Sylwestrowe porządki i noworoczne życzenia.

Sylwestrowe porządki i noworoczne życzenia.

Rok miał być spokojny i dobry. Rok temu o tej porze nikt nie straszył Czytelników katastrofalnym kryzysem i wojnami. Miała być olimpiada w Chinach i triumfalny marsz traktatu lizbońskiego przez kolejne kraje unijne i wreszcie przypieczętowanie przemian europejskich przez francuską prezydencję. A wyszedł z tych zapowiedzi, cóż zając i to w dodatku cały w buraczkach.
Ostatni dzień roku skłania mnie bardziej do podsumowań i refleksji niż do (obowiązkowej, okropne słowo!) zabawy. A że zdarzyło się w tym roku sporo wydarzeń, pozwolę sobie przypomnieć te, które moim skromnym zdaniem, są warte zastanowienia.
1. Kosowo. W lutym stało się to, na co się zanosiło już od zbombardowania Jugosławii przez NATO w 1999 roku. Kosowo ogłosiło niepodległość. Ameryka podarowała Europie puszkę Pandory, którą światli obrońcy (źle pojmowanych) praw człowieka, demokracji i prawa narodów do samostanowienia z entuzjazmem otworzyli. Skutki tej fatalnej decyzji będziemy poznawać w nadchodzących latach. Poza wszelkimi innymi negatywnymi stronami, uznanie niepodległości Kosowa przez większość zachodnich krajów jest groźnym precedensem, który zaledwie kilka miesięcy później genialnie wykorzystała Rosja.
2. Chiny i Tybet. Wiosną chińskie oddziały brutalnie stłumiły zamieszki w Tybecie. Europa zatrzęsła się z  oburzenia, gromy słowne posłał pod adresem Pekinu sam Nicolas Sarkozy. Zagroził nawet, że zbojkotuje olimpiadę w Chinach. Gdy jednak Chiny za karę zbojkotowały francuskie biura podróży, Paryż i inne stolice uznały chiński model demokracji za dopuszczalny. No i na otwarcie igrzysk przybyła większość światowych przywódców z Sarko na czele. Jaki kraj, taka olimpiada jednak. Cóż z tego, że chiński człowiek i maszyny dały z siebie wszystko, jeśli olimpiada upłynęła pod znakiem wojny w Gruzji. A pomyśleć, że w starożytności igrzyska były czasem pokoju. Napięcie chińsko-europejskie wróciło pod koniec roku, w związku z występami Dalajlamy w kolejnych miastach unijnych.
3. Irlandia. A jednak. Irlandczycy w czerwcu w referendum odrzucili traktat lizboński. I cały misterny plan wcielania w życie reform instytucjonalnych wziął w łeb. Ale pomysłowy Dobromir znalazł na to sposób - w 2009 r. Irlandia zagłosuje ponownie nad (nieco zmodyfkowanym) traktatem.
4. Bośnia i Hercegowina i Serbia. W lipcu w autobusie miejskim w Belgradzie po latach poszukiwań (długo to trwało bo przecież nie o to chodzi, by złapać króliczka...) aresztowano Radovana Karadżicia. Scena jak z filmu Emira Kusturicy. Sprawiedliwości powinno stać się zadość, ale sprawiedliwości pełnej, nie wybiórczej. Dlatego obok Radovana i gen. Mladicia (o ile jeszcze żyje) i innych Serbó,w chętnie ujrzałabym na ławie oskarżonych zbrodniarzy innych narodowości: Bośniaków, Albańczyków z Kosowa... No chyba, że gwałt gwałtowi nierówny i liczy się sprawca, a nie czyn. A w Bośni i Hercegowinie po 13 latach od zakończenia wojny wciąż rany są niezaleczone a podziały się umacniają. Winy nie wolno się dopatrywać tylko w zawziętej mentalności tubylców, ale także a może przede wszystkim w braku przemyślanej polityki europejskiej na tym terenie.
5. Francja. Unia Europejska. Francuska prezydencja pomimo kolejnych katastrof okazała się być czasem w pełni wykorzystanym. Choć można polemizować ze słusznością niektórych poczynań i decyzji, trzeba przyznać, że konsekwencja, z jaką Paryż realizował wytyczony sobie plan jest godna pozazdroszczenia. Przy wszystkich wadach, dla mnie to Nicolas Sarkozy jest człowiekiem roku. Osiągnął wszystko, co sobie zamierzył. Łącznie z poślubieniem Carli Bruni. W końcu do trzech razy sztuka.
