19 września 2007

19 września 2007

Dodano:   /  Zmieniono: 
Napisałem krytyczną recenzję z "Katynia". Na Festiwalu w Gdyni podchodzi kolega krytyk i daje mi czarne okulary: "Lepiej to ubierz, jak pójdziesz do centrum festiwalowego". Walnął jak kulą w płot. Bo wszyscy koledzy mni poklepują po plecach, że sami też tak uważają. A że piszą inaczej? To już inna sprawa. Ani się dziwię, ani mam pretensje.

Poza tym po staremu.

W Bolesławcu z daleka widze policyjny samochód na poboczu? Zwalniam, podjeżdżam - atrapa. Trabant na niebiesko z dużymi literami ORMO.

Na Centralnym w Warszawie podbiegam do okienka i prosze hot-doga. Płacę jakieś grosze, jem, ale ciągle jestem głodny. Podchodzę i prosze jeszcze jednego. Panienka się dziwi, ja nie rozumiem, o co chodzi. "Bo, wie pan - tłumaczy - do nas rzadko kto przychodzi po drugiego hot-doga".

Warszawa, stoisko z rzeczami po 2.50. Bida z nędzą. Obok na dykcie napis: "Klienci! Proszę o dokonywanie rozważnych i przemyślanych zakupów".

W Poznaniu zdjęli reklamę kabli. A oni napisali tylko, co robią: "Obciągamy druty".


Czytaj także