Tylko że tę jawną kpinę całkiem na serio kopiuje teraz decyzja Generalnego Inspektora Danych Osobowych w sprawie dostępu do akt IPN. Bo przecież formalnie nikt nikomu tego dostępu nie zakazuje, tyle że w praktyce niemal kompletnie paraliżuje korzystanie z zasobów instytutu.
Można by jeszcze próbować tłumaczyć to chęcią pogodzenia potrzeby jawności z wymogami ochrony danych osobowych. Jednak - jak narzekają historycy IPN - zakazem udostępniania "obcym" spoza instytutu zostały objęte wszystkie spisy katalogowe, nawet takie, które nie zawierają żadnych nazwisk.
I tu same nasuwają się pytania, jakie przy byle okazji zadawała opętana szpiegomanią pereelowska propaganda: Komu to służy? Kto za tym stoi? Jeszcze przez jakiś czas pozostaną one zapewne bez odpowiedzi.
Elżbieta Majewska