Geje w armii, misje pokojowe i Condoleezza Rice

Geje w armii, misje pokojowe i Condoleezza Rice

Dodano: 
Wypowiedź amerykańskiego generała, który wytłumaczył bezsilność Błękitnych Hełmów w Srebrenicy homoseksualną orientacją tychże żołnierzy, zbulwersowała i oburzyła prawie wszystkich. I dobrze, bo może dzięki temu rozpocznie się poważna debata o sensie misji pokojowych. Czy mają być to misje pokojowe w sensie niesienia pokoju, czy też pokojowe w sensie siedzenia w hotelowym pokoju przed telewizorem.
Emerytowany amerykański generał powiedział coś, co oburzyło większość słuchaczy, ale pamiętajmy, że był to głos w dyskusji właśnie na temat służby w armii amerykańskiej żołnierzy o orientacji homoseksualnej. Czy posługiwanie się przykładem Srebrenicy było dopuszczalne? Ja osobiście bardzo się cieszę, że John Sheehan umieścił problem właśnie w kontekście Srebrenicy. Bo mam nadzieję, że może tym samym zainicjuje inną, ważniejszą debatę - o sensie misji pokojowych.
Srebrenica, poza wszystkim innym, była najbardziej jaskrawym przykładem misji pokojowej w drugim przytoczonym przeze mnie na początku znaczeniu. Żołnierze ONZ-owscy, stacjonujący w Bośni i Hercegowinie, dysponowali jedynie lekką bronią, którą mogli wykorzystać jedynie do obrony własnej. Biorąc pod uwagę, że misję przyszło im pełnić w kraju, w którym wciąż jeszcze toczyła się wojna, zastanawiam się, po co w takim razie ich tam wysłano? Bo jeśli ich jedynym uprawnieniem była obrona własna i ochrona właśnego życia, to mogli lepiej od razu zostać w bezpiecznej bazie w np. Niemczech czy Holandii. Bo tam nie musieliby w ogóle sięgać po broń.
Trudno mieć pretensje do żołnierzy, nie oni decydowali o własnych uprawnieniach. Pretensje można, a nawet trzeba mieć do ludzi, którzy zdecydowali o takim właśnie mandacie misji Błękitnych Hełmów. Można się też zastanowić nad moralną rolą i odpowiedzialnością dowódców. Bo regulamin to jedno, a moralna odpowiedzialność to drugie. I w ekstremalnych sytuacjach powinno się złamać prawo, nawet ryzykując własną karierą. A taką sytuacją była masowa egzekucja, dokonywana na cywilach przez bojówki paramilitarne (to nie była regularna armia serbska, ale bandy zwyrodnialców, którzy wykorzystali wojnę do zaspokojenia najbardziej obrzydliwych instynktów). Oczywiście można sobie zadać pytanie, co by się stało, gdyby Błękitne Hełmy, łamiąc rozkazy odpowiedziały ogniem. Czy bojówki serbskie by się wycofały, czy też raczej wystrzelały Holendrów? I dołóżmy do tego jeszcze totalnie zbiurokratyzowaną procedurę decyzyjną (przy okazji polecam genialny film "Ziemia niczyja", który pokazuje cały tragizm tej sytuacji).
Czy świat wyciągnął wnioski ze Srebrenicy? Nie.
Bo w 9 lat po Srebrenicy, w 2004 roku w Kosowie, po utonięciu albańskiego nastolatka w kilkudziesięciu różnych punktach prowincji w tym samym czasie oczywiście zupełnie przypadkowo zaczęły płonąć serbskie cerkwie, domy, klasztory. W wyniku tych zgoła nieskoordynowanych aktów przemocy zostało zamordowanych kilkudziesięciu serbskich cywili, z dymem poszły zabytkowe średniowieczne klasztory i kościoły. A stacjonujący na miejscu żołnierze KFOR byli bezsilni.
Misje pokojowe są takim samym absurdem, jak naloty kosmetyczne. Owymi nalotami było rzekomo precycyjne bombardowanie Jugosławii przez NATO, a precyzyjność była taka, że bomby spadały to na szpital położniczy, to na telewizję, a to na konwój uchodźców. No nie wiem, może krwi było nieco mniej niż powinno być i stąd owa tytułowa kosmetyka nalotów?
Nie ma czegoś takiego jak misja pokojowa w regionie, w którym toczy się lub ledwo się skończyła wojna. Albo więc w ogóle nie wysyłać wojsk w takie tereny albo skończyć z hipokryzją, zwiększyć uprawnienia żołnierzy i nazwać ich po prostu uczestnikami misji wojennej.
Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że dyskusja potoczy się we właściwym kierunku a nie skończy się na głupawych żartach o holenderskich gejach.
Na koniec coś zabawnego. Zaintrygowały mnie wypowiedzi pewnej polskiej posłanki, która raz mówi, iż jej uroda nie ma znaczenia (ważne są jej kompetencje merytoryczne), a raz, że uroda jej przeszkadza (bo sprawia, że panowie bardziej patrzą niż słuchają). To jak, przeszkadza czy nie bo się pogubiłam w tych rozważaniach? A jeśli przeszkadza, to czemu na przykład uroda nie przeszkadzała Condoleezzie Rice czy Benazir Bhutto? Tak się jakoś dziwnie składa, że uroda z reguły przeszkadza głównie paniom, które w istocie niewiele mają do powiedzenia - przykładem jest chociażby socjalistyczna kandydatka na prezydenta Francji, Segolene Royal, która odpierała zarzuty o brak programu i wiedzy argumentem płci i urody.

Czytaj także