6. Gruzja. Nieważne, skąd padły pierwsze strzały. Gruzja, niestety, dała się sprowokować Rosji. Przy okazji trudno nie zauważyć długofalowej, przemyślanej rosyjskiej polityki zagranicznej, która genialnie potrafi wykorzystać błędy przeciwników, jak również zrobić pożytek z własnej siły (vide: casus Kosowa). Rosja niestety wygrała tę wojnę, bo udało jej się doprowadzić do oderwania od Gruzji Osetii Południowej i Abchazji, co może być początkiem dalszego dławienia niepodległości Gruzji. Zamknęła także drzwi do NATO i Gruzji i Ukrainie za jednym zamachem.
7. Kryzys finansowy. "Wiem, że nic nie wiem" - można powtórzyć za Sokratesem. Nikt chyba nie jest w stanie precyzyjnie przewidzieć długofalowych konsekwencji kryzysu dla gospodarki i polityki. Mnie natomiast, jako laika, zadziwić nie może, że krach "zaskoczył" polityków, biznesmenów i analityków - od czego są w takim razie analizy gospodarczei prognostycy?
8. USA. Zwycięstwo Obamy. Czarnoskóry senator zwyciężył bo i Ameryka i reszta świata (jakże entuzjastycznie witały go tłumy we Francji i Niemczech) potrzebują zmiany. Ale na czym ma ona polegać, jakie skutki ma przynieść - to są już pytania za trudne do odpowiedzi. Jedno jest pewne, nowy amerykański prezydent będzie musiał się zmierzyć z niebotycznymi oczekiwaniami. Ciekawe też, jak się ustosunkuje do tarczy antyrakietowej.
9. Czechy. Bruksela. Słowne utarczki między czeskim prezydentem Vaclavem Klausem a eurodeputowanymi. Niesmaczne widowisko bo niechęć do poglądów Klausa nie powinna upoważniać polityków z innych europejskich krajów do obrażania prezydenta Czech. Ale to ten typ demokracji z gatunku "nie toleruję ludzi nietolerancyjnych". Wcześniej wrogiem publicznym był dla panów z kręgu Schulza i Cohn- Bendita Silvio Berlusconi, potem Jarosław i Lech Kaczyńscy. Słowem każdy, kto jest z innej politycznej bajki.
10. Strefa Gazy. Kolejny konflikt, którego rozwiązanie jest równie łatwe jak rozsupłanie (nie przecięcie) węzła gordyjskiego. Pytanie, czy islamscy radykałowie wykorzystają to do wszczęcia krucjaty antyizraelskiej i antyamerykańskiej.
11. Indie. Przemilczywane prześladowanie mieszkających tu chrześcijan. Jakoś słabo słychać dyżurnych obrońców praw człowieka. Paradoksalne, że pseudooświeceni europejscy snobi zachwycają się pokojową filozofią hinduską i lubuja się w zestawianiu krwiożerczego chrześcijaństwa i łagodnego hinduizmu. Ale cóż, to z Indii wywodzą się wszak święte krowy. Pokazuje to jeszcze jedno - chrześcijaństwo i jego wyznawcy stało się chłopcem do bicia, którego bronić (w przeciwieństwie do islamu czy judaizmu) w dobrych sferach nawet nie wypada.
12. Ci, co odeszli. Trudno zastanawiając się nad rokiem nie wspomnieć o ludziach, których zabrakło. Czyli na przykład prof. Bronisław Geremek i Joerg Haider. Trudno o dwie bardziej zróżnicowane politycznie osoby, obaj jednak wzbudzali jednakowo silne emocje w ludziach. Ale też Gustaw Holoubek, Paul Newman, William Wharton i wielu, wielu innych. Dla mnie osobiście to też był rok pożegnań z bliskimi osobami.

Żeby nie kończyć pesymistycznym akcentem, na koniec życzę Państwu w całym nowym roku zdrowia, energii i miłości, także do siebie samych, bo tylko można akceptować innych :)
I bardzo dziękuje za wpisy i komentarze do moich zapisków!

Czytaj także

Czytaj także