Amerykanie mają nowego (starego) prezydenta, a ja mam nową (starą) suszarkę do prania, którą właśnie miałam spisać na straty. Niesłusznie! :-)
- Albo suszy albo nie suszy? Nie może trochę suszyć! - dziwił się serwisant z Siemensa.
Kolejny czarno-biały człowiek, dla którego nie ma półśrodków tylko: albo-albo!
- W takim razie nie suszy! Nie chcę jej, proszę ją zabrać! - odpowiedziałam zirytowana. Miałam dość codziennego martwienia się, czy suszarka wysuszy rzeczy! Miała nam ułatwić życie, a mocno nas sfrustrowała!
Dom 2plus4 bez elektrycznej suszarki jest graciarnią. Na każdym kroku czai się stojak z praniem (gdzieś trzeba zorganizować suszarnię dla sześciu osób!). Przez kilka lat zapomniałam o tym banale codziennego życia. Miałam świetną suszarkę, dzięki której otulały nas rano puszyste i pachnące ręczniki, a dżinsy nigdy nie były szorstkie! Sielanka skończyła się rok temu, kiedy stara suszarka wyjechała na zasłużoną emeryturę, a w domu pojawił się udoskonalony model. Jeszcze bardziej energooszczędny i z kilkoma dodatkowymi programami.
- Kupiłem nową suszarkę! - pochwalił się Maciek. Taki sms powinien mnie ucieszyć, trochę mnie zestresował. Byłam na wakacjach. Chciałam SAMA wybrać nowy model jednego z najważniejszych urządzeń w domu!
- Mogłeś poczekać! Wracam za tydzień - napisałam i pożałowałam.
- Marudzisz, że wszystko jest na twojej głowie, a jak coś zrobię, ty zrobiłabyś lepiej! - wkurzył się.
Miał rację ale też nie znał się na praniu! :-)
Po wakacjach wpadliśmy w wir pracy. Zapomniałam o nowej suszarce. Szczęście trwało krótko. Co drugi dzień czekała na nas w pokoju rozstawiona sterta mokrego prania!
- Małgosiu (najlepsza na świecie gosposio-niania :-) dlaczego wracamy do epoki kamienia łupanego i suszymy pranie w pokoju? - żartowałam wściekła.
- Suszarka kiepsko suszy. Trzeba wszystko dosuszać, pranie jest wilgotne albo prawie mokre!
- Niemożliwe! Mamy nową suszarkę! Może za dużo pakujesz albo filtr jest zapchany?
- Robię wszystko tak samo, od pięciu lat. I nie suszy!
Wzywam pierwszy raz serwis (równo rok temu!)
- Nie ma usterki. Filtr wewnętrzny był trochę pełny. Powinna suszyć - mówi fachowiec. Zostawia nas ze stertą mokrego prania. Po 6 godzinach suszenia, wszystko jest nadal mokre!
Mijają tygodnie. Walczymy dzielnie. Każde suszenie ustawiamy kilka razy. Kilka razy dziennie czyścimy filtry. Efekt za każdym razem koszmarny. Rachunki za prąd coraz wyższe. Stojących suszarek w domu przybywa. Suszenie rzeczy staje się poważnym problemem. Coraz częściej o nim rozmawiamy!
Kolejna wizyta serwisu nic nie wnosi. Wszystko działa:
- To ekologiczny model. Pranie nie będzie ciepłe - słyszę.
Tęsknię za starą suszarką!
- Kupmy nową! - proponuje Maciek. Ma dosyć szorstkich ręczników.
- Kupiłeś trefny model! - uderzam w starą śpiewkę.
Nie wiem po co?!
Kilka dni temu dzwonię do serwisu ostatni raz. Przyjeżdża nowy fachowiec. Patrzy na mnie jak na wariatkę, kiedy opowiadam mu ze łzami w oczach, jak suszarka rujnuje nam życie od roku! Gadam jak najęta przez siedem minut, ciągle powtarzam: wilgotne, szorstkie, nieprzyjemne, dużo prądu, jeszcze więcej suszarek w pokoju...! - Zostawię pana, od gadania się nie naprawi - przerywam i wychodzę z pralni.
Koniec tego cyrku. Jadę kupić nową suszarkę. Jeszcze dziś! - postanawiam.
Po piętnastu minutach słyszę serwisanta:
Nie mogła suszyć. Temperatura suszenia była fabrycznie źle ustawiona (za niska). Zmieniłem parametry. Teraz suszy jak nowa! Przez chwilę stoję jak zaklęta:
- Dziękuję! Jesteśmy uratowani! - cieszę się, jakbym trafiła szóstkę w totka!
Pan uśmiecha się pod nosem. Wariatka - myśli.
Małgosia cieszy się jak dziecko:
- Dotykałaś ręczniki? A koce? Wszystko jest takie ciepłe i pięknie pachnie!
Łapię się na tym, że robię to samo!
