Wstyd

Wstyd

Kiedy słucham tych awantur nad trumnami przypomina mi się scena z "Dnia świra", w której rozhisteryzowani, ziejący agresją politycy wyrywali sobie flagę polską z orłem. Jeszcze nie zidentyfikowano nawet jeszcze ciał wszystkich ofiar sobotniej katastrofy, a już zaczął się konkurs obrzucania się obelgami i opluwania tych, którzy zginęli w tym wypadku. Słuszna czy mniej słuszna, ale decyzja o pochowaniu prezydenckiej pary na Wawelu zapadła i wypada to po prostu uszanować.
Zastanawiałam się od początku, na jak długo uda się utrzymać atmosferę żałoby i wzajemnego szacunku. Okazało się, że na bardzo krótko. Jeszcze przed podaniem informacji o planach pogrzebu na Wawelu wróciło polskie piekiełko. Czyli dyskusja, kto jest winien katastrofy: pilot czy prezydent, który "pewnie kazał mu lądować". Obaj zginęli w tym wypadku i nie obronią się. Przynajmniej więc do czasu pogrzebu wypadałoby się powstrzymać z ferowaniem wyroków. Nie wiemy, jaka jest prawda i nie oskarżajmy pochopnie ani prezydenta ani pilota. Chociażby ze względu na ich rodziny i na elementarny szacunek do zmarłych.
Można się zastanawiać, czy Wawel aby na pewno jest najlepszym miejscem na pochowanie pary prezydenckiej. Moim osobistym zdaniem, Warszawa byłaby lepsza - a to dlatego, że prezydent Kaczyński był poprzednio przecież prezydentem Warszawy, w dodatku rodowitym Warszawiakiem (czyli gatunkiem na wymarciu) i losy jego rodziny były mocno związane z tym miastem. Ale skoro zapadła decyzja o pochowaniu na Wawelu, to trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości. Nie wiem, kto był autorem tego pomysłu - wątpię, by była to rodzina - pozostaje mi wierzyć, że pomysłodawcy przyświecały dobre intencje, a nie chęć włożenia kija w mrowisko. Oskarżanie teraz rodziny państwa Kaczyńskich o megalomanię to - poza wszystkim innym - przejaw braku logiki. Bo czy dla córki, która mieszka na drugim końcu Polski, nie byłoby lepiej, gdyby grób rodziców był w Warszawie? A dla pani Jadwigi Kaczyńskiej i Jarosława Kaczyńskiego nie byłoby wygodniej? A dla rodziny pani Marii Kaczyńskiej? Ci wszyscy, którzy wysyłają teraz smsy o treści "Protestujmy przeciwko pogrzebowi Kaczyńskiego na Wawelu. Podaj dalej", którzy organizują manifestacje i zieją oburzeniem chyba zapominają, że rodzina państwa Kaczyńskich przeżywa po pierwsze tragedię, związaną ze śmiercią pary prezydenckiej, koszmar, związany z identyfikacją zwłok i teraz w dodatku skazana jest na wysłuchiwanie obelg. Można nie lubić Jarosława Kaczyńskiego jako polityka, ale w tej sytuacji trzeba w nim dostrzec też człowieka, który stracił brata i bratową, przyjaciół i współpracowników, którego partia została zdziesiątkowana i który w dodatku musi o tej tragedii poinformować ciężko chorą matkę.
Dlaczego prezydent ma prawo do pochówku na Wawelu? Chociażby z tej racji, że umarł jako urzędujący prezydent. Po drugie zginął w trakcie pełnienia obowiązków państwowych, a nie jadąc na działkę czy po prostu spokojnie w domu. Jechał w dodatku na uroczystości katyńskie i ten wyjazd nie był dla niego jedynie odbębnianiem oficjałki, ale jednym z elementów, prowadzonej przez niego konsekwentnie polityki historycznej.
Słyszę argumenty o tym, że generała Sikorskiego pochowano na Wawelu dopiero po 50 latach od śmierci. Owszem, ale kto miał go tam pochować w czasie wojny czy też w dobie PRL-owskiej?
Przy okazji, ciekawa jestem, ilu z protestujących kiedykolwiek z własnej woli było na Wawelu, w kryptach i ilu z nich potrafi wymienić nazwiska chociażby kilku spoczywających tam osób, nie wspominając o wymienieniu ich zasług? Oczywiście, że głos narodu powinien być brany pod uwagę. Ale głos narodu to także głos tych setek tysięcy ludzi, zapalających świeczki przed pałacem prezydenckim. Nie ma jednego głosu. Te grupki oburzonych nie reprezentują większości społeczeństwa, pomimo ich nadreprezentacji na forach internetowych. Ktoś przecież wybrał Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Polski, miał więc i ma poparcie przeważającej liczby wyborców. Przeciwnicy pogrzebu na Wawelu mają prawo do wyrażania swojego zdania, ale nie teraz, nie w czasie żałoby, nie w takich okolicznościach. I nie z takim, jak to się zdarza niektórym, jadem. Mam nieodparte wrażenie, że ludzie potrafią zazdrościć nie tylko sławy, kariery, urody czy pieniędzy, ale też i śmierci i pogrzebu. Bo powiedzmy sobie szczerze, takiego pogrzebu nie miał (przynajmniej od czasów marszałka Piłsudskiego) żaden polski polityk i niewiele wskazuje na to, by i w przyszłości ktoś się tego doczekał. Bo żeby wzbudzić tak ogromne zainteresowanie i współczucie reszty świata, potencjalny chętny musiałby być co najmniej prezydentem i zginąć w równie spektakularny sposób - a szanse na to są niewielkie.
Czytam komentarze na forach internetowych do informacji na temat ciężkiej sytuacji finansowej rodzin panów Putry i Krupskiego. I robi mi się niedobrze, bo takiego jadu, złośliwości i najbardziej nikczemnej podłości i to wobec osób, które jeszcze nawet nie zostały pochowane, nie spodziewałabym się. Czy ci, za przeproszeniem ludzie, nie mają rodzin, sami nie przeżywali żałoby i przede wszystkim nie mają resztek ludzkich uczuć? I wraca mi przy tej okazji pomysł wprowadzenia cenzury w internecie - nie dopuszczania do publikacji komentarzy, które przekraczają wszelkie możliwe granice nieprzyzwoitości.
Wstyd mi za reakcje części Polaków. Bo udało nam się zepsuć budowany od soboty pozytywny obraz polskiego społeczeństwa. Media zagraniczne już komentują polską awanturę nad trumnami. I duża jest w tym wina nas, polskich dziennikarzy. Bo gdybyśmy my nie dolewali oliwy do ognia, nie napuszczali na siebie wzajemnie zantagonizowanych obozów i z sytuacji marginalnych nie robili wielkiego wydarzenia, nie byłoby teraz tych wszystkich zagranicznych komentarzy.

Czytaj także