Taniec przyjaźni

Taniec przyjaźni

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Ciociu, pogo to jest taniec przyjaźni! - powiedział Piotrek (14). Widział, że martwię się metalowym koncertem. Razem ze Staśkiem (13) i Jaśkiem (11) mieliśmy wyruszyć na koncert Sabatonu. Chłopcy byli po ośmiogodzinnej podróży z Zakopanego. Po tygodniu szaleństw na stoku od rana do wieczora.
- Może jednak odpuścimy sobie koncert? - zaproponowałam.

- Nieeeeee!!!! Nie jesteśmy zmęczeni! - usłyszałam w stereo.

Nie było szans! Nie miałam pomysłu jak zdezerterować. Pamiętam ich wypieki na twarzach w grudniu po wizycie św. Mikołaja. Bilety były tak cenne, że wylądowały w sejfie! (wreszcie się na coś przydał! :-) Nie mogłam wymigać się zmęczeniem! Raz na jakiś czas lubię być matką Polką walczącą chociaż nie mam siły ruszyć ręką! Wyzwanie mnie mobilizuje! Zwłaszcza kiedy ode mnie wszystko zależy!

Kocyk z książką musiał poczekać. Przesunęłam go w myślach na kolejny weekend. Sabaton miał być moją trzecią imprezą pod rząd!

Ja nie dam rady?! :-)

Od rana biegałam: 11 angielski chłopców, potem wielkie zakupy i gotowanie: pstrągi z pieca, kapusta po chińsku, boska sałata, kukurydza maślana, ukochane kotleciki dla maluchów, ziemniaczki, penne razowe, groszek... Więcej grzechów nie pamiętam! Oprócz obłędnego tiramisu! Kiedyś zdradzę Wam przepis! :-) Po takiej uczcie marzyłam o nic-nie-robieniu. Ale obiecałam jeszcze maluchom gry planszowe w szkole, po 16 przyjechał autokar z Zakopanego, więc musiałam załadować walizki, narty i deskę snowboardową. Szybki obiad dla wygłodniałych podróżników. I już trzeba było wychodzić na koncert!

Nie mogłam ich zawieść. Jeden uciekający rodzic wystarczy! Właściwie uciekło ich więcej! Rodzice Piotrka też zapomnieli, że ten długo wyczekiwany przez nasze dzieci Sabaton już dziś!!!! :-)

Power metal!

Co to będzie?!

Trochę martwiłam się, czy wyjdą spod sceny w jednym kawałku. Miejsca stojące. Tłum metalowców. I trzech kulturalnych nastolatków. W samochodzie ustaliliśmy zasady gry. Mają trzymać się razem. A gdyby się pogubili mają zgłosić się do punktu pomocy (czyli do mnie). Siedziałam w jednym miejscu - na podłodze pod drabinkami z kartką: "nie siadać". Koncert był na Kole w ogromnej hali gimnastycznej. Prosiłam, żeby pomagali sobie na wzajem, gdyby któryś upadł. Wtedy usłyszałam coś zaskakującego:

- Pogo to jest taniec przyjaźni. Bardzo bezpieczny. Nic nam się nie może stać! Jak ktoś upada, natychmiast inni go podnoszą! Jesteśmy jedną wielką rodziną! - tłumaczył Piotrek.

Byłam sceptyczna.

Niepotrzebnie. Chłopcy mieli rację. Publiczność była fantastyczna! Na żadnym koncercie nie czułam się tak bezpiecznie! Przez cztery godziny koncertu nie znalazłam grama agresji. Fani muzyki byli solidarni i oddani, jak kiedyś żołnierze walczący o Polskę.

Myślałam, że będę jedyną kobietą. Nic z tego! Płeć piękna na ramionach swoich mężczyzn z wielkim zaangażowaniem śpiewała piosenki-litanie. Dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia!

Wokalista Sabatonu rozkochał mnie w sobie! Natychmiast nawiązał kontakt z publicznością. Mówił zabawnie i mądrze, znał wiele polskich słów. Bawił się doskonale na swoim koncercie, był jednym z nas!

- Warszawo walcz! - śpiewał Sabaton, a razem z nim setki fanów.

To było coś! Najlepsza lekcja historii od lat! Pierwszy raz od lat poczułam się jak prawdziwa patriotka! Prawicowi politycy powinni tu być!

Moi chłopcy mają świetny gust. Nie żałuję ani jednej minuty koncertu. Wiem już o co poproszę św. Mikołaja! :-)