Odkąd mam dzieci paraliżuje mnie zielona strzałka. Sygnalizator warunkowego wjazdu na skrzyżowanie budzi we mnie wielką panikę!
Kiedy kilka lat temu zlikwidowano na polskich drogach zielone prawoskręty byłam wściekła! Niecierpliwiłam się, że już dawno bym była kilometr dalej!
Że stoję bezczynnie, chociaż nic z lewej strony nie jedzie! Przeklinałam przeklęte przepisy unijne, które zabrały nam nasze cudowne strzałki!
Teraz, kiedy wracają na polskie ulice czuję potworny strach! Dopiero teraz wiem to, czego wcześniej nawet nie próbowałam zrozumieć, bo pośpiech był ważniejszy niż wszystko inne! I chociaż nadal żyję w biegu - nic się nie zmieniło, są chwile, w których nigdzie się nie spieszę!
Tak jest na skrzyżowaniach z zielonymi strzałkami! To dla mnie najbardziej dramatyczne momenty na ulicach!
Dziesiątki razy byłam świadkiem, kiedy kierowca z zieloną strzałką hamował centymetr przed pieszym z zielonym światłem! Za każdym razem byłam na granicy zawału! Patrzyłam najpierw z przerażeniem, a potem z ulgą, że nic się nie stało! Że znów się udało! Tym razem znów ktoś miał szczęście!
I kiedy czytam dziś statystyki z ilości potrąceń i wypadków śmiertelnych na „warunkowych” skrzyżowaniach nie lubię i nie chcę już zielonych strzałek! Myślę o tych wszystkich dzieciach idących samodzielnie do szkoły, które uczą się prawa pieszego na drogach. Te dzieciaki nie są jeszcze kierowcami!
Nie mają wyobrażenia o czającym się niebezpieczeństwie za lewym zakrętem! Myślą o zielonym świetle na pasach! O swoim prawie do przejścia! Nie mają jeszcze ograniczonego zaufania do tych z lewej w samochodach, spieszących się gdzieś i często zapominających, że ci z prawej na pasach też mają zielone!
Moi chłopcy w drodze do szkoły mają do pokonania dwa skrzyżowania z zieloną strzałką. Za każdym razem, kiedy puszczam ich samych w ramach lekcji dorastania, widzę przed oczami tych, którym się udało! Chociaż byli o krok...
Boję się, że to bardzo ryzykowna nauka! Uczę chłopców tego trudnego i niebezpiecznego prawa na drodze: momentu kiedy i pieszy, i kierowca mają zielone (choć ten drugi tylko warunkowe, o czym często zapomina!),
Nie chcę już zielonych strzałek! Kiedy staję przed takim skrzyżowaniem i kierowcy nachalnie trąbią (że jestem za wolna!) mam ich gdzieś! Wolę upewnić się, że nikt nie pojawi się nagle na pasach! Nie chcę już widzieć ani słyszeć w mediach o kolejnym zabitym pieszym na skrzyżowaniu z zieloną strzałką! Nie chcę być tym, który zabił!
Że stoję bezczynnie, chociaż nic z lewej strony nie jedzie! Przeklinałam przeklęte przepisy unijne, które zabrały nam nasze cudowne strzałki!
Teraz, kiedy wracają na polskie ulice czuję potworny strach! Dopiero teraz wiem to, czego wcześniej nawet nie próbowałam zrozumieć, bo pośpiech był ważniejszy niż wszystko inne! I chociaż nadal żyję w biegu - nic się nie zmieniło, są chwile, w których nigdzie się nie spieszę!
Tak jest na skrzyżowaniach z zielonymi strzałkami! To dla mnie najbardziej dramatyczne momenty na ulicach!
Dziesiątki razy byłam świadkiem, kiedy kierowca z zieloną strzałką hamował centymetr przed pieszym z zielonym światłem! Za każdym razem byłam na granicy zawału! Patrzyłam najpierw z przerażeniem, a potem z ulgą, że nic się nie stało! Że znów się udało! Tym razem znów ktoś miał szczęście!
I kiedy czytam dziś statystyki z ilości potrąceń i wypadków śmiertelnych na „warunkowych” skrzyżowaniach nie lubię i nie chcę już zielonych strzałek! Myślę o tych wszystkich dzieciach idących samodzielnie do szkoły, które uczą się prawa pieszego na drogach. Te dzieciaki nie są jeszcze kierowcami!
Nie mają wyobrażenia o czającym się niebezpieczeństwie za lewym zakrętem! Myślą o zielonym świetle na pasach! O swoim prawie do przejścia! Nie mają jeszcze ograniczonego zaufania do tych z lewej w samochodach, spieszących się gdzieś i często zapominających, że ci z prawej na pasach też mają zielone!
Moi chłopcy w drodze do szkoły mają do pokonania dwa skrzyżowania z zieloną strzałką. Za każdym razem, kiedy puszczam ich samych w ramach lekcji dorastania, widzę przed oczami tych, którym się udało! Chociaż byli o krok...
Boję się, że to bardzo ryzykowna nauka! Uczę chłopców tego trudnego i niebezpiecznego prawa na drodze: momentu kiedy i pieszy, i kierowca mają zielone (choć ten drugi tylko warunkowe, o czym często zapomina!),
Nie chcę już zielonych strzałek! Kiedy staję przed takim skrzyżowaniem i kierowcy nachalnie trąbią (że jestem za wolna!) mam ich gdzieś! Wolę upewnić się, że nikt nie pojawi się nagle na pasach! Nie chcę już widzieć ani słyszeć w mediach o kolejnym zabitym pieszym na skrzyżowaniu z zieloną strzałką! Nie chcę być tym, który zabił!