- Widzisz kupiłem dobrą suszarkę, tylko trafił nam się kiepski serwisant za pierwszym razem! - mówi zadowolony Maciek :-)
PS. chłopcy nie zauważyli zmiany. Nie mogą zrozumieć, dlaczego od kilku dni gadamy
o suszarce! :-)
Kolejny czarno-biały człowiek, dla którego nie ma półśrodków tylko: albo-albo!
- W takim razie nie suszy! Nie chcę jej, proszę ją zabrać! - odpowiedziałam zirytowana. Miałam dość codziennego martwienia się, czy suszarka wysuszy rzeczy! Miała nam ułatwić życie, a mocno nas sfrustrowała!
Dom 2plus4 bez elektrycznej suszarki jest graciarnią. Na każdym kroku czai się stojak z praniem (gdzieś trzeba zorganizować suszarnię dla sześciu osób!). Przez kilka lat zapomniałam o tym banale codziennego życia. Miałam świetną suszarkę, dzięki której otulały nas rano puszyste i pachnące ręczniki, a dżinsy nigdy nie były szorstkie! Sielanka skończyła się rok temu, kiedy stara suszarka wyjechała na zasłużoną emeryturę, a w domu pojawił się udoskonalony model. Jeszcze bardziej energooszczędny i z kilkoma dodatkowymi programami.
- Kupiłem nową suszarkę! - pochwalił się Maciek. Taki sms powinien mnie ucieszyć, trochę mnie zestresował. Byłam na wakacjach. Chciałam SAMA wybrać nowy model jednego z najważniejszych urządzeń w domu!
- Mogłeś poczekać! Wracam za tydzień - napisałam i pożałowałam.
- Marudzisz, że wszystko jest na twojej głowie, a jak coś zrobię, ty zrobiłabyś lepiej! - wkurzył się.
Miał rację ale też nie znał się na praniu! :-)
Po wakacjach wpadliśmy w wir pracy. Zapomniałam o nowej suszarce. Szczęście trwało krótko. Co drugi dzień czekała na nas w pokoju rozstawiona sterta mokrego prania!
- Małgosiu (najlepsza na świecie gosposio-niania :-) dlaczego wracamy do epoki kamienia łupanego i suszymy pranie w pokoju? - żartowałam wściekła.
- Suszarka kiepsko suszy. Trzeba wszystko dosuszać, pranie jest wilgotne albo prawie mokre!
- Niemożliwe! Mamy nową suszarkę! Może za dużo pakujesz albo filtr jest zapchany?
- Robię wszystko tak samo, od pięciu lat. I nie suszy!
Wzywam pierwszy raz serwis (równo rok temu!)
- Nie ma usterki. Filtr wewnętrzny był trochę pełny. Powinna suszyć - mówi fachowiec. Zostawia nas ze stertą mokrego prania. Po 6 godzinach suszenia, wszystko jest nadal mokre!
Mijają tygodnie. Walczymy dzielnie. Każde suszenie ustawiamy kilka razy. Kilka razy dziennie czyścimy filtry. Efekt za każdym razem koszmarny. Rachunki za prąd coraz wyższe. Stojących suszarek w domu przybywa. Suszenie rzeczy staje się poważnym problemem. Coraz częściej o nim rozmawiamy!
Kolejna wizyta serwisu nic nie wnosi. Wszystko działa:
- To ekologiczny model. Pranie nie będzie ciepłe - słyszę.
Tęsknię za starą suszarką!
- Kupmy nową! - proponuje Maciek. Ma dosyć szorstkich ręczników.
- Kupiłeś trefny model! - uderzam w starą śpiewkę.
Nie wiem po co?!
Kilka dni temu dzwonię do serwisu ostatni raz. Przyjeżdża nowy fachowiec. Patrzy na mnie jak na wariatkę, kiedy opowiadam mu ze łzami w oczach, jak suszarka rujnuje nam życie od roku! Gadam jak najęta przez siedem minut, ciągle powtarzam: wilgotne, szorstkie, nieprzyjemne, dużo prądu, jeszcze więcej suszarek w pokoju...! - Zostawię pana, od gadania się nie naprawi - przerywam i wychodzę z pralni.
Koniec tego cyrku. Jadę kupić nową suszarkę. Jeszcze dziś! - postanawiam.
Po piętnastu minutach słyszę serwisanta:
Nie mogła suszyć. Temperatura suszenia była fabrycznie źle ustawiona (za niska). Zmieniłem parametry. Teraz suszy jak nowa! Przez chwilę stoję jak zaklęta:
- Dziękuję! Jesteśmy uratowani! - cieszę się, jakbym trafiła szóstkę w totka!
Pan uśmiecha się pod nosem. Wariatka - myśli.
Małgosia cieszy się jak dziecko:
- Dotykałaś ręczniki? A koce? Wszystko jest takie ciepłe i pięknie pachnie!
Łapię się na tym, że robię to samo!
- Widzisz kupiłem dobrą suszarkę, tylko trafił nam się kiepski serwisant za pierwszym razem! - mówi zadowolony Maciek :-)
PS. chłopcy nie zauważyli zmiany. Nie mogą zrozumieć, dlaczego od kilku dni gadamy
o suszarce! :-)