Związek Polaków w Łukaszenkolandzie

Związek Polaków w Łukaszenkolandzie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Związek Polaków na Białorusi jest już tylko Związkiem Polaków. Oficjalnie. W praktyce nie jest już nawet tym. To Związek Polaków w Łukaszenkolandzie.
Podoba mi się optymizm prezesa organizacji Józefa Łucznika. Całe nieporozumienie w końcu może załatwić listownie. Tak to już jest na demokratycznej Białorusi. Kto chce i może pisze listy, a o wszystkim w końcu decyduje prezydent, który zapewne ma pogląd na różne aspekty życia, gdyż czyta wiele listów na raz. Taki sam pogląd wyrabiają sobie także lokalne biura białoruskiej poczty, czytaj: komendy KGB. Ta wiedza służy zapewne badaniom socjologicznym i statystykom.

Pisanie listów jest trudną sztuką. Zwłaszcza jeśli jest się w trudnej sytuacji, ma się mało argumentów, czytelnikiem jest ponury urzędnik i posiada się jedną kartkę. W takim liście całość trzeba zawrzeć już na początku, żeby nie zanudzić, ale zaciekawić. Józef Łucznik jest właśnie w takiej trudnej sytuacji. Na stanowisku pojawił się znikąd i tam też może trafić, kiedy ktoś na łukaszenkowej górze zdecyduje inaczej. Musi więc coś zaofiarować.

W każdym państwie demokratycznym, którego władza nie zajmuję się stosowaniem represji cenna jest informacja. Informacja o zasięgu międzynarodowym jest jeszcze cenniejsza. Józef Łucznik, jako przedstawiciel Polonii w Łukaszenkolandzie mógłby więc zacząć tak: "Szanowny Towarzyszu Prezydencie Aleksandrze Grigoriewiczu, Rząd Polski jest na pasku amerykańskich imperialistów. Aby móc sprawę badać dalej wnoszę, Towarzyszu Prezydencie, o utrzymanie dawnej nazwy organizacji nawet jeśli jest ona sprzeczna z oficjalną terminologią". Tak krótkie i szybkie załatwienie sprawy ma także inny atut. Pozostawia odrobinę niepewności i niedopowiedzenia. Nawet znany z stalowego charakteru i zimnej krwi prezydent mrugnie powieką i powie sakramentalne "da".

Sztuka pisania listów choć trudna jest - w dobrym wykonaniu - bardzo efektywna. Józef Łucznik będzie się jej na przyszłość musiał dobrze nauczyć.

Grzegorz Sadowski