Franz Smuda bohater/wróg publiczny (niepotrzebne skreślić)

Franz Smuda bohater/wróg publiczny (niepotrzebne skreślić)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wiesiu zwykle nie miał wizji, całkowicie wystarczała mu Telewizja. Teraz jednak było inaczej. Wiesiu zobaczył przed oczami dwa prasowe artykuły z przyszłości. Nie znaczy to jednak, że poznał przyszłość, bo złośliwie objawiły mu się artykuły wzajemnie się wykluczające. Jednocześnie - tryumfu i upadku Franciszka Smudy. Oba kreślone ręką skreślonego z telewizji i pracującego obecnie w ważnym dzienniku redaktora Rysia.
Wersja tryumfalna. Kaiser Franz I Zwycięzca. (wychodzi z grupy na Euro 2012 i jest narodowym bohaterem):

Redaktor Rysiu na pierwszej stronie analizuje. „Potocznie zwany już Cesarzem, Król Franz I od początku miał jasną wizję budowania reprezentacji. Miał też genialną filozofię drużyny grającej ofensywnie. Wielu kpiło z trenera. JA WIERZYŁEM, choć byłem jednym z nielicznych. Od początku dał się uwieźć tej wizji i wierzyłem w godnego następcę Kazimierza Górskiego. Nawet kiedy początki były trudne. Król Franz wiedział co robi. Szukał tylko odpowiednich wykonawców, a trybiki które znajdował cierpliwie i ze znawstwem układał w perfekcyjny organizm. Błysk geniuszu widać było w selekcji, w tym otwarciu się na zawodników wychowanych za granicą.

Złośliwi i niedouczeni wytykali mu serie - porażek, meczów bez gola, wreszcie spotkań bez zwycięstwa. Wyśmiewali przegrane z Hiszpanią 0:6 i  remis z rezerwami Ekwadoru. Ale wszystko to było przemyślaną strategią, Smuda cierpliwie jeden po drugim układał swoje klocki. Nie robił nerwowych ruchów. Wyplenił pijaństwo z reprezentacji, rezygnował z kolejnych piłkarzy, którzy nie dawali rady zrozumieć idei szkoleniowca.

I jak obiecał zbudował na Euro drużynę niemal bezbłędną. Pod biało-czerwonymi sztandarami pod wodzą Marszałka Franza walczyła międzynarodowa drużyna pierścienia - obok rodowitych Polaków, także ci urodzeni w Niemczech, Francji, Kolumbii i Brazylii. Wielki Franc tak właśnie stworzył drużynę wielką. Drużynę na swoją miarę. Franz dziękujemy.

A oto wizja druga Franz Upadły (Franz Smuda przegrywa trzy mecze grupowe na Euro 2012 i żegna się z reprezentacją. Jest zdrajcą narodowym)

Redaktor Rysiu też ma wstępniaka i na pierwszej stronie analizuje.

Od samego początku eksperyment z panem Smudą był skazany na katastrofę. Co uparcie powtarzałem od dnia nominacji. Byłem gorącym przeciwnikiem tej nominacji. Trenerem kadry został człowiek nie wierzący nauce, a ufający tylko swojej anachronicznej intuicji. Jego pseudo-filozofia gry ofensywnej to pomysł samobójczy. Nie trzeba być ekspertem, by zorientować się, że nasi piłkarze tak grać nie umieją i długo nie będą umieć.

Ale pan Smuda nie uczył się na błędach takich jak klęska z Hiszpanią, wielomiesięczne serie bez gola i bez zwycięstwa. Co gorsza widać też było kompletny brak konsekwencji. Najpierw mówi, że nie będzie powoływał piłkarzy nie mających polskich korzeni, by po kilku miesiącach zapraszać Kolumbijczyków, czy Brazylijczyków. O Smolarku mówi najpierw, że może mu najwyżej opowiedzieć „Kavala” ( w tej drużynie grał wtedy Ebi), by po kilku miesiącach wziąć go do kadry. Przykładów można by mnożyć.

Wyrzuca niektórych piłkarzy z kadry za pijaństwo, a potem niektórym z nich daruje winy, a innym nie. Co gorsza nie udaje mu się wyplenić nałogu, a kadrowicze nadal chlają na zgrupowaniach.

Panu Smudzie w rezultacie udało się zamiast drużyny zbudować przysłowiową wierzę Babel. Połowa zespołu nawet nie mówi po polsku! Ta zbieranina pętała się smutno po boiskach Euro 2012, ku rozpaczy milionów fantastycznych kibiców. Dziękujemy panu, Panie Smuda za nasze zgryzoty i mówimy żegnaj, a nie do widzenia, bo już nigdy nie chcemy pana, Panie Smuda zobaczyć.

„To jak będzie? Wierzysz redaktorze Rysiu we Franza od początku, czy nie” – spytał lekko ogłupiały Jasiu, redaktora Rysia, który chwilę wcześniej klapnął na kanapę. „Yyyy, nie wiem, to się okaże. Przecież nie jestem wróżką i nie wiem, jak to wszystko wyjdzie” – odpowiedział z tajemniczym uśmiechem Mona Lizy redaktor Rysiu.

Czytaj także