedy wychodzą najgorsze szowinistyczne, nacjonalistyczne narowy. Ileś tysięcy niemieckich kibiców w sposób haniebny gwizdało w trakcie wykonywania hymnu włoskiego. Gwizdało ilekroć Włosi byli przy piłce. Tak jak okropni, szowinistyczni, chamscy i prymitywni kibice gwizdali, kiedy wynoszono na noszach bramkarza Abbondanzieriego z Argentyny, po brutalnym faulu niemieckiego bandyty o nazwisku Klose. To pokazuje jak rzeczywiście mają się sprawy.

Bardzo się cieszę, ze Niemcy przegrali. Bardzo się cieszę, że przegrał prymitywny, chamski nacjonalizm, że przegrał szowinizm, że przegrało butne poczucie pychy i gwarantowanego zwycięstwa. Włosi uratowali nie tylko piłkę nożną. Włosi uratowali sens rywalizacji sportowej.

Chwała Włochom! Forza Italia!

Włochy w finale po zabójczej końcówce

Czytaj także