Pisanie listów jest trudną sztuką. Zwłaszcza jeśli jest się w trudnej sytuacji, ma się mało argumentów, czytelnikiem jest ponury urzędnik i posiada się jedną kartkę. W takim liście całość trzeba zawrzeć już na początku, żeby nie zanudzić, ale zaciekawić. Józef Łucznik jest właśnie w takiej trudnej sytuacji. Na stanowisku pojawił się znikąd i tam też może trafić, kiedy ktoś na łukaszenkowej górze zdecyduje inaczej. Musi więc coś zaofiarować.
W każdym państwie demokratycznym, którego władza nie zajmuję się stosowaniem represji cenna jest informacja. Informacja o zasięgu międzynarodowym jest jeszcze cenniejsza. Józef Łucznik, jako przedstawiciel Polonii w Łukaszenkolandzie mógłby więc zacząć tak: "Szanowny Towarzyszu Prezydencie Aleksandrze Grigoriewiczu, Rząd Polski jest na pasku amerykańskich imperialistów. Aby móc sprawę badać dalej wnoszę, Towarzyszu Prezydencie, o utrzymanie dawnej nazwy organizacji nawet jeśli jest ona sprzeczna z oficjalną terminologią". Tak krótkie i szybkie załatwienie sprawy ma także inny atut. Pozostawia odrobinę niepewności i niedopowiedzenia. Nawet znany z stalowego charakteru i zimnej krwi prezydent mrugnie powieką i powie sakramentalne "da".
Sztuka pisania listów choć trudna jest - w dobrym wykonaniu - bardzo efektywna. Józef Łucznik będzie się jej na przyszłość musiał dobrze nauczyć.
Grzegorz Sadowski